Przeciwnicy lewicy wiecznie pomstują na to, iż jedyne, czym ta chce się zajmować, to aborcja i jakaś wydumana mizoginia. A gdzie prawa mężczyzn? Ekonomia? Obronność i bezpieczeństwo? Dokładnie tam, gdzie ma je ponoć tak rzeczowa, konkretna i bliska potrzebom Polaków – zwłaszcza płci męskiej – Konfederacja, która sama rozpaliła dyskusję na temat praw kobiet i płacze, iż nie to miała na myśli.
Wiadomość do konfederatów i ich zwolenników: będziemy się tym zajmować, dopóki wy będziecie gwałcić bądź stwarzać idealne warunki do gwałtów na kobietach, by następnie je torturować, zmuszając do rodzenia.
Komu wolno wychodzić po zmroku?
Niczym innym, jak przyzwoleniem na przemoc wobec kobiet, jest publiczne mówienie, iż gwałt jest „nieprzyjemnością”, co do której ewentualnego skutku w postaci ciąży dogadać się powinni mężczyźni, zrzucanie całej odpowiedzialności na migrantów ściąganych przez lewicowych polityków do Europy (Mentzen), twierdzenie, iż płód (a nie na przykład kobieta) to jedyna niewinna ofiara napaści seksualnej (Urbaniak), iż mąż stanowi gwarancję bezpieczeństwa żony i obroni ją przed gwałtem (Mulawa), a przerywanie ciąży będącej wynikiem zgwałcenia to niezasługujący na uwagę margines (Bryłka).
Czuję cudzowstyd, gdy słyszę, jak dorośli ludzie na wysokich stanowiskach powtarzają tak bzdurne i skompromitowane stereotypy na temat gwałtów i lekceważą ich konsekwencje. Jednocześnie dziękuję, panie Mentzen, iż znów wywołał pan – wraz z broniącymi pańskich wypowiedzi kolegami i koleżankami z partii – feministki, badaczki, dziennikarki, aktywistki, a choćby policjantki do tablicy. Dzięki temu możemy przypomnieć społeczeństwu, na czym polega kultura gwałtu i skąd się bierze. Między innymi z błędnych przekonań i braku wiedzy. Wiedzy, do której skrajna prawica uparcie broni dostępu, bajdurząc coś o lekcjach masturbacji dla dzieci.
Może nam się wydawać, iż po tylu tragicznych i głośnych wydarzeniach – jak nie tak dawne zgwałcenie i zamordowanie Lizy w Warszawie – oraz niezliczonych dyskusjach na ten temat wszystko zostało już powiedziane. A jednak rojenia konfederatów padają również na żyzny grunt. Przykładowo wyborczyni Mentzena, influencerka z 23 tys. obserwujących na Instagramie, broni jego wypowiedzi o zakazie aborcji w przypadku gwałtu, argumentując, iż „nie planuje być zgwałcona, nie chodzi nigdzie sama, zawsze odbiera ją mąż”, a z doświadczenia wie, iż pigułki gwałtu znajdowały w drinkach „mało inteligentne kobitki”. Poza tym „są ważniejsze sprawy, niż gwałt”.
U innych sympatyczek Mentzena wyczytałam, iż po jego wygranej w wyborach prezydenckich aborcja z jakiejkolwiek przesłanki przestanie być problemem, bo skończy się rozdawnictwo i zostaną obniżone podatki, więc Polki będzie stać na zabieg za granicą albo tabletki. Wszystkie zostaniemy przedsiębiorczyniami lub utrzymankami i kupimy sobie, co tylko będziemy chciały, od edukacji po zdrowie reprodukcyjne. Gorzej, jeżeli się okaże, iż kasy starczy tylko dla wybranych, a kobiety zamknięte w domach przez pilnujących ich mężczyzn będą mogły zrobić tyle, na ile ci im pozwolą.
