Gdzie jest moja córka? powtórzyła Iwona, czując, jak szczękają jej zęby, nie wiadomo czy ze strachu, czy z zimna.
Jagodę zostawiła na urodzinach koleżanki, w pokoju zabaw w galerii handlowej. Rodziców solenizantki znała tylko z widzenia, ale nie miała obaw już nieraz zostawiała córkę na takich dziecięcych przyjęciach, to była normalka. Tylko dzisiaj się spóźniła autobus długo nie nadjeżdżał. Centrum handlowe stało w miejscu, gdzie wszyscy podjeżdżali samochodem, a ona auta nie miała. Dlatego zawiozła Jagodę autobusem, wróciła do domu na korepetycje nie mogła ich odwołać a potem pojechała po córkę. Spóźniła się raptem piętnaście minut pędziła przez oblodzony parking, aż jej zabrakło tchu. Teraz matka solenizantki, niska dziewczyna o okrągłych, błękitnych oczach, patrzyła zaskoczona i powtarzała:
Przecież odebrał ją tata.
Ale Jagoda przecież nie miała ojca. No, technicznie rzecz biorąc miała, ale on jej nigdy nie widział.
Iwona poznała Michała przypadkiem spacerowały z przyjaciółką bulwarem nad Wisłą, ona skręciła nogę, a chłopaki zaoferowali pomoc. Jak w jakimś starym filmie, skłamali, iż studiują na Uniwersytecie Warszawskim, iż ojcowie są generałami i profesorami. Po co? Byli młodzi i głupi. A gdy Iwona zaszła w ciążę, Michał dowiedział się, iż jest studentką pedagogicznego, a jej ojciec prowadzi autobus, dał pieniądze na aborcję i zniknął.
Iwona nie usunęła ciąży i ani razu nie żałowała Jagoda była jej towarzyszką, niespodziewanie mądrą i niezawodną. Świetnie się dogadywały, a gdy Iwona prowadziła lekcję Jagoda cicho bawiła się lalkami, potem razem gotowały mleczną zupę albo jajko poche, piły herbatę z ciastkami posmarowanymi masłem. Pieniędzy specjalnie nie było, wszystko szło na czynsz, ale ani Iwona, ani Jagoda nie narzekały.
Jak mogliście oddać moją córkę obcemu?! głos Iwony zadrżał, w oczach pojawiły się łzy.
No jak obcemu? zdenerwowała się kobieta z błękitnymi oczami. Przecież to ojciec!
Iwona mogła jej powiedzieć, iż żadnego ojca nie ma, ale po co. Trzeba biec do ochrony, żądać nagrania z kamer i…
Kiedy to było?
Dziesięć minut temu…
Iwona odwróciła się i ruszyła biegiem. Ile razy powtarzała Jagodzie: nie wychodź z obcymi! Z przerażenia nogi odmawiały posłuszeństwa, przed oczami wszystko się rozmazywało, kilka razy na kogoś wpadła, ale choćby nie przeprosiła, tylko biegła dalej. Kierowana intuicją, krzyknęła:
Jagoda! Jagodaaa!
Na food courcie było głośno, nikt nie zwrócił szczególnej uwagi, tylko kilka osób obejrzało się w jej stronę. Iwona łapała gwałtownie powietrze, próbując zdecydować, dokąd najpierw pobiec? Może on jeszcze jej nie zabrał
Mamusiu!
W pierwszym momencie nie wierzyła oczom. Jej córka, z rozpiętą kurtką, buzią wymazaną lodami, biegła w jej stronę. Przytuliła ją tak mocno, jakby puszczenie oznaczało upadek na podłogę (a może tak faktycznie było), wpatrzona w faceta. Schludny, krótko ostrzyżony, w głupkowatym swetrze ze śnieżynką, w ręku lody. Najwyraźniej wyczytał w oczach Iwony to, co miała zamiar wygarnąć, bo zaczął gwałtownie mówić:
Przepraszam, to moja wina! Powinienem był czekać na panią na miejscu, ale tak mnie korciło, żeby dokopać tym dzieciakom. Proszę zrozumieć, one ją drażniły! Mówiły, iż nie ma taty, iż nigdy po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka. Więc się wkurzyłem podchodzę i mówię: córeczko, zanim mama przyjedzie, chodźmy kupić lody. Przepraszam, nie pomyślałem, iż pani się tak wystraszy…
Iwona była w szoku. Nie zamierzała od razu ufać nieznajomemu. Ale czy te dzieci faktycznie ją dokuczały? Spojrzała córce w oczy, ta od razu zrozumiała pytanie. Pociągnęła nosem, odchyliła głowę.
