Przed Sądem Rejonowym w Tychach dobiega końca proces karny przeciwko Piotrowi Ć., byłemu już dyrektorowi Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bieruniu. W sporządzonym przez prokuraturę akcie oskarżenia jest mowa o psychicznym znęcaniu się nad sześcioma podwładnymi oraz o złośliwym i uporczywym naruszaniu ich praw pracowniczych. Piotr Ć. nie przyznaje się do winy. Podczas rozprawy w dniu 26 czerwca br. mowę końcową wygłosiła adwokat pokrzywdzonych oraz obrońcy oskarżonego. Natomiast 27 lipca br. oświadczenie końcowe przedstawił sam oskarżony. Teraz czas na wyrok sądu.
Proces karny przeciwko Piotrowi Ć. toczy się od maja 2021 roku i dotyczy okresu 2016-2019 (sędzia: Agata Wala-Rogowska). Status pokrzywdzonych ma w nim sześć kobiet – to pracownice bieruńskiego MOPS-u; tylko jedna z nich pracuje jeszcze w tym ośrodku. Pięć z nich występuje w procesie jako oskarżycielki posiłkowe.
W tym procesie przez długi czas Piotr Ć. zasiadał na ławie oskarżonych, przez cały czas będąc dyrektorem Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Bieruniu. W takich okolicznościach w sądzie przesłuchiwani byli jego ówcześni podwładni. Od 24 lutego 2025 roku Piotr Ć. nie jest już dyrektorem MOPS-u (burmistrz Bierunia Sebastian Macioł rozwiązał z nim umowę o pracę za porozumieniem stron).
26 czerwca br. sędzia Agata Wala-Rogowska zamknęła postępowanie sądowe. Jako pierwsza mowę końcową wygłosiła Aleksandra Witeszczak, adwokat pokrzywdzonych kobiet.
Efekt odwagi sześciu kobiet
– Ta sprawa, trwająca ponad pięć lat, jest wynikiem odwagi sześciu wyjątkowych kobiet. Zdecydowały się one przerwać pasmo swoich cierpień. Odważyły się ujawnić, co dzieje się w bieruńskim MOPS-ie. Zeznania każdej z nich ujawniają, iż oskarżony znęcał się nad nimi w różny sposób. Zeznania te są spójne, logiczne i zazębiają się. One wzajemnie były świadkami niewłaściwych zachowań oskarżonego. Co istotne, ta sprawa ta nie jest wynikiem żadnego konfliktu między poszkodowanymi a oskarżonym. Nie są też efektem zmowy. Proces był następstwem bezprawnych działań oskarżonego wobec tych kobiet – mówiła A. Witeszczak.
Przemyślne działanie
Adwokat Aleksandra Witeszczak przypomniała zeznania pokrzywdzonej Anny B. Była ona przez dyrektora izolowana od innych pracowników. Chodził za nią i przysłuchiwał się jej rozmowom z innymi podwładnymi. Ściśle też kontrolował relacje między pracownikami. Rozpowszechniał w ośrodku nieprawdziwe informacje, m.in. jakoby poszczególni podwładni wzajemnie się obmawiali. Te plotki skłócały pracowników. Kilku świadków w tym procesie zeznało, jak dyrektor mówił, iż skłóconą załogą łatwiej się zarządza. Oskarżony mówił, iż „puścił szczura (plotkę – przyp. red.) i zobaczymy co będzie dalej”.
Anna B. słyszała, jak dyrektor mówił o innej pracownicy, iż jest śmieciarą, iż grzebie w śmietnikach. Twierdził, iż wygląda jak babochłop. Anna B. słyszała jak o innej poszkodowanej (Sylwii Sz.) mówił, iż jest głupia, naiwna, iż na niczym się nie zna. Podobne uwagi czynił pod adresem pokrzywdzonej Iwony G.
Mecenas wspominała również, iż w MOPS-ie w nienormalny sposób przebiegała komunikacja z dyrektorem w sprawie poprawek w dokumentach tworzonych przez pracowników. To powodowało stres u podwładnych, bo sprawy były pilne, a dyrektor przedłużał proces poprawek, które często były błahe i niemerytoryczne.
