Sprawa, która wstrząsnęła całą Polską, znalazła swój finał na sali sądowej, choć cały proces – ze względu na dobro małoletniej pokrzywdzonej – toczył się za zamkniętymi drzwiami. Jawne było jedynie ogłoszenie wyroku. 24 marca Monika B. została uznana za winną psychicznego i fizycznego znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad swoją córką – 11-letnią dziś Julią. Od końca lutego 2017 roku do 15 stycznia 2024 roku miała aplikować dziewczynce toksyczne, żrące substancje, co doprowadziło do nieodwracalnych uszkodzeń ciała, w tym martwicy ucha i licznych blizn na
twarzy.Wszystko działo się pod przykrywką walki z „tajemniczą chorobą”. Monika B. aktywnie działała w mediach społecznościowych, występowała w telewizji i organizowała zbiórki pieniędzy, z których pozyskała setki tysięcy zł
otych.Sprawę szczegółowo opisaliśmy tutaj:Proces ruszył 17 lipca ubiegłego roku. Dziś Sąd Okręgowy w Siedlcach uznał, iż działanie oskarżonej wymagało stanowczej odpowiedzi wymiaru sprawiedliwości. O szczegółach orzeczenia poinformowała nas rzecznik prasowa siedleckiego sądu:– Oskarżona została uznana za winną psychicznego i fizycznego znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad swoją małoletnią córką i spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci trwałego, istotnego zeszpecenia ciała – przekazała w rozmowie ze „Słowem Podlasia” sędzia Agnieszka Karłowicz.Sąd wymierzył Monice B. karę 15 lat pozbawienia wolności, orzekł zakaz kontaktowania się oskarżonej z małoletnią pokrzywdzoną na 10 lat i zakaz zbliżania się do niej na odległość mniejszą niż 50 metrów również na 10 lat. Orzeczono także dożywotni zakaz zajmowania stanowisk związanych z wychowaniem i edukacją dzieci. B. została zobowiązana też do zapłaty nawiązki na rzecz swojej córki w wysokości 100 tysięcy złotych. Obciążono ją także kosztami postępowania.W toku śledztwa biegli psychiatrzy zdiagnozowali u Moniki B. tzw. zastępczy zespół Münchhausena. Jest to zaburzenie, w którym opiekun celowo wywołuje objawy choroby u podopiecznego, aby zyskać uwagę, współczucie i korzyści materialne. Mimo tej diagnozy biegli uznali kobietę za w pełni poczytalną, co pozwoliło na jej pociągnięcie do odpowiedzialności
karnej.Wyrok nie jest prawomocny. Od dzisiejszej daty strony mają 7 dni, żeby złożyć wniosek o sporządzenie uzasadnienia wyroku, czyli tą tak zwaną zapowiedź apelacji. Po sporządzeniu uzasadnienia wyroku, po otrzymaniu odpisu wyroku wraz z uzasadnieniem, mają czas przez 14 dni na złożenie apelacji do Sądu Apelacyjnego w
Lublinie.Samo ogłoszenie wyroku odbyło się jawnie, jednak Monika B. nie pojawiła się dziś na sali rozpraw. Do 12 maja sąd przedłużył wobec niej środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania, w którym przebywa od chwili zatrzymania, czyli od lutego 2024
roku.Co istotne, od momentu odseparowania Julii od matki, stan zdrowia dziewczynki uległ gwałtownej poprawie. Rany na twarzy wygoiły się, a dziecko nie wykazuje żadnych objawów chorób, które przez lata wmawiała jej matka, takich jak autyzm czy padaczka. W lutym tego roku Julia skończyła 11 lat. Opiekuje się nią tata i pełnoletnie rodzeństwo.