Po narkotyki sięgają dziś dzieci. Wiek pierwszego sięgnięcia po substancje psychoaktywne wciąż się zmniejsza. 26 czerwca obchodzimy Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Narkomanii. O uzależnieniach i tym, jak ich uniknąć, rozmawiam z dr n. med. Erykiem Matuszkiewiczem, toksykologiem Szpitala im. F. Raszei w Poznaniu.
Marta Maj: Czy dziś obserwuje się wzrost liczby młodych ludzi trafiających na oddział po zażyciu narkotyków lub substancji psychoaktywnych?
Dr Eryk Matuszkiewicz: Jeżeli chodzi o liczby, to one się nie zwiększają. Patrząc na dane z lat 2020-2025, to dziś ta liczba jest mniej więcej taka sama, czyli to jest 20 proc. wszystkich przyjęć. Zatem 1/5 naszych pacjentów to są pacjenci typowo po użyciu narkotyków. W tej grupie są i te stymulujące, i odurzające, przy czym stymulujących jest zdecydowanie więcej, bo 80 proc., a 20 proc. jest odurzających.
M.M.: Czym się one różnią?
E.M.: To bardzo proste, bo to wyjaśnienie mamy już w samej nazwie. Substancje stymulujące mają działanie psychoaktywne, czyli pobudzające. Zwiększają napęd, działają euforycznie, powodują poczucie wzrostu energii, poczucie bliskości z otoczeniem, ze światem, wyostrzają zmysły. Działają więc psychoaktywnie, pobudzająco, stymulująco. Z kolei środki odurzające działają wręcz odwrotnie, depresyjnie, czyli spowalniająco, powodują senność, utrudniają kontakt czy powodują wręcz jego brak. W pierwszej fazie pacjenci czują się na tyle dobrze, odcięci od codziennych problemów, świata w takim powiedzmy półśnie, iż nadaje im to poczucie zadowolenia i pewnego komfortu, by dość gwałtownie przejść do drugiej fazy – głębokiego snu. Jednak większość przyjmowanych substancji jest pobudzających.
M.M.: Czy można dziś zaobserwować, iż po narkotyki sięgają coraz młodsze osoby?
E.M.: Mniej więcej od 2020 roku średnia wieku jest mniejsza. Wiek inicjacji narkotykowej czy alkoholowej, bo to też dotyczy alkoholu, niestety się zmniejsza. To są 13-, 14-latkowie. Ten trend się utrzymuje. W Poznaniu nieletni pacjenci są przyjmowani w szpitalu na ul. Wrzoska albo w Instytucie Pediatrii na ul. Szpitalnej.
M.M.: Jakie nowe niebezpieczne substancje, które jeszcze kilka lat temu nie były popularne wśród młodzieży, są dziś przedmiotem fascynacji?
E.M.: Na pewno mefedron, czyli syntetyczny związek psychoaktywny, o działaniu pobudzającym, wciąż cieszy się dużą popularnością. Oprócz niego często spotykamy także amfetaminę, która jest bardziej rozpowszechniona wśród osób w wieku około 20-30 lat i starszych. Co jakiś czas na rynku pojawiają się jednak nowe substancje. My często nie wiemy od razu, z czym mamy do czynienia, ponieważ nikt nie ujawnia ich składu, a dopóki nie dysponujemy odpowiednimi wzorcami, nie jesteśmy w stanie ich jednoznacznie zidentyfikować. Obserwujemy teraz też coraz więcej nowych syntetycznych substancji psychoaktywnych. One są produkowane laboratoryjnie i każda kolejna grupa zwykle działa silniej oraz dłużej niż poprzednie. To z kolei zwiększa ryzyko uszkodzeń mózgu. Właśnie siła i długość działania odróżniają je od substancji, które były stosowane jeszcze kilka lat temu.
M.M.: Istnieje w tej chwili trend, iż młodzi ludzie na platformach zakupowych wstawiają przypadkowe przedmioty, jakieś produkty, jak np. masło, by łatwo zakamuflować fakt, iż handlują narkotykami.
