Piotr Guzik: Ostatnie doniesienia z Polski mrożą krew w żyłach. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego poinformowała o zatrzymaniu łącznie czterech nastolatków, w wieku od 13 do 17 lat, którzy mieli planować zamachy terrorystyczne, między innymi na meczet i w szkołach. Czy radykalizacja młodzieży postępuje na niespotykaną dotąd skalę?
Dr Konrad Ciesiołkiewicz: Niestety tak, to są kolejne tego rodzaju zatrzymania, a problem absolutnie nie dotyczy tylko Polski. Tych zatrzymań było już sporo i dotyczą one także innych państw europejskich. Młodzież dzisiaj radykalizuje się w sposób bardzo dynamiczny. Wskazałbym tu na dwa główne czynniki.
Pierwszy to czynnik środowiskowy, całkowicie związany z ekosystemem społeczno-cyfrowym, w którym ci młodzi ludzie na co dzień funkcjonują. Mam tu na myśli platformy społecznościowe, serwisy streamingowe, komunikatory i platformy gamingowe.
Drugi czynnik, na który wskazują europejskie instytucje bezpieczeństwa, to swoisty katalizator wydarzeń. Dziwnym trafem, można to nazwać korelacją, dynamika i tempo tego rodzaju zjawisk drastycznie przyspieszyły po inwazji Rosji na Ukrainę.
Kto radykalizuje dzieci i młodzież? Służby obcych państw?
– Nie tylko. Z jednej strony mamy do czynienia z mechanizmem, który w niesamowity sposób przyspiesza i umożliwia krzywdzenie dzieci i młodych ludzi przez zorganizowane grupy czy wręcz służby. Ale bardzo ważne jest to, by zrozumieć, iż te osoby są najpierw krzywdzone, a dopiero później same stają się sprawcami. Często radykalizują je inni młodzi ludzie o skrajnie destrukcyjnych skłonnościach.
Dzieci robią to innym dzieciom?
– Mamy do czynienia z nowym, bardzo trudnym do zdiagnozowania zjawiskiem, które spędza sen z powiek instytucjom bezpieczeństwa. Nazywa się to „The Com” – od angielskiego słowa „community”, oznaczającego – o ironio – wspólnotę. Zjawisko to jest niezwykle złożone i składa się z trzech ściśle powiązanych ze sobą komponentów.
Jakie to komponenty?
– Pierwszy to szeroko pojęta cyberprzestępczość. Włącza się młodych ludzi do różnego rodzaju przestępstw w środowisku cyfrowym. Żeby uświadomić sobie skalę: w Europie aż 70 proc. rynków przestępczych angażuje dzisiaj dzieci i młodzież. W niektórych krajach odsetek osób małoletnich, którym stawia się zarzuty, przekracza 10 proc.
O jakich przestępstwach mowa?
– To mogą być zorganizowane ataki doxingowe, polegające na ujawnianiu w sieci prywatnych danych innych osób. Dzieci i młodzi ludzie są w tym przerażająco skuteczni. To mogą być malwersacje i manipulacje finansowe, wyciąganie wrażliwych danych, a także dystrybucja nielegalnych materiałów, w tym treści pornograficznych oraz materiałów CSAM, czyli materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie małoletnich. Samo zjawisko cyberprzestępczości znamy od dawna, ale masowe angażowanie w to tak młodych ludzi to nowy, niebezpieczny trend.
Jaki drugi komponent ma radykalizacja młodzieży?
– On ma bezpośredni związek z wydarzeniami, które obserwujemy w Polsce – to nowa forma ekstremizmu: ekstremizm nihilistyczny. On rodzi się niemal w całości w świecie cyfrowym i działa w specyficznej logice tego środowiska. Ten ekstremizm jest skrajnie zindywidualizowany i zatomizowany. Młodzi często radykalizują się w pojedynkę, w swoich pokojach. Owszem, mają poczucie przynależności do jakiejś wspólnoty, ale jest ona zapośredniczona wyłącznie przez ekrany i bardzo zdecentralizowana. Nie muszą działać w zorganizowanych strukturach.
Jak gwałtownie postępuje ten proces? Kiedyś wypranie komuś mózgu do tego stopnia, by chciał podłożyć bombę, zajmowało jednak sporo czasu.
– Właśnie to jest najgorsze: tempo. Czas radykalizacji drastycznie spadł. Instytucje europejskie alarmują, iż czas od momentu wejścia młodego człowieka w sieć radykałów do podjęcia działań operacyjnych, takich jak planowanie zamachów, skrócił się z ponad półtora roku do zaledwie kilku tygodni.
Czym ekstremizm nihilistyczny różni się od terroryzmu religijnego czy politycznego?
