Zmiany w systemie rekrutacji do Policji miały być odpowiedzią na dramatyczne braki kadrowe. Miały „otworzyć drzwi” do służby i ułatwić młodym ludziom wstąpienie do formacji. Dziś jednak coraz częściej słychać pytanie, czy w tej pogoni za statystyką nie zgubiono tego, co w Policji najważniejsze – jakości, odporności psychicznej i elementarnej wiarygodności funkcjonariuszy.
Nowe testy sprawnościowe, które obowiązują kandydatów do służby, budzą poważne kontrowersje. Ograniczenie ich do czterech prostych konkurencji, obniżenie obciążeń, rezygnacja z zadań wymagających realnej siły, koordynacji i odporności fizycznej – wszystko to sprawia wrażenie, iż kryteria zostały dopasowane nie do potrzeb służby, ale do możliwości jak najszerszej grupy kandydatów.
Z testów zniknęły m.in. przenoszenie manekina ważącego 28 kg, przewroty, skoki przez przeszkody. To zadania, które wprost odzwierciedlały realia policyjnej pracy – interwencje, pościgi, ratowanie osób poszkodowanych. Dziś zastąpiły je konkurencje, które trudno uznać za wyzwanie dla kogoś, kto ma pełnić służbę w formacji mundurowej.
Równie niepokojące są zmiany w procedurach psychologicznych i kwalifikacyjnych. Możliwość powtarzania testów psychologicznych, marginalizacja znaczenia umiejętności komunikacyjnych i autoprezentacji, a skupienie się niemal wyłącznie na deklarowanej „motywacji do pracy” rodzą pytanie, czy Policja rzeczywiście weryfikuje, kogo przyjmuje w swoje szeregi. Te wątpliwości nie są dziś czysto teoretyczne.
W ostatnich tygodniach gnieźnieńska komenda znalazła się w centrum bardzo poważnego kryzysu wizerunkowego. Najpierw, na początku listopada, zatrzymana została policjantka Wydziału Ruchu Drogowego KPP Gniezno, u której w miejscu zamieszkania ujawniono metamfetaminę. Funkcjonariuszka miała trzyletni staż służby. Zatrzymania dokonali funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych we współpracy z Komendą Wojewódzką Policji w Poznaniu.
Kilka tygodni później doszło do kolejnego zatrzymania – tym razem policjanta referatu patrolowo-interwencyjnego tej samej komendy. Przy mężczyźnie ujawniono około 2 gramów tzw. „kryształu”. Również w tym przypadku nie była to przypadkowa kontrola, ale efekt zaplanowanych działań Biura Spraw Wewnętrznych, co wskazuje na wcześniejsze ustalenia operacyjne.
Dwa zatrzymania funkcjonariuszy tej samej komendy, w krótkim odstępie czasu, dotyczące tej samej substancji, to nie jest zwykły zbieg okoliczności. To sygnał alarmowy.
Policjant – szczególnie patrolowo-interwencyjny – to osoba, która ma prawo używać środków przymusu bezpośredniego, decydować o wolności obywateli, reagować w sytuacjach przemocy domowej, kryzysów psychicznych i zagrożeń życia. Informacja, iż ktoś taki posiadał narkotyki, uderza w fundament zaufania do całej formacji.
Oczywiście odpowiedzialność karna i dyscyplinarna dotyczy konkretnych osób. Jednak nie sposób uciec od pytania, czy system rekrutacji i kontroli wewnętrznej nie zawiódł wcześniej. Czy obniżanie progów wejścia do Policji nie skutkuje tym, iż do służby trafiają osoby, które nigdy nie powinny otrzymać policyjnej odznaki?
Każde takie zatrzymanie ma konsekwencje znacznie szersze niż pojedyncza sprawa karna. Spada zaufanie mieszkańców. Pojawia się niepewność: kto mnie zatrzymuje do kontroli, kto przyjmuje zgłoszenie, kto interweniuje w moim domu?
Paradoksalnie jedynym pozytywnym elementem tej sytuacji jest skuteczność Biura Spraw Wewnętrznych. To właśnie ta formacja ujawniła oba przypadki, pokazując, iż Policja nie zamiata problemów pod dywan. Jednak choćby najlepiej działające BSW nie naprawi skutków źle zaprojektowanego systemu naboru.
Gniezno stało się dziś symbolem problemu, o którym od dawna mówi się nieoficjalnie w policyjnych korytarzach: ilość zaczęła wygrywać z jakością. A w formacji, która ma stać na straży prawa, to droga wyjątkowo niebezpieczna.

3 dni temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·