Z konfiarskiego przekazu wynika, iż sprawcą przemocy jest zwykle obcokrajowiec, który nocą czai się w krzakach, czekając na jakąś Polkę, która sama wystawia się na niebezpieczeństwo, wychodząc z domu po dobranocce i bez opieki swojego partnera. A jak nie ma partnera? Cóż, to również jej wina.
Co z tego, iż wedle statystyk większość sprawców przemocy to osoby znane ofiarom, a najczęściej partnerzy lub byli partnerzy? Lepiej, by wszystko, co złe, zostało w rodzinie i za zamkniętymi drzwiami, w czym pomaga podtrzymywanie stereotypu, iż gwałtu można uniknąć, wychodząc z domu tylko wtedy, kiedy jest jasno, i w ubraniach, które „nie prowokują”, a jeżeli nocą, to tylko z męskim opiekunem.
Po co Mentzenowi inba o aborcję?
Musimy w kółko powtarzać to, co dla nas oczywiste, bo oni – skrajni prawicowcy i fundamentaliści religijni – nie ustają w głoszeniu ciągle tych samych bredni, próbując uniknąć konsekwencji, słuszne wzburzenie sprzedając swoim zwolennikom jako dowód na odklejenie „lewactwa” od „prawdziwych problemów”, i strojąc się w piórka nieszkodliwych, do bólu racjonalnych fajnopolaków.
Mentzen, zamiast odpowiadać na pytania dziennikarzy i obywateli o swój program wyborczy, ucieka na hulajnodze, w wywiadach mówi wyuczonymi na pamięć formułkami i często nie na temat, a potem wrzuca do debaty publicznej coś, co odwraca uwagę od jego nieporadności, próbując ograć to tak, by nie wyszło, iż to on oraz jego poplecznicy mają obsesję na punkcie przemocy wobec kobiet i iż zależy im na jej trwaniu.
Po co cool „wolnościowiec” z TikToka uruchamia niepopularny artykuł „zakażmy aborcji jeszcze bardziej” akurat podczas kampanii wyborczej? Polacy nie chcą zakazu przerywania ciąży dla zgwałconych Polek. Pokazują to kolejne badania opinii publicznej, jak to przeprowadzone przez More in Commons. Wynika z niego, iż nasi rodacy i rodaczki „nie podchodzą do kwestii aborcji przez pryzmat politycznego czy ideologicznego sporu, ale traktują aborcję jako coś bardzo indywidualnego i osobistego, a ich postawy cechuje empatia i troska”. Sprzeciwiają się wsadzaniu do więzień osób, które po doświadczeniu traumy – a nie „nieprzyjemności – nie chcą kontynuować będącej jej efektem ciąży.
Może Metzen próbuje odwrócić uwagę od faktu, iż „zwykłym Polakom” ma kilka do zaoferowania. Może po prostu nienawidzi kobiet oraz mężczyzn, których uważa za słabszych od siebie – bo przecież ofiarami gwałtów są także oni. Dzięki kandydatowi Konfederacji i jemu podobnym wciąż nie będą tego zgłaszać, widząc, z jakimi reakcjami spotykają się kobiety. Nie będą się też uczyć, jak budować zdrowe relacje z partnerkami i radzić sobie z mitami na temat męskości, krzywdzącymi również ich samych.
A gdy kurz medialnego wzburzenia nieco opadnie, będzie można wrócić do „dojeżdżania” feministek pytaniami o to, czemu nie mówią o przemocy wobec mężczyzn i innych doświadczanych przez nich krzywdach, zrzucając na nie całą odpowiedzialność za „wojnę płci”.
Konfederacja nie chce choćby rozmawiać o wolności – chce ją reglamentować. Nie ma w tym ani odrobiny troski o dobro społeczne. Jest za to lęk przed kobietami, które myślą, decydują i nie dają się zastraszyć. Dlatego będziemy mówić. Będziemy przypominać. Będziemy się wtrącać – za każdym razem, gdy ktoś spróbuje zepchnąć nas do roli tła w opowieści, której to my jesteśmy głównymi bohaterkami.