Anna B. zeznała, iż dyrektor komentował wygląd kolejnej poszkodowanej Joanny J.-K. Mówił, iż wygląda jak kobieta lekkich obyczajów; iż jest leniwa i głupia. Zakazywał Annie B. pomagać Joannie J.-K. w pracy. W ocenie Anny B. zamysłem dyrektora było, aby Joanna J.-K. Była zdezorientowana. Chodziło o obniżenie jej poczucie przydatności zawodowej. Chciał się nad nią pastwić i wytykać jej błędy.
Anna B. mówiła, iż wyrzucanie przez oskarżonego przeterminowanych produktów spożywczych z zakładowej lodówki nie miało na celu dbanie o stan higieniczny, jak próbowano tłumaczyć zachowanie dyrektora na sali sądowej. To było przemyślne działanie. Zresztą ekspres do kawy kazał przenieść do ubikacji. Stał tam na posadzce.
Anna B. mówiła, iż dyrektor trzymał ludzi w niepewności, dywagując głośno: „może cię przeniosę na inne stanowisko, a może nie”. Przed urlopem pracownika lub ogólnie – przed weekendem sugerował, iż po tym okresie „będzie się działo”. Tymczasem nic się potem nie działo. Każdego dnia, przychodząc do pracy, ludzie zastanawiali się, w jakim humorze będzie dyrektor. Od tego zależało, czy będą wychodzić z pokoi, czy też unikać kontaktu z innymi i z szefem.
Przed wyborami samorządowymi dyrektor sugerował pracownikom na kogo mają głosować (na urzędującego wówczas burmistrza – przyp. red.). Zakazywał udziału w strajku. Kazał sporządzać Annie B. pisma o niepochlebnej treści na temat innych pracowników.
To wszystko odcisnęło na Annie B. daleko idące piętno. Do dziś odczuwa psychicznie skutki pracy w MOPS-ie.
Problem z ubiorem
Jak mówiła adwokat Witeszczak, z materiału dowodowego wynika, iż to ówczesny burmistrz Krystian G. przekazał oskarżonemu informację, kto sporządzał anonimową skargę na zachowanie dyrektora MOPS-u i kto uczestniczył w spotkaniu z burmistrzem na ten temat. Dlatego w ocenie adwokat pokrzywdzonych burmistrz nie pomógł tym kobietom, a wręcz im zaszkodził.
Wśród inicjatorek ujawnienia nieprawidłowości w MOPS-ie była m.in. Joanna J.-K. I to był rzeczywisty powód nieprzedłużenia z nią pracy w MOPS-ie.
Joanna J.-K. również zeznała, iż dyrektor świadomie wprowadzał nerwową atmosferę, napięcia, niepewność i strach. Sugerował zwolnienia. – Oskarżony kwestionował kompetencje Joanny J.-K. i twierdził, iż nie wie, co dzieje się u jej podopiecznych. Tymczasem ona była bardzo zaangażowana w pracę i pomoc rodzinom – mówiła adwokat.
– Joanna J.-K. była też szykanowana przez oskarżonego ze względu na swój wygląd. Odpieraliśmy na tej sali sądowej twierdzenia, iż chodziła bez bielizny, iż nosiła ubrania ujawniające szczegóły anatomiczne ciała… – mówiła mecenas Witeszczak.
– Co ciekawe, wszyscy świadkowie, którzy zeznawali, iż nie słyszeli i nie widzieli niewłaściwych zachowań dyrektora, pytani przez jego obrońcę, czy Joanna J.-K. niewłaściwie się ubierała w pracy, potwierdzali to. Natomiast wszyscy świadkowie, którzy nie byli o to pytani przez obronę oskarżonego, a które ja o to pytałam, negowali rzekomy niewłaściwy strój. Jeden ze świadków powiedział nawet, iż jadąc do podopiecznych zmieniała buty na obcasie na sportowe – mówiła Aleksandra Witeszczak.
Jak wspomniała obrończyni, Joanna J.-K. była też największą ofiarą wezwań dyrektora do częstych i bezpodstawnych poprawek w pismach. Jej dokumenty były choćby darte.
Joanna J.-K. mówiła o fazach dyrektora, czyli nękających działaniach ukierunkowanych na konkretnego pracownika w określonym czasie.
