Po 15 latach zatrzymano zabójcę 13-latki. Pomogło genetyczne DNA

3 godzin temu

„To było 23 sierpnia 2011 roku” – tak wspominała przed laty tragiczne zdarzenia pani Małgorzata, mama Izy. „Dla nas był to normalny dzień. Kończyły się wakacje, za kilka dni córka miała pójść do szkoły. Po południu u Izy była koleżanka. Bawiły się przez kilka godzin. Wieczorem Iza miała odprowadzić dziewczynkę na przystanek miejscowego autobusu. Kiedy poprosiłam, aby zabrała psa, powiedziała, iż będzie kłopot, bo jeszcze idą na boisko szkolne, gdzie grał w piłkę jej brat”. Kiedy córka i jej koleżanka były jeszcze na szkolnym boisku, pani Małgorzata wyszła z domu położonego na obrzeżach Gdyni, nieopodal giełdy rolno-spożywczej przy ul. Rdestowej. Dom stoi pod lasem, na pustkowiu połączonym z osiedlem polną ścieżką oddaloną mniej więcej o 800 m – tam znajduje się przystanek MPK.

Spacer z psem

trwał około pół godziny. Gdy pani Małgorzata wracała, na ścieżce pojawił się mężczyzna – jak się później okazało, zabójca jej córki. Szła w jego kierunku, a on miał spuszczoną głowę, jakby nie chciał, by go rozpoznała. Było po godz. 20. Jego obecność na pustkowiu o tej porze wydała jej się dziwna. Nie zwrócił uwagi ani na nią, ani na psa. Wtedy nie przyjrzała mu się dokładnie – dopiero później zrozumiała, iż to mogło być spotkanie z człowiekiem, który chwilę później zaatakował Izę.

Wróciła do domu, gdzie spodziewała się zastać córkę, ale dziewczynki wciąż nie było. Nie odbierała telefonu, nie odpisywała na SMS-y. Początkowo matka się nie niepokoiła – mieszkała tam od 40 lat, chodziła po lasach, nigdy nie wydarzyło się nic złego. Z czasem jednak narastał lęk. Wyszła na poszukiwania.

Idź do oryginalnego materiału