Pedofilia w kościele – dramatyczny list do biskupów. Jego autorka była molestowana na Franciszkańskiej 3 w Krakowie

1 godzina temu

Zofia Aleksandra Schacht-Petersen, była zakonnica, wystosowała do polskich biskupów dramatyczny list, w którym prosi duchownych o „upragnioną i niezbędną nam wszystkim przemianę”. List powstał przed obradami plenarnymi Episkopatu, podczas których kościelni hierarchowie mają ogłosić powołanie kościelnej komisji ds. zbadania przestępstw pedofilii. Autorka listu też nie jest przypadkowa – to ona ujawniła, iż 35 lat temu była molestowana przez krakowskiego biskupa Jana Szkodonia w jego apartamencie przy Franciszkańskiej 3 w Krakowie.

Poniżej pełna treść listu skierowanego do polskich biskupów, którą opublikował Onet.

„Szanowni Księża Biskupi,

pozwalam sobie napisać do Was list, w odpowiedzi na liczne kierowane do mnie przez lata listy pasterskie, pouczające i zachęcające do nawrócenia i pogłębienia mojej wiary.

Tym razem ja, Zofia, zdecydowałam się na odpowiedź, z nadzieją, iż mój list zostanie przez Was odczytany podczas plenarnego zebrania ogólnopolskiej Konferencji Episkopatu Polski, a poprzez Wasze ręce dotrze do pozostałych księży i innych osób duchownych, a także — ufam — do szerszego grona moich i Waszych Sióstr i Braci w Kościele Powszechnym w Polsce.

Ponieważ liczbą lat życia równam się prawdopodobnie większości z Was lub od niektórych jestem starsza, widzę w Was także kolegów ze szkolnej ławy, a poprzez przynależność do Wspólnoty Kościoła, jestem w istocie Waszą siostrą w Chrystusie. Pozwalam sobie więc na tę śmiałość, zwrócenia się do Was, oraz na to, żeby nie tytułować Was w sposób bardziej wyszukany niż zwykle robię to w mojej korespondencji.

Chcę też przypomnieć się, lub przedstawić tym z Was, którzy mogli nie zauważyć, iż 2 lutego, w święto życia konsekrowanego, poprzez media publiczne — w pewnym sensie jedyną dostępną mi ambonę — ujawniłam, iż trzydzieści pięć lat temu, jako młoda zakonnica, kilka miesięcy po pierwszych ślubach, byłam molestowana przez biskupa Jana Szkodonia.

Przed moim wstąpieniem do zakonu, przez trzy lata był moim spowiednikiem i kierownikiem duchowym. Zwracając się do niego po pomoc w przyjęciu decyzji przełożonych o wysłaniu mnie do bardzo trudnej pracy w Ukrainie, nie tylko nie otrzymałam wsparcia i zrozumienia, doświadczyłam nadużycia, uprzedmiotowienia, naruszenia moich intymnych granic i to przez osobę, która wtedy była dla mnie godnym szacunku i zaufania autorytetem. Nie spodziewałam się z jego strony żadnego zagrożenia.

Wspomnienie o tym, co się stało, wraz z bolesnymi konsekwencjami tamtej sytuacji, dźwigałam przez wiele lat, wielokrotnie zmagając się z pytaniem — co powinnam z tym zrobić, czy, po co i w jaki sposób należałoby tę prawdę ujawnić. Myśli, wątpliwości i emocje z tym związane stawały się nieznośne, tym bardziej, kiedy okazało się, iż są inne ofiary biskupa Szkodonia.

Zdaję sobie sprawę z tego, iż biskup już nie żyje i mój głos może wydawać się martwy, tak jak on. Jednak żyją i cierpią jego ofiary. Widziałam, jak są traktowane przez „młyny kościoła” i jak są dokrzywdzane, nie mogąc usłyszeć stosownego w tym momencie „PRZEPRASZAM i PROSZĘ O WYBACZENIE”, choć swoją krzywdę zgłaszały wtedy, kiedy biskup jeszcze żył.

Ujawniłam moją prawdę w solidarności z nimi, podnosząc mój głos w ich obronie, a także w obronie innych — jak słyszymy dziś — porażająco licznych ofiar polskiego Kościoła. Nie mogę dłużej milczeć o przestępstwie, choćby jeżeli sprawca nie odpowie za to przed sądem. Nie mogę dłużej milczeć o grzechu osób, które zobowiązały się do naśladowania Chrystusa!

Czy głos ofiar, usłyszany wcześniej, nie byłby jak gest miłosierdzia także wobec sprawców i szansą dla nich na pokutę, nawrócenie i spokojną śmierć? Dlaczego zostało utracone to dobro, które Kościół głosi — pojednanie, zadośćuczynienie i powrót do wolności w prawdzie, do łaski i wspólnoty?

