Pies przymarzł do pobocza drogi w Przasnyszu. Ludzie poruszeni akcją policjantów

1 godzina temu
Policjanci ruszyli na pomoc psu, który przymarzł do podłoża w przydrożnym rowie. Dramatyczna akcja rozegrała się na Mazowszu. Ludzi poruszyła postawa funkcjonariuszy, ale zwrócili też uwagę na sytuację zwierząt w takie mrozy.


Zima w Polsce szaleje. Miejscami choćby w dzień jest grubo poniżej zera. W takim czasie czworonogi potrzebują naszej szczególnej opieki. Przekonali się o tym policjanci z Chorzeli. Ktoś wezwał komendę i zgłosił, iż w przydrożnym rowie leży pies.

Pies przymarzł do ziemi. Policjanci ruszyli z pomocą


Mundurowi nie zastanawiali się ani chwili i ruszyli na miejsce. Faktycznie zwierzę leżało przy drodze było skrajnie osłabione i wychłodzone. "Pies przymarzł do podłoża i nie był w stanie się poruszać" – relacjonowali.

Policjanci zaczęli działać: okryli go kocami, odkuli lód i przenieśli do radiowozu. "Zwierzę zostało nakarmione i przewiezione do lekarza weterynarii, który udzielił mu niezbędnej pomocy" – opisali.

Jak się okazało, dzień wcześniej pies uciekł właścicielowi, który intensywnie go poszukiwał. Dzięki szybkiej reakcji zgłaszającego oraz zdecydowanym działaniom policjantów, czworonóg wrócił do właściciela. Sytuacja mogła mieć jednak tragiczny finał w takich warunkach, jakie panują teraz na zewnątrz.

"Mróz i zimowa aura są szczególnie niebezpieczne dla zwierząt. Policjanci przypominają, iż w takich warunkach pozostawione bez pomocy zwierzęta mogą nie mieć szans na przetrwanie. Apelujemy o czujność i reagowanie na przypadki zwierząt wymagających pomocy – jeden telefon może uratować życie" – zaapelowali mundurowi.

Akcja policjantów z okolic Przasnysza wywołała poruszenie w sieci. "Uf, całe szczęście, iż mu pomogliście"; "Miał dużo szczęścia" – czytamy w komnetarzach. "Trzeba pilnować zwierząt i o nie dbać szczególnie w taką zimę" – zwracali uwagę inni.

Przypomnijmy, iż na początku roku niemal cała Polska poznała tragiczną historię suczki Śnieżki, którą odnalazła radna Wielbarku Kornelia Kostrzewa. Zwierzę było skrajnie wyzięnione, utknęło w zaspie śniegu, aż "kwiliło" z bólu. Mimo pomocy udzielonej przez radną, suszka zmarła następnego dnia.

Idź do oryginalnego materiału