W nocy z 15 na 16 lutego wojskowe systemy radiolokacyjne odnotowały balony meteorologiczne przekraczające naszą granicę państwową. Sytuacja wpisuje się w ciąg prowokacji obserwowanych w ostatnim czasie w regionie przygranicznym.„Obiekty były na bieżąco identyfikowane i pozostawały pod nadzorem wojskowych systemów rozpoznania. Sytuacja była kontrolowana i nie stwarzała zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu lotniczego ani obywateli RP” – podało DORSZ w oficjalnym komunikacie.Wojsko podkreśla, iż działa zgodnie z procedurami, współpracując ze służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo państwa. Formacje te na bieżąco wymieniają informacje umożliwiające szybką reakcję, w tym przejęcie obiektów oraz zatrzymanie osób podejrzanych o udział w organizowaniu tych incydentów. „Siły Zbrojne RP utrzymują całodobową gotowość operacyjną w zakresie ochrony przestrzeni powietrznej” – zapewniono.O podobnych sytuacjach DORSZ informowało 1, 4 i 9 lutego oraz 22, 28 i 31 stycznia. Jak się dowiedzieliśmy, podczas gdy częstotliwość prowokacji z użyciem obiektów bezzałogowych rośnie, liczba migrantów na granicy i nielegalnych prób jej przekroczenia znacznie spadła.Czytaj też: Białoruś nie odpuszcza. Kolejne wloty obiektów przy wschodniej granicyPolska nie jest jedynym krajem zmagającymi się z podobnymi problemami. Zmasowane akcje z użyciem balonów odnotowała wcześniej Litwa, szczególnie jesienią 2025 roku, gdy w ciągu jednej doby granicę przekraczało choćby kilkadziesiąt takich obiektów. Incydenty te, obok kryzysu migracyjnego, były bezpośrednim powodem utrzymywania przez Wilno stanu wyjątkowego w pasie przygranicznym. Skala zjawiska wymusiła na litewskich władzach radykalne kroki prawne. Tamtejsza Straż Graniczna (VSAT) otrzymała specjalne uprawnienia do zestrzeliwania balonów, co wcześniej leżało wyłącznie w gestii wojska. Choć natężenie tych działań ulega wahaniom, problem dla Litwy pozostaje aktualny. Mińsk nieustannie wykorzystuje balony wyposażone w nadajniki GPS zarówno do testowania systemów obrony NATO, jak i do precyzyjnego przemytu kontrabandy. Zarówno polskie, jak i litewskie służby traktują te incydenty jako stały element destabilizacji wschodniej flanki Sojuszu.