Nie kieruję się żądzą zemsty — i w kontekście długotrwałych krzywd, jakich doznały ze strony biskupa Szkodonia dwie inne kobiety, jeszcze jako nastolatki — moja krzywda wydaje się incydentalna. Mogłabym powiedzieć, wybaczyłam, odbudowałam moje życie. Tak, dzięki mojej ogromnej sile, wytrwałości, pomocy ludzi i łasce, która mnie nie opuściła, ale nie wszyscy są powołani i zdolni do heroizmu.

Nie obchodzą mnie paragrafy, rytuały, regulaminy.

Nie interesuje mnie, kto jest na jakim czele, której komisji, a kto w opozycji.

Czekam na działanie, ujawnienie prawdy i rzetelną pracę dla dobra także mojej Wspólnoty.

Chcę w tym liście napisać do Was, Bracia, jeszcze coś ważnego o mnie. Chcę podzielić się z Wami radosną nowiną — nie utraciłam wiary, mimo krzywdy i zgorszenia. Trwam w nadziei na dorastanie do misji, której się podjęliśmy w Kościele. Wciąż też przepełnia mnie głęboka miłość, która usuwa lęk i wszystko zwycięża.

Nie zamierzam wystąpić z Kościoła, wręcz przeciwnie — chcę jeszcze mocniej zaznaczyć i podkreślić moją w nim obecność. choćby jeżeli poprzez mój rozwód i ponowne małżeństwo, ktoś z Was miałby o mnie inne zdanie — z chęcią zajmę ostatnie miejsce pośród Was „mniej grzesznych”. W tym szczególnym miejscu nieustannie będę cieszyć się obecnością żywego Boga w moim życiu. Wyznaję i uwielbiam Go także w życiu mojej patchworkowej rodziny, z moim obecnym i byłym mężem wraz z jego żoną, oraz przede wszystkim z naszymi dorosłymi już dziećmi, które w sposób wyjątkowy i mistyczny ukazały mi Chrystusa i pozwoliły zrozumieć tajemnicę Wcielenia. Szczerze współczuję Wam duchowni celibatariusze, iż nigdy nie dostąpicie tego przywileju.

W moim życiu Chrystus zajmuje miejsce adekwatne, a jego Kościół wciąż jest moją duchową rodziną. Spotykam Boga na co dzień podczas rozmów z ludźmi, bez względu na ich wiarę, wiedzę, bogactwo, kolor skóry i inne kolory. Życie, twórczość i zmagania osób, z którymi uczestniczę w dialogu, ukazują mi Jego nieskończone piękno i pełnię. Każdego dnia celebruję wspólnotę życia z ludźmi, dzielę się z nimi darem empatii, wzajemnym uznaniem i szacunkiem. Dostrzegamy siebie z uwagą i wsłuchujemy się w tajemnice naszego rozwoju w człowieczeństwie.

Dzieląc się w tym liście moją historią i doświadczeniem — mam także kilka ważnych pytań do Was:

Jaka jest Wasza wiara i w czym pokładacie nadzieję?

Czy Wasza miłość jest większa niż lęk?

Św. Jan pisze, iż „ten, kto miłuje Boga, a brata swego nienawidzi, jest kłamcą…”.

Jeśli nie jest kłamstwem Wasza miłość do Boga, dlaczego tak wielu zranionych, wciąż czeka na uznanie i szacunek dla ich cierpienia?

Jeśli nie jest kłamstwem Wasza miłość do Boga — czy nie jest Wam obojętne, iż tak wielu zgorszonych straciło wiarę, nadzieję i odwagę i porzuciło Kościół?

Jeśli nie jest kłamstwem Wasza miłość do Boga — czy traktujecie na serio słowa św. Pawła, który pisze do Koryntian: „Unikamy postępowania ukrywającego sprawy hańbiące, nie uciekamy się do żadnych podstępów ani nie fałszujemy słowa Bożego, ale okazywaniem prawdy przedstawiamy siebie samych w obliczu Boga osądowi sumienia każdego człowieka.”

Czy w Wielkim Poście, egzorcyzmując wiernych, sami wypędziliście z Waszego życia „siedem innych duchów”, którym tradycja ojców Kościoła nadała imiona: pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, brak umiaru, gniew i lenistwo?

Często słyszałam te pytania kierowane do mnie, tym razem to ja uprzejmie proszę Was, Biskupi, księża i wszystkie osoby duchowne — rozważcie je w liturgicznym okresie pokuty i nawrócenia.

Pozostaję z szacunkiem i w nadziei na upragnioną i niezbędną nam wszystkim przemianę.

Zofia Aleksandra Schacht-Petersen, Wasza świecka siostra w Chrystusie, 9 marca 2026

Idź do oryginalnego materiału