Makabra na Podkarpaciu. Trup w piecu, kości w ulu. Śmierć 66‑latki i trzeci proces przed Sądem w Rzeszowie.

2 godzin temu

We wtorek 17 lutego 2026 r. przed Sądem Apelacyjnym w Rzeszowie rozpoczął się trzeci już proces odwoławczy w sprawie śmierci 66‑letniej Jadwigi K. oraz poćwiartowania i spalenia części jej ciała na terenie posesji w Zdziechowicach Drugich w powiecie stalowowolskim. Rozprawa, podobnie jak poprzednie, toczy się przy drzwiach zamkniętych – sąd wyłączył jawność, uznając, iż prezentowane treści mogą obrażać dobre obyczaje, a ponadto wymagają ochrony ważnego interesu prywatnego rodziny zmarłej. Po około godzinie od wywołania sprawy sąd, powołując się na zawiłość postępowania, zdecydował o odroczeniu ogłoszenia wyroku do 3 marca 2026 r., na godz. 9.20, również w sali numer 213.

Roman S. i Piotr K. na ławie oskarżonych

Na ławie oskarżonych – choć sam oskarżony nie stawił się we wtorek w sądzie – formalnie zasiada 38‑letni dziś Roman S. Prokuratura zarzuca mu, iż 10 stycznia 2021 r. w Zdziechowicach Drugich, stosując przemoc wobec Jadwigi K. w postaci szarpania, bicia rękami po ciele i wielokrotnego uderzania nieustalonym tępokrawędzistym narzędziem, spowodował u niej ciężki uszczerbek na zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu, w następstwie czego miało dojść do jej śmierci. Kolejny zarzut dotyczy znieważenia zwłok – rozkawałkowania ciała piłami i siekierami oraz spalenia części szczątków w domowym piecu centralnego ogrzewania. Trzeci obejmuje wcześniejsze pobicie z czerwca 2020 r., kiedy – według aktu oskarżenia – oskarżony miał wielokrotnie uderzać partnerkę po głowie, doprowadzając do jej upadku na twarde podłoże i krótkotrwałego rozstroju zdrowia.

Drugim oskarżonym w sprawie jest Piotr K. Śledczy zarzucili mu, iż w okresie od 17 do 20 stycznia 2021 r., mając od Romana S. wiarygodną wiadomość o zabójstwie Jadwigi K., a także o osobie sprawcy i miejscu ukrycia zwłok, nie zawiadomił niezwłocznie organów ścigania. Jego rola – milczącego świadka, który dopiero po kilku dniach przynosi do sklepu dramatyczne informacje – od początku wzbudza pytania o granice odpowiedzialności karnej za zaniechanie i o to, kiedy milczenie staje się współudziałem.

Libacja, przemoc i styczniowy chłód

Tłem wydarzeń, które na zawsze zmieniły obraz spokojnych Zdziechowic Drugich, była libacja alkoholowa w domu Romana S. i jego ojca Mariana. 10 stycznia 2021 r. przy stole zasiedli: Roman S., jego ojciec, 66‑letnia Jadwiga K. oraz Piotr K. Wszyscy mieli problem z nadużywaniem alkoholu, a relacja Romana S. i znacznie starszej partnerki od dawna była naznaczona przemocą. Z ustaleń sądu wynikało, iż oskarżony, będąc pod wpływem alkoholu lub środków odurzających, miewał wybuchy agresji, a awantury w tym domu nie należały do rzadkości.

Tego dnia doszło do kolejnego konfliktu – tym razem między ojcem a synem. Na miejsce wezwano policję, jednak po interwencji i sporządzeniu notatki funkcjonariusze odjechali, a Marian S., aby nie eskalować napięcia, opuścił dom. Pozostali uczestnicy postanowili kontynuować biesiadę. W pewnym momencie Piotr K. wyszedł na podwórko za potrzebą fizjologiczną. W tym czasie, według ustaleń śledztwa i sądu, skrajnie nietrzeźwa Jadwiga K. oddała mocz na łóżko. To miało rozsierdzić gospodarza.