Psychiczne zrujnowanie
Aleksandra Witeszczak wspomniała o pokrzywdzonej Iwonie G. To jedyna poszkodowana, która przez cały czas pracuje w bieruńskim MOPS-ie. – W mojej ocenie, to heroiczna postawa. Było jej bardzo ciężko. Dopiero, kiedy oskarżony przestał być dyrektorem, jej sytuacja się ustabilizowała. Ona bała się spotykać z Sylwią Sz. po pracy. Bo gdyby dyrektor zobaczył jej samochód pod domem innej poszkodowanej, obie miałyby nieprzyjemności.
– Oskarżony rozpowiadał, iż Iwona G. jest najgorszą kierowniczką działu. Mówił, iż jest alkoholiczką i bałaganiarą. Mówił, iż ma grzybicę. Upokarzał ją… Przy innych pracownikach kazał jej czytać na głos, ustawę, którą miała błędnie przytoczyć w jakimś piśmie. Odrywał ją od obowiązków, kazał się wozić samochodem Iwony G. do Urzędu Miasta.
– Oskarżony ośmieszał Iwonę G. mówiąc, iż targała spodnie burmistrzowi podczas tańca na jakiejś imprezie. Mówił, iż jest alkoholiczką. Komentował jej rozwód, mówiąc, iż nie dziwi się jej mężowi, iż się z nią rozstaje. Miał polecić sprawdzenie zawartości jej szafki. Ośmielę się powiedzieć, iż ta kobieta jest psychicznie zrujnowana – mówiła .
Nie poddała się
– U pokrzywdzonej Sylwii Sz. zdiagnozowano zespół stresu pourazowego (PTSD). Cierpi każdorazowo, kiedy musi wracać myślami do okresu pracy w MOPS-ie, również na sali sądowej. Mimo to nie poddała się i chce doprowadzić tę sprawę do końca – kontynuowała mecenas Witeszczak.
26.06.2026 r. mowę końcową wygłosiła adwokat Aleksandra Witeszczak, obrończyni pokrzywdzonych w procesie. Obok siedzi Sylwia Sz., jedna z pokrzywdzonych i jedna z oskarżycielek posiłkowych; fot. J. JędrysikAdwokat przypomniała, iż już po rozpoczęciu procesu i złożeniu przez Sylwię Sz. zeznań obciążających Piotra Ć., oskarżony ukarał ja naganą i została dyscyplinarnie zwolniona. Sylwia Sz. odwołała się do sądu, który uznał, iż to zwolnienie nie miało uzasadnionych podstaw i odbyło się z rażącym naruszeniem prawa pracy (Sylwia Sz. była działaczem związku zawodowego w MOPS-ie). Za to wykroczenie oskarżony musiał zapłacić grzywnę.
A. Witeszczak mówiła też, iż dyrektor starał się złamać pokrzywdzoną Ninę R. Kiedy podjęła działania chroniące swojego podopiecznego (ucznia), była zmuszana przez dyrektora MOPS-u do przeproszenia pedagoga szkolnego. Nina R. była w tym kontekście zastraszana. Oskarżony wchodził do pokoju Niny R., rzucał bezosobowo „przeprosiła?” i wychodził. Nina R. odeszła z pracy.
– Wielu świadków widziało, jak pokrzywdzone płakały i były roztrzęsione po kontakcie z oskarżonym. Jedna z osób zeznających w procesie powiedziała, iż widziała ok. 15 razy jak Iwona G. płakała w pracy.
Kierownik też się bał
Aleksandra Witeszczak odniosła się również do zeznań Michała K., kierownika w MOPS-ie. – Na jednej z ostatnich rozpraw odtworzono nagranie, z którego wynika, iż ten jeden z najbliższych współpracowników oskarżonego też się go bał. I w tym strachu, przez jakiś czas, sprzyjał pokrzywdzonym kobietom i utożsamiał się z ich krzywdą.
Adwokat oceniła, iż zeznania kierownika K. odnośnie Joanny J.-K. są całkowicie niewiarygodne, podobnie jak zeznania Barbara D., która zmieniła nastawienie do dyrektora, kiedy sprawa nabrała rozgłosu. Obawiając się przełożonego, zeznawała na jego korzyść.