I niech sobie gadają! Ja też już mam tatę!
Mężczyzna niezręcznie rozłożył ręce, Iwona wciąż nie mogła wypowiedzieć ani słowa.
Chodź, w końcu wydusiła. Już późno, autobus zaraz odjedzie.
Zaczekajcie! facet podszedł, zawahał się. Może podwiozę was? No skoro tak wyszło Nie myślcie, iż jestem jakimś wariatem! Mam na imię Marek. Jestem w porządku! O, tam siedzi moja mama, ona wszystko potwierdzi!
Wskazał kobietę z fioletowymi loczkami przy stoliku, zanurzoną w lekturze.
Jak chcecie, podejdźcie do niej, poleci mnie pani!
Nie wątpię mruknęła Iwona, wciąż gotowa przyłożyć mu w głowę. Dziękuję, poradzimy sobie.
Mamo Jagoda pociągnęła ją za rękaw. Niech wszyscy widzą, iż tata nas odwozi!
Przy pokoju zabaw stała jeszcze solenizantka z mamą i jakaś dziewczynka, której imienia Iwona nie pamiętała. W oczach Jagody była taka prośba, a przejście po śliskim było w tym stanie trudne. Więc Iwona się zdecydowała.
No dobrze, rzuciła.
Super! Tylko uprzedzę mamę!
Maminsynek gorzko stwierdziła w myślach Iwona. W tym momencie kobieta pomachała jej życzliwie, Iwona gwałtownie odwróciła wzrok. Co za absurdalna sytuacja!
Po drodze starała się nie patrzeć na Marka, ale nie mogła nie zauważyć, jak delikatnie rozmawia z Jagodą. Świergotała jak skowronek, Iwona nigdy nie widziała jej tak szczęśliwej. ale gdy dotarli pod blok, Jagoda nagle posmutniała.
Już się nie zobaczymy? cicho spytała Marka, patrząc na mamę.
W tej chwili Iwona poczuła jego wzrok na sobie i zrozumiała, iż pyta o pozwolenie. Miała powiedzieć nie, Jaga, to niezręczne, ale widząc jej smutną buzię, nie mogła. Spojrzała na Marka, kiwnęła głową.
jeżeli mama pozwoli, mogę zaprosić cię w weekend do kina na bajkę. Byłaś kiedyś w kinie?
Naprawdę? Nie, nigdy! Mamo, mogę pójść z tatą do kina?
Iwonie zrobiło się strasznie głupio, więc teraz to ona zaczęła mówić.
Jagoda, pozwolę ci, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze, musisz zrozumieć, iż nazywanie obcego tatą jest niegrzeczne, mów mu pan Marek, ok? Po drugie pójdę z wami, bo co mówiłam? Nie wolno chodzić z obcymi, choćby jeżeli wydają się mili!
Ja jej też tak powiedziałem, wtrącił Marek. Że nie wolno chodzić, dodał.
To mogę iść?
Przecież powiedziałam, iż tak.
Hurra!!!
W głębi duszy Iwona wiedziała, iż powinna od razu ukrócić tę głupotę, ale nie potrafiła. Nie miała nikogo oprócz Jagody. Gdyby tylko mogła się z kimś skonsultować! Na przykład z mamą. Iwona pamiętała ją słabo mama zginęła, gdy Iwonie było pięć lat, tyle co Jagodzie teraz. Chłopiec wpadł do przerębla, nikt nie odważył się pomóc, tylko ona. Chłopiec przeżył, ale mama Złapała zapalenie płuc i po tygodniu zmarła miała cukrzycę, już wcześniej kłopoty ze zdrowiem. Jagoda też miała cukrzycę, i przez to Iwona tak się martwiła to ona przekazała jej te geny.
Do następnego weekendu Iwona rozważała wszystko, ale okazało się, iż bez powodu wszystko poszło kompletnie inaczej, bo do kina Marek przyszedł z mamą.
Żeby nie myślała pani, iż jestem jakiś dziwoląg, mama mnie zareklamuje, zażartował.
Ty to właśnie dziwoląg, odpowiedziała jego mama z takim uśmiechem, iż widać było, iż syn jest dla niej wszystkim.
Oczywiście, gdy Marek poszedł z Jagodą po popcorn, jego mama naprawdę się zareklamowała.