Roman S. miał zacząć wyzywać partnerkę, szarpać ją i bić rękami po ciele, a następnie uderzać ją tępokrawędzistym, nieustalonym narzędziem – prokuratura wskazywała, iż mogła to być łopata – w okolice brzucha i pośladków. Kulminacyjnym momentem było wypchnięcie 66‑latki z domu na zewnątrz, gdy miała na sobie jedynie koszulę. Na dworze panowała temperatura w okolicach jednego stopnia Celsjusza. Przy upadku kobieta uderzyła głową o schody lub krawężnik z kostki brukowej.

Ostatnie kroki Jadwigi K.

Z relacji Piotra K. wynika, iż widział on, jak kobieta podnosi się, chwieje na nogach, kuca przy domu i płacze, zasłaniając twarz. Sąd I instancji w swoim uzasadnieniu wyraźnie akcentował, iż pozostawienie nietrzeźwej, lekko ubranej osoby w takich warunkach pogodowych stanowi realne narażenie jej na ciężki uszczerbek na zdrowiu, a choćby na utratę życia. Ten element – obok wcześniejszego pobicia – stał się fundamentem odpowiedzialności Romana S. za narażenie na niebezpieczeństwo.

Co działo się później, nie udało się już w pełni odtworzyć. Piotr K. miał widzieć jeszcze, jak Jadwiga K. kieruje się w stronę stodoły, nie zauważając u niej poważniejszych obrażeń twarzy. Sam wrócił do swojego domu. Roman S. utrzymuje natomiast, iż po jakimś czasie zabrał partnerkę z powrotem do środka. Kiedy zorientował się, iż kobieta nie żyje, miał wpaść w panikę i podjąć decyzję o pozbyciu się ciała – decyzję, która z moralnej i prawnej perspektywy na trwałe naznaczy tę sprawę.

Poćwiartowane ciało, popiół w ulu i kombajnie

Według ustaleń śledczych, oskarżony chwycił za piły i siekierę, poćwiartował ciało 66‑latki, a następnie część z niego spalił w domowym piecu centralnego ogrzewania. Do paleniska miała w pierwszej kolejności trafić głowa z włosami oraz inne najważniejsze organy, co w późniejszym etapie okazało się fatalne dla możliwości przeprowadzenia pełnej sekcji zwłok. Część popiołu z pieca, jak ustalono, nieświadomy niczego ojciec Romana S. rozsypał później na podwórzu.

Pozostałe fragmenty ciała i popiół oskarżony ukrył w różnych miejscach na posesji. Niespalone kości policjanci znaleźli m.in. w ulach stojących w ogrodzie. W kombajnie zbożowym w stodole natrafiono na zamrożone części ciała, które – jak przyjęto w śledztwie – miały czekać na spalenie. Przez kilka dni funkcjonariusze, biegli i technicy kryminalistyki przeczesywali dom, podwórko i zabudowania gospodarcze. Mimo ich pracy całego ciała Jadwigi K. nigdy nie udało się już skompletować.

Spóźnione zawiadomienie i rola Piotra K.

Prawda o tym, co wydarzyło się w Zdziechowicach Drugich, zaczęła wychodzić na jaw dopiero tydzień po feralnej libacji. Wówczas Piotr K. ponownie odwiedził Romana S. i zapytał, gdzie jest Jadwiga. W odpowiedzi miał usłyszeć, iż gospodarz ją zabił. Wystraszony, udał się do pobliskiego sklepu i poprosił właścicieli, aby zawiadomili policję. Sąd I instancji uznał, iż wcześniej nie miał on podstaw, by przypuszczać, iż kobiecie stało się coś złego, i uniewinnił go od zarzutu niepowiadomienia organów o przestępstwie.