– Natomiast Anna B., sekretarka oskarżonego złożyła bardzo obszerne i ważne zeznania. Była bowiem naocznym świadkiem wielu zdarzeń, o których mówiły poszkodowane i inni świadkowie.
Adwokat Witeszczak podkreślała stosunek zależności służbowej poszkodowanych wobec oskarżonego. To były kobiety, które miały na utrzymaniu dzieci. Tymczasem to dyrektor decydował o ich dalszym zatrudnieniu, zakresie obowiązków, wynagradzaniu i karach.
Według obrony pokrzywdzonych, zachowanie dyrektora w latach 2016-2019 wpisuje się w definicje znęcania się. – To szereg, rozciągniętych w czasie, zwykle wielorodzajowych zachowań, podjętych w zamiarze odebrania ofierze ludzkiej godności, dokuczenia, udręczenia, poniżenia poprzez werbalne lub fizyczne ataki.
– Spójne zeznania pokrzywdzonych opisują identyczny schemat zachowania oskarżonego – groźby, publiczne poniżanie, izolowanie, nadmierna kontrola, przeciążenie obowiązkami, deprecjonowanie kompetencji zawodowych. Taka zgodność stanowi silne potwierdzenie wiarygodności tych zeznań. Nie znajduję żadnego racjonalnego motywu, dla którego pokrzywdzone miały by pomawiać oskarżonego i chciały mu zaszkodzić. Obrona oskarżonego powoływała świadków, którzy nic nie widzieli i nic nie słyszeli, ale to nie oznacza, iż tego wszystkiego nie było. Wnoszę o uznanie oskarżonego winnym zarzucanych mu czynów.
Adwokat Aleksandra Witeszczak prosiła sąd o zwrócenie uwagi na to, jak Piotr Ć. zachowywał się po czynach określonych w akcie oskarżenia. Jak nękał Sylwię Sz. (nagana, dyscyplinarka, pisał zawiadomienia o fałszowaniu przez nią dokumentów). Tu nie było żadnej skruchy i autorefleksji.
Wniosła też o zapłatę przez Piotra Ć. zadośćuczynienia na rzecz swoich klientek: po 70 tys. zł dla Iwony G. i Sylwii Sz. oraz po 50 tys. zł dla Anny B., Joanny J.-K. i Niny R. Wnioskowała też o zwrot kosztów zastępstwa procesowego. Prosiła sąd o sprawiedliwą karę dla oskarżonego.
„Przepraszam” wiele by zmieniło
Podczas rozprawy w dniu 26 czerwca głos zabrała Sylwia Sz. – Oskarżony zaplanował z premedytacją działania wobec mnie. Chciał mnie zniszczyć – najpierw zawodowo („ucz się”, „czytaj”, „nie ośmieszaj się”). To nie był żaden konflikt między nami, ale intencjonalna przemoc szefa wobec podwładnego. To był ciężki okres, zaczęłam podupadać na zdrowiu.
– Piotr Ć. nadmiernie obciążał mnie pracą, wnosił do niej dużo chaosu… Celowo, abym jej nie wykonała jak należy. Kierownik Michał K., współpracownik dyrektora, mówił otwarcie, iż zbiera haki na niektórych pracowników, m.in. mnie.
– Nie byłam pewna żadnego dnia, musiałam się bać. Moje wnioski urlopowe leżały do końca. Nigdy nie wiedziałam czy będą zaakceptowane. Dyrektor nie znał żadnych granic w swoim przemocowym działaniu. Wszedł do mojego biura, wezwał innych pracowników, wyrzucił na podłogę segregatory i powiedział, iż u mnie jest burdel.
– Cynizmem bez granic była sytuacja z pogrzebem. Dyrektor wiedział, iż mam dzień wolny; wiedział, iż jestem na uroczystości pogrzebowej, a mimo to bez powodu wzywał mnie do firmy, wydzwaniając rzekomo w pilnej sprawie. Pojechałam do MOPS-u, ale okazało się, iż tę sprawę załatwiłam już wcześniej.
