Mrożące krew w żyłach sytuacje i lęk mieszkańców. Czy będzie nowy zakaz w mieście?

2 godzin temu

„Prawie rozjechał mi córkę”, „potrącili rowerzystkę i uciekli”, „usłyszałam huk, a na ulicy leżała poturbowana nastolatka”. To tylko część z mrożących krew w żyłach historii przytaczanych przez mieszkańców naszego miasta. Słuchając, ich relacji można odnieść wrażenie, iż miasto zostało sterroryzowane przez… młodzież na elektrycznych hulajnogach. Sytuacja stała się na tyle poważna, iż wśród Bełchatowian pojawiają się apele do służb, a choćby prezydenta. Mieszkańcy liczą na rozwiązanie problemu i większe poczucie bezpieczeństwa na ulicach. Co na to służby?

„Prawie rozjechał mi córkę”

O problemie z brawurą wśród użytkowników elektrycznych informowaliśmy już kilkukrotnie na łamach naszego portalu. Już na początku kwietnia zgłosił się do nas czytelnik, który wraz ze swoją córką brał udział w zdarzeniu, które mogło zakończyć się dramatycznie.

- Przechodziliśmy chodnikiem przy Olimpii, w pewnym momencie z dużą prędkością przejechała obok nas grupa chłopców na hulajnogach. Jeden z nich prawie rozjechał mi córkę. Nie zwracali na nic uwagi, pędzili przed siebie i dosłownie milimetry uratowały ją przed potrąceniem – relacjonował nasz Czytelnik.

Wówczas sprawa została zgłoszona policjantom, którzy ustalili już, kto kierował jednośladem. Teraz sprawa czeka na oficjalne rozstrzygnięcie. Był to jednak dopiero początek. Do naszej redakcji zaczęły napływać kolejne głosy przestraszonych mieszkańców.

- Szłam z wnuczką chodnikiem przed blokiem, nagle nie wiadomo skąd zjawił się młody chłopak na elektrycznej hulajnodze. W ostatniej chwili skręcił, żeby nie wjechać w dziecko i uderzył w murek przy klatce – relacjonowała nam pani Monika, mieszkanka Przytorza.

https://ddbelchatow.pl/wydarzenia/belchatowianie-boja-sie-o-bezpieczenstwo-swoje-i-dzieci-prawie-rozjechal-mi-corke/Qx4GqO6DKSW62bSYVjpO

Nastolatkowie na hulajnogach staranowali kobietę i uciekli

Wraz z nadejściem ciepłych dni i rozpoczęciem wakacji, na ulicach pojawiło się jeszcze więcej hulajnóg, a na drogach dochodzi do kolejnych groźnych sytuacji. W połowie lipca bełchatowska komenda policji poinformowała, iż poszukiwani są świadkowie zdarzenia, do którego doszło na jednej z bełchatowskich ulic.

- Dwóch chłopców w wieku około 14 lat poruszali się na hulajnogach elektrycznych od strony cmentarza w kierunku szpitala. Jeden z nich zderzył się z rowerzystką na wysokości przejścia dla pieszych ulicy Czaplinieckiej. W wyniku tego zderzenia kobieta doznała urazu nogi. Pomimo próśb pokrzywdzonej o pozostanie na miejscu, chłopcy po krótkiej chwili oddalili się w kierunku szpitala – informowała bełchatowska policja.

Mundurowi poszukiwali sprawców wypadku, a także świadków. Wówczas w Bełchatowie ponownie zawrzało, a mieszkańcy zaczęli mnożyć przykłady brawury użytkowników hulajnóg.

- Widziałem to zdarzenie, jadąc samochodem. Nastolatek w ogóle nie patrzył na drogę, tylko prosto przywalił w rowerzystkę, która wypadła z roweru na dość dużą odległość. Ostatni widok, jaki widziałem, to nastolatkowie podnosili Panią. Niestety twarzy nie widziałem, bo chętnie bym zgłosił gnoja, bo prędkość nie była na pewno 20 km/h tylko znacznie więcej - pisał pan Łukasz.

Mrożące krew w żyłach relacje mieszkańców

Podobnych historii i przykładów było znacznie więcej. Dodatkowo krótko po opublikowaniu tej informacji, na Przytorzu doszło do innego groźnego zdarzenia z udziałem nastolatki na hulajnodze.