Gdy dowody znikają w ogniu

Paradoks tej sprawy polega na tym, iż choć sąd szczegółowo opisał brutalne, a miejscami wręcz niewyobrażalne działania Romana S., biegli – z powodu zniszczenia kluczowych fragmentów ciała – nie byli w stanie jednoznacznie wskazać przyczyny śmierci 66‑latki. W ustnym uzasadnieniu wyroku Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu przyznał, iż są „podstawy, aby przypuszczać”, iż oskarżony mógł spowodować obrażenia skutkujące śmiercią Jadwigi K., a choćby iż zarzut zabójstwa byłby adekwatny. Podkreślił jednak, iż sąd nie może wyrokować na podstawie przypuszczeń, a jedynie na podstawie dowodów. Zgodnie z zasadą domniemania niewinności oraz regułą in dubio pro reo, wszelkie niedające się usunąć wątpliwości muszą zostać rozstrzygnięte na korzyść oskarżonego.

W konsekwencji 5 stycznia 2022 r. Sąd Okręgowy w Tarnobrzegu uznał, iż nie ma podstaw do przypisania Romanowi S. spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu ze skutkiem śmiertelnym ani zabójstwa. Za styczniowe wydarzenia zakwalifikował jego zachowanie jako spowodowanie lekkich obrażeń ciała oraz narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Do tego doliczono znieważenie zwłok poprzez poćwiartowanie i spalenie oraz wcześniejsze pobicie z czerwca 2020 r. Łącznie wymierzono mu karę pięciu lat pozbawienia wolności, z obowiązkiem odbywania jej w zakładzie karnym umożliwiającym leczenie odwykowe, oraz 13 tys. zł zadośćuczynienia dla osoby najbliższej zmarłej.

Prokuratura chce wyroku za zabójstwo, sądy mówią „za mało dowodów”

Prokuratura nie zgodziła się z takim rozstrzygnięciem. W apelacji Prokurator Okręgowy w Tarnobrzegu – co w praktyce procesowej zdarza się niezwykle rzadko – zmienił główny zarzut, domagając się uznania Romana S. za winnego zabójstwa z zamiarem ewentualnym i wymierzenia mu surowszej kary. Sąd Apelacyjny w Rzeszowie, orzekając po raz pierwszy, w marcu 2023 r. utrzymał jednak wyrok Sądu Okręgowego w mocy, wskazując, iż materiał dowodowy nie pozwala na przyjęcie, iż oskarżony spowodował śmierć partnerki.

Sprawa trafiła następnie do Sądu Najwyższego. Po kasacji prokuratora SN 8 maja 2024 r. uchylił wyrok apelacyjny i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania Sądowi Apelacyjnemu w Rzeszowie. Ten 10 lutego 2025 r. ponownie utrzymał tarnobrzeski wyrok. Prokurator złożył drugą kasację, a 23 października 2025 r. Sąd Najwyższy, powołując się m.in. na bezwzględne przyczyny odwoławcze, ponownie uchylił wyrok sądu odwoławczego i przekazał sprawę do trzeciego już rozpoznania przez Sąd Apelacyjny.

Podkarpacie czeka na odpowiedź

Dzisiejsza decyzja o odroczeniu ogłoszenia wyroku pokazuje, jak bardzo złożona jest to sprawa – zarówno w wymiarze dowodowym, jak i prawnym. Po dwóch kasacjach, trzech procesach odwoławczych i pięciu latach od tragicznych wydarzeń w Zdziechowicach Drugich przez cały czas otwarte pozostaje pytanie, czy kara pięciu lat więzienia za brutalne pobicie, narażenie na śmiertelne niebezpieczeństwo oraz skrajnie drastyczne znieważenie zwłok jest karą adekwatną, czy też sąd odwoławczy – uwzględniając zarzuty prokuratury i wskazania Sądu Najwyższego – zdecyduje się na zmianę dotychczasowego orzeczenia.

Na ostateczne rozstrzygnięcie czeka rodzina zmarłej, mieszkańcy Zdziechowic Drugich i całego regionu, a także prawnicy śledzący tę sprawę jako podręcznikowy przykład zderzenia brutalnej rzeczywistości z twardymi wymogami procesu karnego. Odpowiedź, gdzie w tej historii kończy się moralne przekonanie o winie, a zaczyna prawnie udowodniona odpowiedzialność, poznamy – przynajmniej na poziomie sądu apelacyjnego – 3 marca 2026 r.

Idź do oryginalnego materiału