Morderca czekał na Susan w sypialni. To był makabryczny plan jej męża

2 godzin temu

Susan Kuhnhausen wracała do domu w Portland w stanie Oregon. Miała 51 lat i od prawie trzech dekad pracowała jako pielęgniarka na oddziale ratunkowym. Znała krzyk, krew, urazy głowy, panikę i graniczne sytuacje. W pracy musiała reagować szybko, trzeźwo i bez paraliżującego strachu. Tamtego wieczoru całe to doświadczenie miało zdecydować, czy przeżyje.

Jej życie prywatne od dawna było w rozsypce. Małżeństwo z Michaelem Kuhnhausenem trwało prawie 18 lat, ale według relacji Susan, związek był pełen kontroli, napięcia i coraz większego poczucia zagrożenia. Michael miał interesować się jej wydatkami, wypytywać, gdzie chodzi, z kim się spotyka i co robi. Susan chciała odzyskać spokój. We wrześniu 2005 roku kazała mu wyprowadzić się z domu. On zamieszkał u ojca, ale przez cały czas znał dom, układ pomieszczeń, kod alarmu i rytm życia kobiety, która próbowała się od niego odciąć.

Notatka przy kuchence

Tego dnia Susan po pracy pojechała jeszcze do fryzjera. Kiedy wróciła do domu w dzielnicy Southeast Portland, nie zobaczyła od razu niczego, co mogłoby wskazywać na pułapkę. Przy mikrofalówce leżała kartka od Michaela. Pisał, iż nie może spać i pojechał na wybrzeże. Wiadomość brzmiała jak zwykła domowa informacja od człowieka, który chce wytłumaczyć swoją nieobecność.Później ta notatka nabrała innego znaczenia. Śledczy uznali ją za element większego planu. Michael miał stworzyć wrażenie, iż jest daleko od domu i nie ma nic wspólnego z tym, co wydarzy się pod jego nieobecność. Susan weszła do środka, wyłączyła alarm i ruszyła przez dom. Nie było wybitej szyby, wyważonych drzwi ani śladów typowego włamania.

Czekał w sypialni

Dopiero w sypialni zobaczyła mężczyznę. Wyszedł z ciemności, zza drzwi. Miał czapkę naciągniętą nisko na twarz, gumowe rękawice na dłoniach i młotek w ręku. Nie był przypadkowym włamywaczem, zaskoczonym obecnością właścicielki. Ukrywał się w jej domu i czekał dokładnie na nią.

Napastnikiem był 59-letni Edward Dalton Haffey. Miał kryminalną przeszłość i znał Michaela Kuhnhausena. Według ustaleń śledczych, nie przyszedł kraść. Nie plądrował domu, nie uciekał po zauważeniu Susan, nie próbował zastraszyć jej i zniknąć. Miał ją zaatakować tak, aby całość wyglądała jak napad, który zakończył się tragedią. W rzeczywistości miał być człowiekiem wynajętym do zabójstwa.


Pierwszy cios padł od razu

Haffey uderzył Susan młotkiem w głowę. Atak był nagły i brutalny. Miał przewagę zaskoczenia, narzędzie w ręku i plan. Susan mogła zginąć w pierwszych sekundach, zanim ktokolwiek usłyszałby krzyk. Ale przeżyła. Zrozumiała, iż jeżeli zacznie się cofać, da mu miejsce na kolejne uderzenia. Skróciła dystans i weszła z nim w bezpośrednią walkę.

Przez lata pracy na izbie przyjęć miała kontakt z agresywnymi, pobudzonymi i rannymi pacjentami. Przechodziła też szkolenia z samoobrony dla personelu medycznego. Wiedziała, iż w takiej sytuacji nie można czekać na litość napastnika. Haffey nie przyszedł ją nastraszyć. Był w jej domu po to, żeby ją zabić.

To nie była szybka szarpanina zakończona jednym ruchem. Walka trwała około 14 minut. Susan krwawiła, była uderzana, przewracana, ale cały czas walczyła. Wyrwała Haffeyowi młotek i uderzyła go nim kilka razy. On odzyskał narzędzie, znowu ją zaatakował, rozbił jej twarz i próbował przejąć kontrolę.