- Siedziałam w salonie i usłyszałam huk a później taki szuranie plastiku po ziemi. Wybiegłam na balkon, a przy sąsiednim bloku na ulicy leżała poturbowana nastolatka, której pomagali świadkowie zdarzenia. Kilka metrów dalej leżała przewrócona hulajnoga. Dziewczyna za bardzo się rozpędziła i wypadła z zakrętu – relacjonuje pani Ania.

Wówczas na miejscu interweniowali policjanci, a nastolatka została zabrana przez zespół ratownictwa medycznego. Wiele groźnych sytuacji szczęśliwie nie kończy się interwencją służb, wciąż jednak są ogromnym stresem dla mieszkańców, którzy momentami boją się choćby poruszać po osiedlach.

- Ostatnio na Przytorzu grupka kilku gnojków zsuwała, ile fabryka dała, po łączce niedaleko Netto. Strach było z psem chodzić, żeby któryś z tych głupków nie wyskoczył zza krzaka i w człowieka lub psa nie wjechał - relacjonowała pani Ola.

Z relacji Bełchatowian wynika też, iż użytkownicy elektrycznych hulajnóg całkowicie ignorują przepisy.

- Notorycznie przejeżdżają przez przejście dla pieszych, gdzie nie ma ścieżki, nie zważając czy kierowca zdąży wyhamować, a potem obrzucają wyzwiskami. Jadą grupą, nie zważając ani na pieszych, ani na swoje bezpieczeństwo - zauważa pani Beata.

Młodzież nie zwraca również uwagi na innych użytkowników dróg.

- O włos uniknęłam sytuacji, w której hulajnoga potrąciłaby mnie po wyjściu z autobusu MZK. Usłyszałam dzwonek i odskoczyłam, użytkownik hulajnogi choćby nie zwolnił. Czekam, kiedy ktoś coś z tym zrobi, bo strach się porusza - pisała pani Anna.

Przepisy nie zawsze idą w parze z realiami

Problem, z którym mierzą się Bełchatowianie, znany jest w całej Polsce. Przynajmniej częściowym rozwiązaniem miała być zmiana przepisów, która w życie weszła na początku marca tego roku. Nowelizacja zabrania dzieciom do 13 roku życia kierowania elektrycznymi hulajnogami na drogach. Mogą korzystać z nich jedynie w strefie zamieszkania i pod opieką osoby dorosłej. Z kolei od czerwca wszyscy użytkownicy jednośladów, którzy nie skończyli jeszcze 16 lat, muszą mieć na sobie kaski.

Przepisy mówią też, iż hulajnogami elektryczny należy poruszać się ścieżkami rowerowymi, a jeżeli takowych nie ma, można korzystać z jezdni, ale tylko na drogach o ograniczeniu prędkości do 30 km/h. Z kolei jazda po chodniku jest dozwolona tylko w wyjątkowych sytuacjach, gdy nie ma drogi dla rowerów, a ograniczenie prędkości jest wyższe niż wspomniane 30 km/h. Wówczas należy jednak dostosować prędkość do ruchu pieszych i zachować ostrożność.

Doświadczenia, którymi podzielili się Bełchatowianie, pokazują jednak, iż jak to często bywa, przepisy to jedno, a realia drugie. Tym sposobem młodzież na hulajnogach gna po chodnikach, jeździ całą szerokością jezdni, wielu z nich wciąż nie ma kasków, a zachowanie ostrożności jest tylko pustymi słowami. To jednak nie wszystko. Przepisy stanowią, iż hulajnogi mogą rozpędzać się maksymalnie do 20 km/h. Również w tym przypadku jest to zapis w prawie, który bardzo często omijają choćby sami rodzice.

- Producenci nakładają na takie urządzenia blokady, ale jeżeli ktoś trochę poszuka, można je gwałtownie zdjąć. Nie raz zdarza się, iż już przy zakupie, to rodzice pytają nas o możliwość „podkręcenia” mocy takiej hulajnogi, żeby dziecko mogło trochę szybciej pojechać, bo „co to jest to 20 na godzinę – mówi nam sprzedawca w jednym z lokalnych sklepów.