– Ma charakter skrajnie nieideologiczny. Oczywiście, pojawiają się tam różne narracje. W przypadku zatrzymanych ostatnio młodych ludzi z Polski były one neonazistowskie. Mogą być też satanistyczne. Tyle, iż one są wewnętrznie niespójne i czysto użytkowe. Raporty Europolu, FBI czy brytyjskiego MI5, a także naszej ABW, pokazują, iż ideologia to tylko kostium. Dziś narracja może być neonazistowska, a za tydzień równie dobrze radykalnie ekologiczna.
W tradycyjnym terroryzmie chodziło o zburzenie starego porządku i zbudowanie nowego, opartego na konkretnej ideologii. W radykalizacji nihilistycznej czysta destrukcja jest celem samym w sobie. Cały ten przekaz trafia na gigantyczne poczucie osamotnienia i zagubienia młodych ludzi. Ideologia jest tylko narzędziem do skanalizowania ich gniewu.
Mamy więc cyberprzestępczość i ekstremizm nihilistyczny. Brakuje trzeciego zasygnalizowanego przez pana komponentu.
– To szantaże o naturze seksualnej i wykorzystywanie małoletnich, często do celów pozaseksualnych. To zjawisko dosyć powszechne, a zarazem bardzo trudny temat. Ludzie i instytucje często go odsuwają lub marginalizują ze względu na barierę mentalną.
Tu trzeba też zauważyć, iż motywacje oplatających sobie dzieci i młodzież wokół cyfrowych palców często nie robią tego z pobudek seksualnych. Ich głównym celem jest uwieść młodego człowieka przez internet. Najpierw wciągają w intymne dialogi. Potem nakłaniają do przesyłania nagich zdjęć i filmów wideo. Albo zachęcają do wspólnego oglądania treści pornograficznych, co wobec osób poniżej 15. roku życia jest przestępstwem. Sprawcy wszystko to dokumentują. A potem używają tych materiałów, by szantażować pokrzywdzonych.
Do czego ich zmuszają?
– Tu również mamy do czynienia ze stopniowaniem, którego celem jest odwrażliwianie młodego człowieka. Odbywa się to w logice wyzwań, tak zwanych challenge’ów, tak popularnych w mediach społecznościowych. Żeby zbudować swój status w grupie – a de facto, by nie doszło do publikacji kompromitujących materiałów – młody człowiek musi robić coraz gorsze rzeczy.
– W tradycyjnym terroryzmie chodziło o zburzenie starego porządku i zbudowanie nowego, opartego na konkretnej ideologii. W radykalizacji nihilistycznej czysta destrukcja jest celem samym w sobie. Cały ten przekaz trafia na gigantyczne poczucie osamotnienia i zagubienia młodych ludzi – mówi dr Konrad Ciesiołkiewicz, tłumacząc skąd bierze się radykalizacja młodzieży. Fot. archiwum prywatneZaczyna się od sprowokowania bójki. Potem zadania stają się brutalniejsze: krzywdzenie i zabijanie zwierząt domowych. Następnie mamy działania autodestrukcyjne: samookaleczenia, zmuszanie do wycinania sobie na ciele ostrymi narzędziami symboli przynależności do danej grupy, zwykle w miejscach na co dzień zasłoniętych ubraniem. Wiele z tych historii kończy się próbami samobójczymi lub wręcz udanymi samobójstwami młodych ludzi, którzy nie wytrzymują presji.
Fakt, iż to dzieciaki nakłaniają rówieśników do takich rzeczy jest porażający. Na dodatek wychodzi na to, iż działają na niewyobrażalnie dużą skalę.
– Najbardziej znana i bezprecedensowo rozbudowana sieć, działająca w wielu krajach Europy i świata, to Grupa 764. Założył ją 15-latek ze Stanów Zjednoczonych. Chłopak wychowywał się w bardzo restrykcyjnej, protestanckiej rodzinie. Ojciec wprowadzał surowe zasady i trzymał żelazny porządek. Matka najprawdopodobniej tego nie wytrzymała i odeszła. Dzieci zostały pod opieką ojca. Chłopak znalazł się w głębokim kryzysie psychicznym. Do tego w szkole doświadczał brutalnego nękania ze strony innych uczniów. Wszystko przyjmował w milczeniu. Uciekł w świat cyfrowy. Tam zaczął interesować się treściami ociekającymi krwią, zamachowcami szkolnymi, ekstremistami. Zrezygnował ze szkoły, zamknął się w domu i zaczął budować swoją sieć.
Piętnastolatek z własnego pokoju stworzył globalną organizację?