E.M.: Tak, w tym kontekście operuje się specyficznym językiem, slangiem i pewnymi kodami. Robi się to po to, żeby nie zostać wykrytym. W tej chwili większość sprzedaży odbywa się przez internet, różne komunikatory – kiedyś był to Telegram, nie wiem, czy on jeszcze funkcjonuje w tym samym zakresie, ale tam można było kupić wszystko. Teraz te platformy są też bardziej monitorowane, bo policja zdaje sobie sprawę, iż sprzedaż przenosi się do sieci. To nie jest tylko sprzedaż bezpośrednia – iż ktoś spotyka się z dilerem na imprezie i kupuje. Oczywiście takie sytuacje też się zdarzają, ale większość dziś odbywa się przez internet, czasem z wykorzystaniem paczkomatów czy różnych miejsc przekazania. I w tym wszystkim funkcjonuje taki specyficzny język, kod, którym posługują się osoby wtajemniczone – żeby wiedzieć, co, gdzie i jak zrobić, i żeby nie wpaść.
M.M.: A czy zdarza się, iż pacjenci nie wiedzą choćby co wzięli?
E.M.: Po pierwsze, o czym mówią raporty narkotykowe, wiadomo, iż narkotyki są zanieczyszczane, domieszkowane. Kupuje się jedną substancję, a okazuje się, iż w środku jest coś innego albo kilka różnych związków. I dlatego pacjenci często są zaskoczeni. Trafiają do nas, robimy badania i wychodzi, iż to była nie jedna substancja, tylko kilka. Oni mówią: „to niemożliwe, bo brałem tylko jedno”, a to można tłumaczyć właśnie tym, iż te substancje są mieszane, domieszkowane i sprzedawca nie zawsze od początku wie, co tam dokładnie jest. Zresztą oficjalne raporty agencji zajmujących się narkomanią i rozprzestrzenianiem się tych problemów też o tym mówią – iż to nie są substancje czyste, jednorodne. I druga rzecz – dealer nie jest aptekarzem, więc nigdy nie da gwarancji, co dokładnie sprzedaje. On oczywiście wie mniej więcej, co powinno być w środku, ale to też jest efekt syntezy chemicznej – pytanie, jak wydajny był proces, na ile ktoś zadbał o oczyszczenie tej substancji i tak dalej. A trzecia sprawa jest taka, iż to wszystko jest produkowane szybko, w bardzo podejrzanych warunkach, bez żadnego nadzoru sanitarnego. Widziałem zdjęcia z zabezpieczeń policji – to są naprawdę przypadkowe miejsca, jakieś szopy, wiaty, obiekty na uboczu. I to też nie jest przypadkowe, bo te chemikalia i półprodukty mają bardzo intensywne zapachy, więc chodzi o to, żeby nikt nie wyczuł, iż coś się tam produkuje. Dlatego to odbywa się w takich ukrytych, kompletnie niestandardowych warunkach i bez żadnych norm.
M.M.: Czasami słyszy się też o lekach dostępnych w aptece, a które mogą mieć działanie psychoaktywne.
E.M.: Tak, niektóre substancje już od dłuższego czasu były wykorzystywane w nieprawidłowy sposób, przerabiane, robione z tego różne rzeczy, choćby do wciągania. Ale rzeczywiście są też takie leki, które już od lat są znane. To jest na przykład syrop przeciwkaszlowy zawierający efedrynę czy pseudoefedryna, która jest jej pochodną, tylko zdecydowanie słabszą, bo jej cząsteczka została zmodyfikowana, żeby zmniejszyć działanie pobudzające. Ale powiedzmy, iż jakiś tam niepokój, kołatanie serca, bezsenność może powodować. I benzydamina, która jest lekiem przeciwzapalnym, w odpowiedniej dawce też może mieć adekwatności pobudzające, psychoaktywne. Tu warto też wymienić leki stosowane w ADHD, jak Medikinet czy pochodne metylfenidatu – to też są pochodne amfetaminy, więc przy nadużyciu można być pobudzonym, mieć zwiększony napęd.