Walka przeniosła się z sypialni na korytarz. Susan gryzła napastnika, uderzała go i próbowała zrobić wszystko, żeby przeżyć. Jednocześnie myślała jak osoba, która od lat pracowała przy ofiarach przemocy. Próbowała sięgać do jego kieszeni i zdobyć coś, co pozwoliłoby później ustalić, kim był, gdyby ona sama nie przeżyła. To był jeden z najbardziej niezwykłych elementów tej sprawy: walcząc o życie, myślała też o dowodach.


"Powiedz, kto cię przysłał"

W pewnym momencie Haffey powiedział jej, iż jest silna. To zdanie miało dla Susan ogromne znaczenie. Skoro to zauważył, musiał wiedzieć, iż nie jest przypadkową „przeszkodą” podczas włamania. Walczył z nią jak człowiek, który ma konkretny cel. Susan zaczęła krzyczeć, żeby powiedział, kto go przysłał.

Haffey milczał. Nie wyjaśniał, czego chce, nie próbował negocjować, nie rzucał przypadkowych gróźb. Susan zrozumiała, iż ten człowiek nie ucieknie tylko dlatego, iż ona stawia opór. On miał zadanie. A jej jedyną szansą było doprowadzić walkę do końca, zanim on zdoła sięgnąć po młotek i zadać kolejny cios.

W końcu Susan znalazła się nad Haffeyem i założyła mu chwyt na szyję. Trzymała go, bo wiedziała, iż jeżeli puści za wcześnie, może już nie dostać drugiej szansy. On próbował się uwolnić, ale słabł. Susan trzymała dalej, dopóki nie przestał być zagrożeniem.

Kiedy napastnik przestał się ruszać, Susan zabrała młotek i uciekła do sąsiadów. Była zakrwawiona, pobita i w szoku, ale żyła. Sąsiedzi zadzwonili pod numer alarmowy. W domu Susan policjanci znaleźli martwego Edwarda Haffeya. Człowiek, który miał ją zabić, zginął podczas ataku, który sam rozpoczął.

To nie wyglądało na zwykłe włamanie

Policja bardzo gwałtownie zaczęła rozumieć, iż sprawa nie jest zwykłym napadem. Haffey miał przy sobie dokumenty, więc ustalenie jego tożsamości nie było trudne. Ważniejsze było pytanie, jak dostał się do domu Susan i dlaczego czekał akurat w jej sypialni.

Później w domu znaleziono plecak, który nie należał do Susan. W środku były między innymi rzeczy Haffeya, gotówka, leki, notatnik, dokumenty i informacje prowadzące do Michaela Kuhnhausena. W notatniku znajdował się zapis "Call Mike", a w kopercie nowy numer telefonu Michaela. Dla śledczych był to jeden z pierwszych mocnych sygnałów, iż napastnik i mąż Susan nie byli dla siebie obcymi ludźmi.

Okazało się, iż Edward Haffey znał Michaela Kuhnhausena. Michael zatrudniał go wcześniej do sprzątania w miejscu, w którym pracował. Haffey miał za sobą poważną kryminalną przeszłość. W latach 90. był skazany w sprawie związanej ze zleceniem zabójstwa swojej byłej partnerki. Po wyjściu z więzienia trafił do Portland i potrzebował pracy. Michael był jednym z ludzi, którzy mu ją dali.

To powiązanie zmieniało wszystko. Nie było już mowy o anonimowym włamywaczu, który przypadkiem znalazł się w domu Susan. Haffey znał jej męża, miał przy sobie informacje od niego, a w domu nie było śladów włamania. Ktoś musiał umożliwić mu wejście albo przekazać mu dane potrzebne do dostania się do środka.

Motyw był prosty: pieniądze i kontrola

Śledczy zaczęli sprawdzać sytuację Michaela. Z relacji i dokumentów wynikało, iż małżeństwo się rozpadało, a Susan coraz bardziej odcinała się od męża. Dom w Portland był wart około 300 tysięcy dolarów. Michael miał problemy finansowe, stracił pracę i mógł widzieć w śmierci żony sposób na odzyskanie kontroli oraz dostęp do majątku.

W tle pojawiła się też polisa na życie. Susan zmieniła beneficjenta i wskazała swojego brata, a Michael miał o tym wiedzieć. To oznaczało, iż pieniądze z polisy nie trafiłyby do niego. Dom stawał się więc jeszcze ważniejszy. Według ustaleń śledczych, Michael miał zaoferować Haffeyowi 50 tysięcy dolarów za zabicie Susan.

