Nocny koszmar w Wołkowyi. Wpadł ze skalistego brzegu do Soliny, mundurowi wyciągali go w ostatniej chwili

1 godzina temu

Krzyk niesiony po wodzie

Sezon nad „bieszczadzkim morzem” jeszcze na dobre się nie rozkręcił, a kapryśny zbiornik już o mało nie zebrał śmiertelnego żniwa. Wszystko zaczęło się od przerażającego wołania o pomoc, które niosło się po tafli wody w głębokiej nocy. Krzyk zaniepokoił jednego z mieszkańców, który wykazał się wzorową postawą i natychmiast zaalarmował służby.

Skierowani na miejsce policjanci z Polańczyka musieli zamienić się w bieszczadzkich tropicieli. Brnąc pieszo w absolutnych ciemnościach wzdłuż linii brzegowej, namierzali źródło dźwięku. Dotarli w końcu do skrajnie niebezpiecznego, kamienistego urwiska. To tam, pośród śliskich skał, w zimnej toni walczył o życie wycieńczony mężczyzna. Ledwo utrzymywał się na powierzchni.

Czytaj również:

Pułapka na pionowej ścianie

Funkcjonariusze wykazali się genialnym refleksem, dopadając do krawędzi i chwytając tonącego za rękę. I tu pojawiły się schody, a adekwatnie pionowa, śliska ściana. Ukształtowanie terenu było tak fatalne, iż mundurowi, mimo szczerych chęci, nie byli w stanie sami wyciągnąć poszkodowanego na stromy brzeg. Rozpoczęła się dramatyczna walka z czasem i grawitacją, a stawką było ludzkie życie.

Na ratunek ruszyli wezwani możliwie jak najszybciej policjanci z ogniwa patrolowo-interwencyjnego z Leska. Dopiero połączone siły obu patroli pozwoliły na fizyczne wyszarpanie zmęczonego mężczyzny z wodnej pułapki.

Ewakuacja drogą wodną

Uratowanie z wody nie oznaczało jednak końca tej bieszczadzkiej epopei. Transport lądowy z tego najeżonego skałami przylądka był ze względów bezpieczeństwa całkowicie niemożliwy. Do akcji musieli wkroczyć druhowie z OSP Polańczyk, którzy zwodowali łódź ratunkową, dopłynęli na miejsce i podjęli poszkodowanego na pokład.

Mocno wychłodzony, poobijany i z licznymi otarciami pechowiec wylądował ostatecznie na stałym lądzie, gdzie przejął go zespół ratownictwa medycznego. Mężczyzna trafił do szpitala na szczegółowe badania. Może mówić o potężnym szczęściu gdyby nie zgrana, profesjonalna akcja policji z Polańczyka i Leska oraz strażaków, ta nocna kąpiel byłaby jego ostatnią.

Idź do oryginalnego materiału