– Nabawiłam się bezsenności i zespołu stresu pourazowego. Było ze mną bardzo źle. Pewnego dnia chciałam po prostu wyjść z pracy i już nie wracać. Ubrałam się, ale wtedy Anna B. mnie powstrzymała, mówiąc iż dyrektorowi właśnie na tym zależy, a to on powinien odejść. To wtedy oskarżony odebrał mi godność. Jednak podjęłam leczenie farmakologiczne i psychologiczne. Miałam wsparcie rodziny. Ciężko na sali sądowej słucha mi się oświadczeń oskarżonego. To fikcja, a jeżeli było w nich coś podszytego prawdą, to zostało zmanipulowane i przekłamane.
– Najgorsze jest to, iż oskarżony podczas tego postępowania nie wykazał się ani krztyną zrozumienia dla krzywdy, którą mi wyrządził. „Przepraszam” wiele by zmieniło. Do końca miał plan wyeliminowanie mnie z życia zawodowego, dlatego proszę o sprawiedliwy wyrok.
Głos zabrała też druga z pokrzywdzonych obecnych tego dnia na sali sądowej– Joanna J.-K. Wspomniała, iż po latach chore zachowania dyrektora przez cały czas w niej siedzą i mają wpływ na jej obecne zachowanie w pracy. – Do tej pory o tym głośno nie mówiłam, ale ta sprawa rzutowała też na moje życie osobiste i o mało nie zakończyła się rozwodem.
Joanna J.-K., jedna z pokrzywdzonych i jedna z oskarżycielek posiłkowych na rozprawie w dniu 26.06.2026 r.; fot. J. JędrysikNiewiarygodni świadkowie
Adwokat oskarżonego Magdalena Zapatka podniosła, iż w sprawie przesłuchano kilkudziesięciu świadków, których zeznania w żaden sposób nie potwierdziły zarzutów z aktu oskarżenia. Nawiązała do analizy językowej zeznań, którą zleciła biegłej obrona oskarżonego. – Z około 20 osób, które obciążali byłego dyrektora ani jedna nie była świadkiem naocznym ani świadkiem nausznym rzekomych negatywnych zachowań oskarżonego. Najczęściej słyszeli o nich od pokrzywdzonych. Zeznania obciążające Piotra Ć. były szczegółowo przygotowane wcześniej. Świadkowie używali tych samych sformułowań, jak np. „apogeum czystego szaleństwa”. W języku potocznym taka zbitka słów nie występuje, nie wyszukuje jej choćby internetowa wyszukiwarka.
Mecenas Zapatka stwierdziła, iż pokrzywdzona Anna B. jest przykładem totalnej manipulacji w tym procesie. Miała niesłychanie szerokie informacje o sprawie, a w okresie objętych zarzutami (4 lata), była obecna w pracy niespełna 10 miesięcy. A wyglądało to, jakby była w ośrodku codziennie i kontaktowała się z wszystkimi pracownikami. Tymczasem to dyrektor ją zatrudnił i przedłużył jej umowę na czas nieokreślony, chociaż wiedział, iż jest kilka miesięcy przed porodem. To był ukłon w jej stronę. Anna B., odwiedzając ośrodek, dawała na ręce swoje dziecko dyrektorowi. Czy tak zrobiłaby matka wobec swojego oprawcy?
– Prawda staje się prawdą, kiedy kłamstwo jest powtarzane setki razy. A to kłamstwo królowało w tym procesie od początku. U jego podstaw legła treść anonimowej skargi na dyrektora spreparowana przez Joannę J.-K. Była ona powtarzana na sali sądowej przez wszystkich świadków obciążających dyrektora. Nie mieli oni żadnych własnych spostrzeżeń.
Zdumiewająca rzecz
Według Magdaleny Zapatki, żaden z zarzutów wobec oskarżonego nie został potwierdzony dokumentami ani poprzez zeznania świadków. Cały proces skupiał się na kwestiach kompletnie nie dotyczących zarzutów, jak np. wyrzucanie przez dyrektora przeterminowanych produktów z lodówki (to według mecenas była dbałość o higienę).
– Nieprawdą jest, iż zwolnienie dyscyplinarne Sylwii Sz. odbyło się całkowicie bez podstaw. Wprawdzie uznane zostało za bezprawne, ale ze względu na braki formalne (brak zgody związków zawodowych). Ale w uzasadnieniu sądowym wskazane były nieprawidłowości w pracy Sylwii Sz.