Jak dodaje, pracownicy nigdy nie zgadzają się na takie zabiegi i starają się uświadamiać zarówno młodych posiadaczy hulajnóg, jak i ich rodziców, o niebezpieczeństwie, jakie niesie za sobą zwiększanie mocy i tym samym maksymalnej prędkości takich urządzeń. Jednak nie mają wpływu na, to, co klienci zrobią po zakupie takiego urządzenia.

Pojawienie się i rosnąca popularność nowych środków transportu na naszych drogach jest wyzwaniem dla służb, a także samorządów, od których mieszkańcy oczekują zadbania o bezpieczeństwo wszystkich uczestników ruchu. Jak sprawa wygląda w Bełchatowie?

Zakaz ruchu hulajnóg w Bełchatowie?

Wśród głosów mieszkańców pojawiły się pytania o możliwość wprowadzenia zmian prawnych i ograniczeń dla kierowców jednośladów w Bełchatowie. Za wzór miejsca, gdzie wprowadzono już takie rozwiązanie podano miasto Białystok. Jak podaje redakcja TVP 3, tamtejsze władze poinformowały, iż na Rynku Kościuszki i w parkach wprowadzono obszary, w których nie wolno poruszać się hulajnogami elektrycznymi ani ich pozostawiać. Takie rozwiązanie miało być odpowiedzią na rosnącą liczbę zdarzeń z udziałem hulajnóg, które zgłaszali mieszkańcy.

To właśnie przykład Białegostoku podał jeden z Bełchatowian, który zwrócił się w mediach społecznościowych do prezydenta Patryka Marjana z propozycją wprowadzenia podobnego zakazu również w Bełchatowie. Sprawdziliśmy w magistracie, czy jest to możliwe.

- Służbom, urzędnikom, mieszkańcom, wszystkim nam zależy, żeby Bełchatów był miastem, gdzie można bezpiecznie wyjść na spacer, przejść chodnikiem, czy skorzystać z wypoczynku w parkach czy skwerach. Dlatego wprowadzenie takiego rozwiązania nie jest wykluczone. Będziemy monitorować sytuację, bacznie się jej przyglądać i jeżeli zajdzie taka koniczność, również i reagować – mówi Kryspina Rogowska, rzecznik prasowy Urzędu Miasta Bełchatowa.

Służby komentują doniesienia mieszkańców

O sprawę zapytaliśmy również funkcjonariuszy. Jak informuje Marta Bajor, rzecznik prasowy bełchatowskiej policji, mundurowi doskonale zdają sobie sprawę, iż nieodpowiedzialna jazda użytkowników hulajnóg elektrycznych stanowi poważny problem i jest uciążliwa dla innych uczestników ruchu drogowego.

- Dlatego policjanci nie pozostają obojętni wobec osób lekceważących obowiązujące przepisy. Funkcjonariusze konsekwentnie podejmują działania represyjne wobec sprawców wykroczeń, nakładając wysokie mandaty karne, a w przypadkach rażącego naruszania przepisów kierują wnioski o ukaranie do sądu – wyjaśnia Marta Bajor.

Od początku 2026 roku na terenie powiatu bełchatowskiego policjanci odnotowali 6 wypadków oraz 8 kolizji z udziałem hulajnóg elektrycznych. W zdarzeniach tych rannych zostało 6 osób. To jednak nie wszystko. Aktualnie policjanci prowadzą 7 postępowań w sprawach o wykroczenia związane z naruszeniem przepisów dotyczących korzystania z hulajnóg elektrycznych. W tym przypadku aż pięciu użytkowników to osoby nieletnie.

- Należy podkreślić, iż rzeczywista skala problemu może być znacznie większa. Do wielu niebezpiecznych sytuacji może dochodzić bez powiadomienia policji. W efekcie część przypadków nie znajduje odzwierciedlenia w policyjnych statystykach – dodaje Marta Bajor.

Policjanci niezmiennie apelują do uczestników ruchu o zachowanie ostrożności. Wolniejsza jazda może sprawić, iż uda się uniknąć wielu groźnych zdarzeń.

- Apelujemy do wszystkich użytkowników hulajnóg elektrycznych o rozwagę, przestrzeganie obowiązujących przepisów oraz szacunek dla innych uczestników ruchu. Chwila brawury lub nieuwagi może doprowadzić do tragedii i mieć poważne konsekwencje zarówno dla sprawcy, jak i osób postronnych – podsumowuje Marta Bajor.

Idź do oryginalnego materiału