– Tak, nazwa grupy – 764 – pochodziła od kodu pocztowego jego miejsca zamieszkania. Sieć działała kaskadowo: uwodziła dzieci, tworzyła materiały z ich wykorzystaniem seksualnym, a one, będąc szantażowane, wciągały w to kolejne ofiary. Rodzice wciągniętych w to dzieci byli przekonani, iż ich pociechy trafiły do jakiejś neonazistowsko-satanistycznej sekty. W Kanadzie grupę tę uznano wręcz za organizację terrorystyczną. To pokazuje, iż młodzież o destrukcyjnych skłonnościach może sama napędzać tę machinę zła.
Brzmi jak łakomy kąsek dla obcych służb, na przykład rosyjskich.
– W sieciach „The Com” młodzi działali głównie po to, by niszczyć z powodu gniewu i buntu. Obce służby dorzuciły do tego motyw finansowy. Nazywamy to „VaaS”, z języka angielskiego „Violence as a Service”, czyli przemoc jako usługa. Mechanizm jest prosty: dzieci na komunikatorach dostają zadania do wykonania za pieniądze. W Wielkiej Brytanii zatrzymano niedawno 11– i 15-latka, a tamtejsze służby mają pewność, iż na końcu łańcucha zleceniodawców stała Rosja. Europol nie kryje, iż rosyjskie służby aktywnie korzystają z tego modelu, by destabilizować Unię Europejską, budzić strach i rozbijać nasze społeczeństwa od środka.
Dlaczego służby potężnego państwa werbują dzieci?
– Bo one są do takich zadań dywersyjnych po prostu idealne. Są tanie, ponieważ często wykonują zadania za mikropłatności. Łatwo nimi manipulować, bo często znajdują się w kryzysie, funkcjonują w spektrum autyzmu albo na forach samopomocowych dla osób odrzuconych. Są bezpieczne dla zleceniodawców, bo bardzo trudno ich powiązać z prawdziwym źródłem zlecenia. Co więcej, w przypadku wpadki nie łapią się zwykle pod surowe paragrafy kodeksu karnego.
Ten łańcuch zleceniowy ma kilka ogniw. Jest rekruter, który znajduje młodego człowieka na komunikatorze lub choćby na fizycznym proteście. Jest logistyk dbający o sprzęt, a sprawca jest na samym końcu, nie mając pojęcia, dla kogo naprawdę pracuje. Europejski zespół operacyjny w ciągu kilku miesięcy zatrzymał ponad 270 takich młodych osób. Wśród nich były także dzieci z Polski. Jak 12-latek będący w kontakcie z zamachowcami w Turcji czy 17-latka, która wydawała instrukcje jak przygotować zamach w Kanadzie.
Jakie zlecenia wykonują młodzi ludzie w Polsce w ramach tej „przemocy jako usługi”?
– Pojawiają się działania „kurierskie” – młodzi ludzie dostają pieniądze za przewożenie paczek z punktu A do B. W Europie dochodziło do sytuacji, iż nastolatki przenosiły materiały wybuchowe, w ogóle nie zdając sobie sprawy z tego, co mają w plecaku i iż pracują dla obcego wywiadu. To jest też niszczenie pomników, wypisywanie skrajnych haseł na ścianach czy podpalenia, których falę obserwowaliśmy w ostatnim czasie.
Tu trzeba też pamiętać, iż obce służby rekrutują też młodych Ukraińców i Białorusinów, którzy uciekli do Polski przed wojną lub reżimem. Są wykorzystywani w tym samym modelu dywersyjnym, bo są podatni, wyobcowani i często potrzebują pieniędzy. Dodatkowym elementem destabilizacji jest „swatting”, czyli anonimowe zawiadamianie służb o podłożeniu bomby lub rzekomym zabójstwie, co kończy się wejściem oddziału antyterrorystycznego do mieszkań Bogu ducha winnych obywateli.
Nasze służby są na to przygotowane? Mają odpowiednie narzędzia?
– Służby mają dziś bardzo ograniczone możliwości wyłapywania radykalnych młodych osób planujących takie działania w cyberprzestrzeni. Wkraczają do akcji dopiero na skrajnym etapie, gdy już dochodzi do bezpośredniego planowania zamachu. Nasze państwo nie ma instrumentów kontroli nad wielkimi platformami, ponieważ prezydent Karol Nawrocki zawetował ponad pół roku temu Akt o usługach cyfrowych i w tej chwili trwa budowanie tego mechanizmu na nowo.
W zeszłym tygodniu prezydent podpisał pierwszą z dwóch ustaw wdrażających Akt, wyznaczającą koordynatora usług cyfrowych w postaci UKE. Na drugą, w jakimś sensie ważniejszą, bo dotyczącą blokowania treści przestępczych, przyjdzie poczekać jeszcze kilka miesięcy. Nie mamy suwerenności cyfrowej, a algorytmy gigantów technologicznych zarabiają na podbijaniu negatywnych emocji.