Po ataku Michael zachowywał się jak człowiek, który wie, iż plan się nie powiódł. Zostawił list sugerujący, iż nie ma już po co żyć. Policja zatrzymała go 13 września 2006 roku, tydzień po ataku. Początkowo zaprzeczał, iż ma z Haffeyem coś wspólnego. Potem jego wersje zaczęły się zmieniać.

Dowody układały się jednak w coraz bardziej konkretny obraz. Notatka zostawiona Susan przed atakiem, wyjazd na wybrzeże, brak śladów włamania, znajomość Michaela z Haffeyem, wpis "Call Mike" i numer telefonu w rzeczach napastnika - wszystko prowadziło śledczych do tego samego wniosku. To nie był napad. To miało być zabójstwo na zlecenie.

Przyznał się przed sądem

W sierpniu 2007 roku Michael Kuhnhausen przyznał się do namawiania do kwalifikowanego zabójstwa. Został skazany na 10 lat więzienia. Dla wielu osób ta kara brzmiała niewspółmiernie do tego, co zaplanował. Według ustaleń śledczych chciał, żeby jego żona została zabita we własnym domu, a winny miał być anonimowy włamywacz.

Susan przeżyła tylko dlatego, iż walczyła. Gdyby straciła przytomność, gdyby nie zdołała wyrwać młotka, gdyby puściła Haffeya za wcześnie, historia mogłaby zostać opisana zupełnie inaczej. Michael mógłby występować jako zrozpaczony mąż kobiety zabitej podczas napadu. Tego wieczoru wszystko zależało od tego, czy Susan wytrzyma kilka kolejnych sekund.

Susan nie zatrzymała się na procesie karnym. Wytoczyła Michaelowi sprawę cywilną i wygrała ponad milion dolarów. Zasądzono odszkodowanie za straty ekonomiczne i krzywdę, której doznała. Sama podkreślała, iż nie chodziło jej o realne odzyskanie pieniędzy od człowieka siedzącego w więzieniu.

Chodziło o zabezpieczenie przyszłości. Chciała, żeby Michael nie miał już środków, które mógłby wykorzystać do skrzywdzenia jej ponownie albo do wynajęcia kogokolwiek przeciwko niej. Po tym, co przeżyła, nie myślała już kategoriami zwykłego rozwodu. Myślała kategoriami przetrwania.

Czekała na jego wyjście

Michael miał wyjść z więzienia we wrześniu 2014 roku. Susan przygotowywała się na ten moment przez lata. Przeprowadziła się, zmieniła codzienne nawyki, uczyła się żyć z tym, iż człowiek, który kiedyś był jej mężem, może wrócić na wolność. Ćwiczyła strzelanie, planowała środki bezpieczeństwa i nie zamierzała dać się zaskoczyć po raz drugi.

Do zwolnienia jednak nie doszło. W czerwcu 2014 roku Michael Kuhnhausen zmarł w więzieniu na raka, 92 dni przed planowanym wyjściem. Dla Susan oznaczało to koniec jednego rodzaju strachu, ale nie koniec konsekwencji tamtej nocy. Trauma nie znika dlatego, iż sprawca umiera.

Po ataku Susan zaczęła używać nazwiska Walters. Z czasem zaangażowała się w działania na rzecz osób pokrzywdzonych przestępstwami. Współpracowała między innymi przy tworzeniu narzędzi i systemów wsparcia dla ofiar w Multnomah County. Mówiła publicznie o tym, jak trudno poruszać się w systemie po traumie, jak ważne są informacje o sprawcy i jak bardzo ofiara potrzebuje realnego planu bezpieczeństwa.

Nie chciała być sprowadzana do prostej etykiety "bohaterki". To nie była dla niej filmowa scena, w której dobro efektownie pokonuje zło. To była noc, podczas której została pobita we własnym domu i musiała doprowadzić do śmierci napastnika, żeby przeżyć. choćby jeżeli uratowała sama siebie, musiała potem żyć z pamięcią każdego szczegółu.

Kinga Gieraga


Źródła:

https://vocal.media/criminal/how-suzan-kuhnhausen-survived-the-unthinkable

https://morbidology.com/susan-kuhnhausen-killed-the-hitman-sent-to-kill-her/

https://allthatsinteresting.com/susan-kuhnhausen

Idź do oryginalnego materiału