Według mecenas, następowała też manipulacja faktami. Jedna z kobiet płakała, ale nie z powodu zachowań dyrektora, tylko ze względu na charakter pracy, jaki miała podjąć (w sekretariacie, z petentami).
Z kolei decyzja o nieprzedłużeniu umowy o pracę Joannie J.-K. zapadła w ostatni dzień jej obowiązywania Stało się tak nie z winy dyrektora, który był na urlopie. Oskarżony wcześniej zlecił zaopiniowanie kierownikowi wniosku o ewentualne przedłużenie umowy. Kierownik nie wywiązał się w terminie z tego polecenie dyrektora. To nie była zła wola oskarżonego.
– Zdumiewające było ujęcie w akcie oskarżenia Anety Ł. jako pokrzywdzonej. Ona wielokrotnie, podczas przesłuchań w postępowaniu przygotowawczym na policji i na sali sądowej mówiła, iż nie czuła się mobbingowana przez dyrektora. Była świadoma, iż mobbing stosuje się wobec osoby słabszej, która nie ma możliwości przeciwstawienia się agresorowi. Przyznała, iż miała konflikty z dyrektorem, bo nie we wszystkim się z nim zgadzała, ale problemy rozwiązywano w równorzędnej polemice. To świadczy, iż dyrektor Piotr Ć. stosował partnerski, a nie zwierzchniczy model współpracy w ośrodku. Skoro Aneta Ł. sama mówiła, iż nie czuje się mobbingowana, to jakim prawem oskarżyciel ujął ją na liście osób pokrzywdzonych?
– Nina R. musiała przeprosić pedagoga szkolnego, bo zachowała się niestosownie wobec tej osoby. Czy to przejaw mobbingu? Nina R.mogła mieć powód pomawiania oskarżonego, bo po rozwiązaniu umowy o pracę nie zwróciła pieniędzy za szkolenie, do czego była zobowiązana.
To jest zmowa
– To jest zmowa pięciu osób. Przez 6 lat nękały oskarżonego. Udało się zniszczyć psychicznie mojego klienta. Jest wrakiem psychicznym, bez pracy. Pięć kobiet postanowiło się zemścić dla korzyści finansowych. Żądane odszkodowania (po 70 tys. zł i po 50 tys. zł) to astronomiczne kwoty w postępowaniu, w którym nie udowodniono zarzutów.
– Wnioskuję o uniewinnianie oskarżonego od wszystkich zarzutów sformułowanych w akcie oskarżenia i zasądzenia na jego rzecz kosztów obrony z wyboru – zakończyła adwokat.
Drugi z obrońców oskarżonego wskazał, iż kontrola Państwowej Inspekcji Pracy w MOPS-ie nie wykazał rażących błędów. Dyrektor miał prawo, aby organizować pracę w ośrodku i nakładać kary. Pokrzywdzone w tworzonych przez siebie pismach popełniały błędy. Myliły dane personalne podopiecznych czy podstawy prawne ich sporządzenia. Nie wykazano w procesie, iż dyrektor działał umyślnie i planowo, aby nękać podwładnych. Wersja pokrzywdzonych nie wytrzymuje zestawienia z materiałem dowodowym. Byli świadkowie, którzy mówili, iż dyrektor był merytoryczny, kompetentny i dbał o ludzi.
Oświadczenie oskarżonego
Oskarżony Piotr Ć. w swoim tzw. ostatnim słowie wygłoszonym 27 lipca br. na sali sądowej prosił o uniewinnienie. Twierdził, iż skierowane przeciw niemu zarzuty są pomówieniami, których nie może zrozumieć.
Rozprawa w dniu 27.07.2026 r. Mowę końcową wygłasza oskarżony Piotr Ć.; fot. ZBOskarżony podsumował, iż swoimi zeznaniami obciążyło go 15 świadków, w tym 5 ze statusem pokrzywdzonych, natomiast 49 świadków wypowiadało się o nim pozytywnie. Owa piętnastka to dla Piotra Ć. „świadkowie niewiarygodni”. W ich zeznaniach nie znalazł konkretów („nikt nie widział, nikt nie słyszał”). Ocenił, iż zeznania te, to wyuczone na pamięć kalki innych zeznań, na które miały wpływ relacje osób pokrzywdzonych publikowane na FB.