Wiesz… Można na ty? On też wychowywał się bez ojca. Cztery razy byłam mężatką, ostatni mąż był idealny, naprawdę, Marek cały w niego. Ale los chciał inaczej nie zdążył wziąć syna na ręce. Zawał. Urodziłam przed terminem, nie wiem jak to przeżyłam. Oczywiście, poprzedni mężowie pomagali… A czemu tak patrzysz? Ze wszystkimi jestem w dobrych stosunkach pierwszy do tej pory mnie kocha, drugi woli panów, trzeci kocha zbyt wiele kobiet, jednej mu nie starczało. I starali się zastąpić Markowi ojca, ale ojciec to ojciec. Dlatego tak przejął się Jagodą jego też przezywali w szkole. Biedny chłopak, ileż to ja się nakluszyłam do nauczycieli! Nic nie pomagało! Co on nie wyczyniał, by coś udowodnić, raz o mało nie zginął…
Co tu mówić kobieta była fascynująca. Niska, drobna, z fioletowymi włosami, w żakiecie Chanel, w dłoni Doncowowa. Iwona ją polubiła.
No nie bój się, niczego złego nie planuje, ma po prostu dobre serce, puściła oczko. I widzę, iż ty mu się spodobałaś.
Iwona się zaczerwieniła. Tego tylko brakowało! Wiedziała, iż nie powinna tego zaczynać, ale było jej żal Jagody
Po filmie podała pieniądze za bilety Markowi, ale on pokręcił głową.
Jak zapraszam dziewczyny do kina, to płacę!
To też się Iwonie nie podobało od lat płaciła za siebie, była niezależna. A to, iż się mu spodobała bzdura, tak nie bywa.
Gdy Marek odwoził je do domu, Jagoda spytała:
Tato, a co zrobimy następnym razem?
Jagoda! zganiła ją Iwona.
Ta śmiesznie zakryła buzię rękami.
Myślę, iż możemy iść do Muzeum Zoologicznego, jakby nie zauważył przejęzyczenia Marek. Co ty na to?
Super! Mamo, idziesz z nami?
Idźcie beze mnie, rzuciła sucho Iwona. Weźcie panią Krystynę, wspominała, iż uwielbia motyle.
Wysiadła pierwsza, chciała jak najszybciej zakończyć tę farsę. Usłyszała, jak Marek mówi do Jagody:
Jak mama nie słyszy, możesz mówić do mnie tato.
Tak Jagoda zyskała niedzielnego tatę. Czasem Iwona chodziła z nimi, czasem puszczała Jagodę samą, jeżeli dołączała pani Krystyna Markowi nie ufała i uważała go za podejrzanego typa, choć Jagoda za każdym razem opowiadała zachwycona, jaki Marek jest fajny i ile mają zabawy. Iwona łapała się na tym, iż jej to się udziela, ale nie pozwalała sercu się rozwinąć przecież w życiu nie zdarza się, iż pojawia się nagle książę. Jego mama zawsze go tak wychwalała, iż Iwona zaczęła myśleć, co z nim nie tak? Czy taka kobieta chciałaby syna dla byle jakiej nauczycielki?
Powoli jednak serce Iwony miękło. Marek robił wszystko z taktem zostawiał jej czekoladę na półeczce przy wejściu, zawsze pytał o zdanie, zanim zabrał Jagodę, szukał jej wzroku w aucie. Najbardziej lubiła jednak panią Krystynę była cudowną rozmówczynią! Gdyby Marek nie był jej synem, właśnie z nią Iwona chciałaby się radzić.
Pewnego dnia Marek zadzwonił rozpoczynając coś o kinie. Jagoda od razu się pojawiła zapytała szeptem:
To Marek?
I zadowolona usiadła obok.
Tak, Jagoda będzie szczęśliwa, odpowiedziała z przyzwyczajenia.
Zaczekaj… Ja zapraszam was w sensie, razem, we dwoje.
W tle odezwała się pani Krystyna:
No nareszcie!
Mamo, przestań podsłuchiwać! Oj, Iwono, przepraszam… Zawsze ma ucho nastawione.
Jagoda szepnęła:
On cię zaprosił na film?
Iwona roześmiała się.
Ja też swoje uszy mam. Słuchaj Marek… Ja…
Tylko nie mów nie, proszę! Jeden szans, obiecuję być rycerzem!
Powiedz jej, Marek, o oczach, nie dawała za wygraną pani Krystyna. Powiedz jej, co mi mówiłeś, iż ma oczy jak jej mama
Jakby ktoś polał ją zimną wodą. Iwona nic nie rozumiała co ma do tego jej mama?