M.M.: Na jakie zachowanie, zwłaszcza młodych osób, powinniśmy być szczególnie uważni, żeby wychwycić początki uzależnienia? I co powinniśmy zrobić?
E.M.: Obserwować przede wszystkim. Bo pojawia się zmiana zachowania. Na przykład większa senność po okresie pobudzenia – ktoś wraca po imprezie i śpi cały dzień. Do tego wzmożony apetyt, potem drażliwość, łatwe zdenerwowanie, taka labilność emocjonalna. To są takie najszybsze sygnały. W dłuższej perspektywie u uczniów pojawiają się też problemy z nauką, bo po prostu nie są w stanie się skupić, funkcjonować jak wcześniej. Dochodzą też zmiany otoczenia w sensie znajomych, stylu życia, ubierania się, potrzeba pieniędzy – jakieś tłumaczenia typu wycieczki, podręczniki, zbiórki na prezenty i tak dalej.
Oczywiście to może być sytuacja jednostkowa, bo takie rzeczy się zdarzają. Ale jeżeli się powtarzają, to już zapala się lampka ostrzegawcza. No i jeżeli ktoś znajduje jakieś fifki, lufki, proszki, susz – to też jest sygnał. Tylko z drugiej strony te wszystkie akcesoria są bardzo zakamuflowane i nie zawsze łatwo je rozpoznać.
M.M.: Jak na przykład?
E.M.: Fifka nie zawsze musi być fifką do marihuany – może wyglądać jak ozdobny przedmiot. Młynki do marihuany mogą przypominać na przykład piłeczki golfowe, ktoś kto nie wie, nie zorientuje się, iż to coś takiego. Podobnie długopisy mogą być przerobione na fifki, wagi do narkotyków mogą być ukryte, czasem choćby wyglądają jak stary telefon z przyciskami. Czyli to wszystko bywa mocno zakamuflowane i nie zawsze rodzic się zorientuje, iż to wcale nie jest coś niewinnego. Dlatego trzeba uważnie obserwować, co się dzieje i jak zachowuje się dana osoba, a potem łączyć te wszystkie elementy. I reagować od razu, bo im wcześniej, tym lepiej. Odkładanie decyzji, tłumaczenie sobie, iż nic się nie dzieje, nie pomaga. Często używanie narkotyków wynika z ciekawości albo z naiwności.
M.M.: Czy istnieje jakiś mit o narkotykach, który szkodzi ludziom, bo w niego uwierzyli?
„Jeden raz nie zaszkodzi”. o ile używamy tych syntetyków, które są bardzo silnie działające, to jeden raz rzeczywiście może zaszkodzić, zwłaszcza jeżeli ktoś ma jakąś swoją podatność. Może dojść do rozstroju przede wszystkim zdrowia psychicznego. Bo my widzimy te wszystkie powikłania somatyczne – wysokie ciśnienie, pobudzenie – i to jesteśmy w stanie opanować, mija dzień, dwa i jest poprawa. Natomiast to, co dzieje się w układzie nerwowym, w „centrum dowodzenia”, szczególnie u młodych osób, to może się potem długo rozregulowywać. I jeden raz może naprawdę wszystko wywrócić do góry nogami. Takie przypadki się zdarzają, nie są częste, ale były. Z drugiej strony jest też ten argument, iż marihuana jest naturalna, więc jest zdrowa i mało szkodliwa. Albo porównania do alkoholu – iż alkohol też powoduje agresję, pobudzenie, problemy. Tylko iż alkohol jest lepiej przebadany, bo jest legalny, a o marihuanie wiemy zdecydowanie mniej. I nie da się tego tak prosto porównywać. Młodzież często używa tego argumentu w kontekście legalizacji. To, co syntetyczne, może szkodzić bardzo mocno, ale też to, co naturalne, nie jest obojętne. A jeżeli ktoś ma podatność i jeszcze środowisko sprzyjające, to naprawdę łatwo „popłynąć”
M.M.: Dziękuję za rozmowę.
fot. Marcin Melanowicz
3 godzin temu











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·