Odszedł Andrzej Beya-Zaborski. Zostawił po sobie uśmiech i kawałek podlaskiej duszy.

sokolka.tv 2 dni temu

Podlasie żegna aktora, którego pokochała cała Polska. Andrzej Beya-Zaborski – znany i ceniony aktor Białostockiego Teatru Lalek, a dla wielu widzów przede wszystkim kultowy komendant Henryk Wołkołycki z „U Pana Boga...” – zmarł w nocy po wieloletniej chorobie. Miał 75 lat.

Są aktorzy, których role zapamiętujemy. Są też tacy, których postacie stają się częścią naszej codzienności. Andrzej Beya-Zaborski należał właśnie do tej drugiej grupy.

Dla wielu widzów na zawsze pozostanie komendantem Henrykiem Wołkołyckim, dobrotliwym, nieco roztargnionym, ale niezwykle sympatycznym policjantem z Królowego Mostu. W jego wykonaniu była to postać pełna ciepła, humoru i podlaskiego charakteru. Trudno wyobrazić sobie świat „U Pana Boga...” bez jego obecności.

To właśnie dzięki filmom Jacka Bromskiego – U Pana Boga za piecem, U Pana Boga w ogródku i U Pana Boga za miedzą – Beya-Zaborski zyskał ogromną popularność. Jego komendant powrócił również w kolejnych odsłonach tej historii – serialu i filmie U Pana Boga w Królowym Moście.

Ale Andrzej Beya-Zaborski był kimś znacznie więcej niż tylko komendantem z kultowej serii.

Przez dziesięciolecia związany był z Białostockim Teatrem Lalek, gdzie stworzył wiele znakomitych kreacji. Teatr był istotną częścią jego artystycznego życia i miejscem, w którym rozwijał swój niezwykły talent.

Jego dorobek filmowy obejmował również role w wielu popularnych polskich produkcjach. Pojawił się m.in. w Dniu świra, Karierze Nikosia Dyzmy, Kiler-ów 2-óch i Weselu.

Nie zawsze były to role pierwszoplanowe. Często jednak wystarczyło kilka scen, charakterystyczny sposób mówienia czy jedno spojrzenie, by widz doskonale zapamiętał graną przez niego postać.

Był aktorem, który potrafił rozśmieszyć, ale także wzruszyć. W jego grze było coś niezwykle prawdziwego – naturalność, serdeczność i bliskość. Być może właśnie dlatego jego komendant z Królowego Mostu stał się kimś więcej niż bohaterem filmu.

Dla mieszkańców Podlasia był również jednym z tych artystów, którzy pokazali Polakom wyjątkowość naszego regionu – jego ludzi, charakter, poczucie humoru i niezwykłą atmosferę małych miejscowości.

Andrzej Beya-Zaborski odszedł, ale jego głos i jego postacie pozostaną z nami. Będziemy wracać do filmów, w których występował, do scen, które wywoływały uśmiech, i do komendanta Wołkołyckiego, który na zawsze pozostanie jednym z najbardziej rozpoznawalnych mieszkańców filmowego Królowego Mostu.

Rodzinie, bliskim, przyjaciołom oraz wszystkim, którzy mieli zaszczyt spotkać Andrzeja Beyę-Zaborskiego na swojej artystycznej drodze, składamy wyrazy głębokiego współczucia.

KP

Idź do oryginalnego materiału