Stosowany przez siebie sposób zarządzania MOPS-em oskarżony uznał za partnerski, twierdząc, iż okazywał szacunek pracownikom. Podkreślał, iż spotykał się z nimi prywatnie np. na wspólnych wyjazdach, w prywatnych domach. Spożywali wspólnie alkohol.
– Akta osobowe pokrzywdzonych mówią, iż osoby te były doceniane – powiedział Piotr Ć.
Mówiąc o jednej z pokrzywdzonych, stwierdził, iż została zwolniona dyscyplinarnie, bo podważała autorytet przełożonego, nie okazywała szacunku, stwarzała złą atmosferę, a gdy została liderem związku zawodowego, to miała wulgarnie określić zerową możliwość zwolnienia jej z pracy, jako osoby chronionej z tytułu działalności związkowej. Piotr Ć. powoływał się na orzeczenie sądu pracy (który zajmował się sprawą tego zwolnienia), wskazując, iż sąd ten prawomocnie nie uznał roszczeń pokrzywdzonej o wypłacenie odprawy. Oskarżony zinterpretował ten wyrok jako korzystny dla siebie, potwierdzający słuszność podjętej decyzji o zwolnieniu, a mówiąc o uchylonej przez sąd karze nagany nałożonej na pokrzywdzoną, Piotr Ć. stwierdził, iż sąd nie rozpatrywał sprawy merytorycznie, ale uchylił naganę z przyczyn formalnych.
O innej swojej pracownicy oskarżony mówił, iż nisko oceniono jej przydatność na zajmowanym stanowisku. Podkreślił, iż przychodziła do pracy niestosownie ubrana.
Z kolei mówiąc o Annie B. (tylko ta pracownica była obecna na rozprawie 27 lipca) oskarżony stwierdził, iż współpracował z nią tylko 4 miesiące, bo przez dłuższy czas była w pracy nieobecna.
Komentując zarzut, iż pracownicy czuli się zastraszeni, Piotr Ć. stwierdził, iż każde słowo wypowiedziane przez dyrektora jest [dla niektórych] zastraszaniem, a jedynym akceptowalnym zachowaniem jest usunięcie dyrektora.
Piotr Ć. negatywnie ocenił Polską Federację Związkową Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej, która wsparła w tym procesie osoby mające status poszkodowanych. Zdaniem oskarżonego ten związek zawodowy bazuje na manipulacji, tworzeniu konfliktów, co powoduje dezorganizację pracy i wzbudza niezadowolenie. Natomiast, jak zapewniał oskarżony, żadna kontrola Państwowej Inspekcji Pracy nie stwierdziła nieprawidłowości w zarządzanym przez niego Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Bieruniu.
– Nie jestem człowiekiem idealnym – stwierdził na koniec Piotr Ć. – Bywałem podenerwowany, ale to świadczy o moim zaangażowaniu w pracy.
Według oskarżonego wyrok sprawiedliwy w tym procesie to wyrok uniewinniający. Prosząc o takie orzeczenie Piotr Ć. poinformował, iż od roku jest zarejestrowany w Powiatowym Urzędzie Pracy jako bezrobotny i nie ma prawa do zasiłku.
– Siła ofiary nie umniejsza winy sprawcy – stwierdziła Anna B. Poinformowała też sąd m.in., iż nieprawdziwa jest podana przez Piotra Ć. informacja, jakoby współpracowała z nim tylko 4 miesiące, bo okres tej współpracy trwał ponad rok.
Posiedzenie sądu w dniu 27.07.2026 r.; fot. ZBAleksandra Witeszczak, adwokat pokrzywdzonych, komentując na sali sądowej słowa oskarżonego, powiedziała m.in., iż błędnie przedstawił on w swoim wystąpieniu wyrok sądu pracy, bo sąd ten stwierdził, iż zwolnienie dyscyplinarne pracownicy było bezprawne. Natomiast odnosząc się do innych fragmentów wypowiedzi oskarżonego adwokat Witeszczak stwierdziła, iż dokonał on emocjonalnej, momentami obraźliwej oceny zdarzeń wyrwanych z kontekstu, krzywdzącej dla poszkodowanych, wyciągając przy tym nieuprawnione wnioski.
(JJ), ZB

1 godzina temu











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·