Nasz rozmówca, chodzi codziennie nad Krznę na spacery z psem. W tym czasie obserwuje dzikie ptaki na rzece. Bardzo mroźnego dnia, 22 stycznia, był świadkiem, jak ok. godz. 16:00 nad Krznę przyjechała straż pożarna, bo ktoś wezwał mundurowych do kormoranów. - Ten wzywający służby człowiek, słyszałem jak mówił funkcjonariuszom, iż powinni pomóc tym ptakom - mówi Bialczanin. Mieszkaniec Białej Podlaskiej dodaje, iż obserwował działania służb z drugiej strony rzeki. - Ptaki, jak podeszli do nich strażacy, nie odleciały daleko, chwilę później stały ponownie na lodzie, w tym samym miejscu. Jak służby odjechały, zszedłem niżej i o godz. 17.16 zrobiłem im zdjęcie. Wówczas jeden z ptaków był już padły - mówi Bialczanin.Tego samego dnia sam również zadzwonił pod numer alarmowy 112, w podobnej sprawie.Na ratunek ptakom- Pierwszy raz jak dzwoniłem, w sprawie kormoranów, 22 stycznia ok. godz. 21:58, wówczas służby odmówiły przyjazdu. Zadzwoniłem drugi raz na nr alarmowy 112 o 22.41, połączono mnie wtedy ze strażą miejską. Powiedziałem: “Proszę mnie połączyć bezpośrednio z dowódcą zmiany.” Po tej rozmowie przyjechała straż pożarna. Wówczas zabrano dwa padłe kormorany, w pobliżu były też dwa żywe i jak podszedłem bliżej nich, odpłynęły - mówi Bialczanin.Nasz rozmówca, kolejny raz dzwonił na numer alarmowy 112, 3 lutego. Tym razem zauważył marznącego na oblodzonej Krznie łabędzia. - Wówczas przyjechała straż pożarna i go zabrała - przekazuje nasz rozmówca.- Z dokumentacji jaką posiada Komenda Miejska PSP w Białej Podlaskiej, wynika, iż 22 stycznia ok. godz. 16:00 straż pożarna została wezwana do zgłoszenia dotyczącego czterech kormoranów znajdujących się na zamarzniętej rzece. Po przybyciu na miejsce i przeprowadzeniu rozpoznania stwierdzono, iż ptaki były zdolne do samodzielnego poruszania się i na widok strażaków odleciały, w związku z czym nie podejmowano dalszych działań - mówi mł. kpt. Marek Waszczuk oficer prasowy Komendy Miejskiej PSP w Białej Podlaskiej.Kolejne zgłoszenie wpłynęło tego samego dnia - 22 stycznia, o godz. 22.54. - Po przybyciu na miejsce stwierdzono, iż do pokrywy lodowej przymarznięte są dwa truchła kormoranów. Działania straży polegały na usunięciu padłych ptaków z lodu - przekazuje mł. kpt. Marek Waszczuk.Dodaje, iż 3 lutego o godz. 17:03 wpłynęło też zgłoszenie dotyczące przymarzniętego łabędzia na rzece Krznie. - Ptak był przymarznięty do tafli lodu. Działania polegały na wprowadzeniu na lód odpowiednio wyposażonego i zabezpieczonego ratownika, schwytaniu ptaka oraz przetransportowaniu go na posterunek straży miejskiej w celu zapewnienia dalszej opieki - mówi mł. kpt. Marek Waszczuk.Padłe kormorany, uratowany łabędź - Kormorany, do których była zgłoszona interwencja wieczorem 22 stycznia, były już martwe. Straż pożarna zdjęła kormorany z lodu. Strażnicy miejscy nie wchodzili na lód ze względu na brak odpowiednich zabezpieczeń, dlatego poproszono o pomoc straż pożarną. Padłe kormorany zostały zabrane przez Zieleń Miejską do utylizacji - mówi komendant Straży Miejskiej w Białej Podlaskiej, Henryk Nędziak.Wskazuje, iż 22 stycznia dwukrotnie podejmowano interwencje w sprawie kormoranów, za każdym razem w różnych miejscach. - W obu przypadkach były to ptaki padłe – nie wykazywały oznak życia. Zgłoszenia pochodziły od kilku osób, a po sprawdzeniu sytuacji na miejscu potwierdzono, iż ptaki nie były przymarznięte do lodu. Przy silnych mrozach zdarza się, iż mokre pióra chwilowo sztywnieją na lodzie, jednak ptaki wchodziły z powrotem do wody i nie wymagały uwalniania - przekazuje komendant Henryk Nędziak.Padłe kormorany trafiły Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej. Zostały przebadane pod kątem ptasiej grypy, wynik był ujemny. - Na co dzień takie interwencje należą do bardzo rzadkich przypadków. jeżeli chodzi o kormorany na naszym terenie, był to prawdopodobnie pierwszy taki przypadek w historii, kiedy badano kormorany, które pojawiły się w mieście - mówi starszy inspektor ds. zdrowia zwierząt Małgorzata Osiejuk.Skąd kormorany w Białej Podlaskiej? - Kormorany na naszym terenie przebywają zwykle tam, gdzie są duże rozlewiska np. w Malowej Górze, ponieważ stawy pozamarzały ptaki pojawiły się nad Krzną - mówi gen. str. Andrzej Chmielewski ze Straży Ochrony PrzyrodyPrzedstawicielka inspekcji weterynaryjnej mówi natomiast, co mogło być powodem upadku ptaków. - Najprawdopodobniej padły z powodu bardzo niskiej temperatury, sięgającej minus 23 stopni, oraz zamarznięcia rzeki, co mogło spowodować przymarznięcie do lodu i brak dostępu do pożywienia - przekazuje st. insp. Małgorzata Osiejuk.Inaczej wyglądała sytuacja z łabędziem zgłoszonym 3 lutego. - Ptaka znaleziono wyziębionego i bardzo osłabionego. Obejrzał go lekarz weterynarz, z którym miasto ma podpisaną umowę. Początkowo zakładano, iż jeżeli łabędź odzyska siły i się ogrzeje, zostanie wypuszczony w miejscu, gdzie jest otwarta woda. Ponieważ jednak do rana jego stan nie poprawił się i ptak przez cały czas nie był w stanie samodzielnie funkcjonować, podjęto decyzję o przewiezieniu go do ośrodka w Urszulinie, zajmującego się pomocą dzikim ptakom - informuje komendant Henryk Nędziak. Wskazuje, iż zgłoszeń dotyczących zwierząt na terenie miasta jest w tej chwili więcej.