Marek coś krzyknął do matki, potem powiedział:
Iwono, zaraz przyjadę i wszystko wyjaśnię. Mogę?
Nie zaszkodziłoby wiedzieć co i jak Iwona kręciła się po mieszkaniu, aż Marek przyjechał, a Jagoda cicho rysowała za stolikiem, jakby coś wyczuła.
Powinienem był od razu się przyznać, Marek zaczął od razu. Chciałem, ale ty mi się tak spodobałaś… Nie chciałem, żebyś myślała, iż to przez twoją mamę. Błagałem, żebyś mnie nie znienawidziła. Przecież ona zginęła przez mnie
Mówił nieskładnie, przeskakiwał z tematu na temat, patrzył błagalnie. Iwonę trzęsło, jak wtedy, gdy myślała, iż Jagoda zniknęła.
Wybaczysz mi?
Iwona w całym tym monologu nie powiedziała ani słowa, z trudem wydusiła:
Muszę to przemyśleć.
Mamo, wybacz Markowi…
Marek rzucił porozumiewawcze spojrzenie Jagodzie, przypominając umowę. Jeszcze raz spojrzał na Iwonę. Powtórzyła:
Potrzebuję czasu. Muszę pomyśleć, rozumiesz?
Chciała zapytać milion rzeczy, ale nie mogła wydusić słowa. Za to, gdy zadzwoniła pani Krystyna, poszło inaczej to ona opowiedziała całą historię.
On nie wiedział, iż ona zginęła chroniłam jego psychikę. Potem się wydało, poszukał was. Wtedy wieczorem chciał się zapoznać, zaproponować pomoc, ale wyszło najpierw z Jagodą, potem z tobą… Zakochał się od pierwszego wejrzenia! Bał się, iż źle go zrozumiesz. Nie obwiniaj go to Marek próbował udowodnić, iż jest mężczyzną, mimo braku ojca. Wszyscy bali się wejść na lód, on poszedł…
Pani Krystyna nie naciskała, ale broniła syna. Jagoda naciskała, oj, naciskała!
Mamo, on jest fajny! I kocha cię, sam mi powiedział! Może zostać moim tatą, prawdziwym, rozumiesz?
Iwona rozumiała. Ale jakoś… nie miało to sensu?
Minął prawie miesiąc, Iwona nie mogła go spotkać. Nie odbierała telefonu, nie czytała SMS-ów. Im dłużej zwlekała, tym bardziej chciała zadzwonić. Ale robiło się coraz trudniej.
Jagoda obudziła ją w nocy płakała, iż boli ją brzuszek. Skarżyła się już wieczorem, ale Iwona zgoniła na zsiadłe mleko. Teraz Jagoda aż gorzała choćby nie trzeba było użyć termometru.
Drżącymi dłońmi zadzwoniła po pogotowie, a potem sama nie wie czemu do Marka.
Przyleciał razem z karetką. W dresach, rozczochrany. Pojechał z nimi do szpitala, uspokajał, zapewniał, iż będzie dobrze. Głos też mu drżał.
Zapalenie otrzewnej to nie koniec świata, powtarzał. Będzie dobrze, na pewno!
Iwona sama złapała go za rękę może by jego uspokoić, może siebie. W poczekalni było chłodno, nie mieli nic ciepłego, więc siedzieli blisko siebie, ogrzewając się nawzajem.
Do lekarza Marek ruszył pierwszy, wypytując o operację. Iwona bała się ruszyć. o ile coś stanie się Jagodzie, nie przeżyje tego.
Wszystko jednak skończyło się dobrze. Lekarze zrobili robotę, a Jagoda walczyła dzielnie choć, jak mówił lekarz, sytuacja była krytyczna.
Jakby dobry anioł ją chronił powiedział lekarz, a Iwona wyszeptała: dziękuję, mamo!
Marek długo dziękował lekarzowi, a ten kazał im jechać do domu do Jagody i tak nie wpuszczą teraz, trzeba odpocząć.
Odwoził ją pod blok, Iwona czekała, czy poprosi, by wejść, ale milczał. Powiedziała więc:
Świta już. Chcesz, chodź na kawę.
I zrozumiała, iż naprawdę chce, żeby wszedł. I by został. Na zawsze.
Jagoda wracała do sił zaskakująco gwałtownie wszyscy lekarze i pielęgniarki to zauważyli.
Bo mam mamę i tatę, mówiła.
Nikt, poza Iwoną i Markiem, nie rozumiał, dlaczego dziewczynka tak bardzo się z tego cieszy…

10 godzin temu













English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·