W kwietniu zmieniły się w Europie pewne przepisy i niezależne instytucje straciły możliwość masowego raportowania treści pokazujących seksualne wykorzystywanie dzieci. Nie mamy dzisiaj wyspecjalizowanej, unijnej agencji, która monitorowałaby te treści i dbała o bezpieczeństwo. Spora część prawicy i, jak ich nazywam „dowolnościowcy” blokują pewne rozwiązania, zasłaniając się prawem do prywatności. Przez to walka z tym zjawiskiem jest paraliżowana. Brak standardów ochrony małoletnich w internecie to w tej chwili raj dla przestępców.
Co rodzic może z tym zrobić? Na jakie sygnały ostrzegawcze zwracać uwagę, żeby pewnego dnia do domu nie wpadli funkcjonariusze ABW?
– Wyłapanie tego u nastolatka jest trudne, bo wiek dojrzewania sam w sobie jest pełen gwałtownych emocji i buntu. Jednak są czerwone lampki. Przede wszystkim: drastyczne, nagłe wycofanie społeczne, odcięcie się od świata na rzecz całkowitego zamknięcia w pokoju ze telefonem. Zwracajmy uwagę na język: czy w słowniku dziecka nie pojawiają się nowe, dziwne kody, nietypowe skróty, specyficzna nowomowa.
Kolejna sprawa to nagłe korzystanie z nowych narzędzi komunikacyjnych, o których rodzic nie ma pojęcia, czy nieuzasadnione używanie VPN-ów do ukrywania aktywności w sieci. Bardzo niepokojącym sygnałem są dziwne, niewiadomego pochodzenia paczki i przesyłki, które dziecko zaczyna otrzymywać lub wysyłać. No i bezwzględnie: ślady samookaleczeń, zwłaszcza układające się w jakieś konkretne symbole czy znaki.
A jeżeli rodzic coś z tego dostrzeże, to co dalej? Zgłosić własne dziecko do ABW?
– Przede wszystkim warto drążyć temat, rozmawiając z własnym dzieckiem. Jednak nie zawsze to jest możliwe. ABW zajmuje się także edukacją i prewencją. Jednak nie ma uprawnień do prowadzenia bezpośrednich i samodzielnych działań wobec osób małoletnich. Najlepszym rozwiązaniem jest zgłoszenie lub poproszenie o rozmowę policję, a precyzyjnie Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, które dyżuruje całą dobę.
A może trochę z tym wszystkim panikujemy? Młodzi przecież z natury widzą świat w skrajnościach.
– Widzenie świata w czarno-białych barwach to naturalna cecha młodości. Ale tu nie ma mowy o panice. Różnica polega na tym, iż dawniej ten bunt napotykał na naturalne bariery społeczne w świecie fizycznym. Dzisiaj mechanizmy wielkich platform kapitalizują te skrajne emocje i napędzają je w niespotykanej dotąd skali. One formatują umysły tak, by emocje przekładały się na drastyczne czyny. ABW wprost przyznaje, iż narastająca agresja i ataki fizyczne z użyciem noży wśród małoletnich, to wyraźny, rosnący trend w Polsce. Bezprecedensowe jest też, iż ABW tak otwarcie dzieli się informacjami o mechanizmach radykalizacji. Służby rzadko odsłaniają przecież kulisy swojej pracy.
Zakazanie młodzieży dostępu do mediów społecznościowych może coś zmienić?
– Kierunek myślenia jest dobry, ale ograniczanie go do samych zakazów to droga donikąd. Nie tylko dlatego, iż młodzi łatwo taki zakaz obejdą. Trzeba wymagać od polityków twardych regulacji wobec big-techów. To ich platformy społecznościowe powinny być rozliczane z tego, czy nie korzystają z nich ci, którzy są na to za młodzi.
Dowodem na to, iż big-techy nie weryfikują wieku użytkowników, są liczby. Tylko w Polsce mamy 1,5 miliona dzieci poniżej 13. roku życia korzystających z social mediów. W przypadku Messengera czy WhatsAppa to około 900 tys. dzieci, a na TikToku około 800 tysięcy. I ci bardzo młodzi użytkownicy są brani pod uwagę przy rozliczaniu kampanii reklamowych, których nominalnymi adresatami są osoby znacznie starsze lub dorosłe. W istocie to oszukiwanie reklamodawców. I gdyby branża reklamowa chciała postawić warunki w tym względzie, to wymogi wiekowe platform internetowych byłyby pilniej weryfikowane. Ale branża tych warunków nie stawia, więc mamy to, co mamy.
Dlatego obok dążenia do twardych regulacji naszym wspólnym priorytetem musi stać się edukacja medialna i informacyjna. Bo teraz jako społeczeństwo w kwestii bezpieczeństwa cyfrowego naszych dzieci jesteśmy daleko w tyle za przestępcami.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

1 godzina temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·