Konflikt rozpoczął się w grudniu 2023 roku, kiedy Joanna Bartnik opublikowała na swoim profilu w mediach społecznościowych informację o rzekomym incydencie w urzędzie miejskim. Według jej relacji, pracownicy mieli podrzeć dokumenty przyniesione przez jedną z interesantek. Tezy te oskarżona podtrzymała później w artykule prasowym, sugerując dodatkowo, iż petentka – osoba korzystająca ze wsparcia ośrodka pomocy społecznej – mogła być zastraszana problemami z uzyskaniem zasiłku, pod którym podpisuje się
burmistrz.Fiasko mediacji i sądowa bataliaUrząd Miejski w Siedliszczu od początku odpierał te zarzuty, publikując zdjęcia zanonimizowanych, nienaruszonych dokumentów, które rzekomo miały zostać zniszczone. Mimo wezwań do sprostowania, Joanna Bartnik nie wycofała swoich słów. Próby polubownego zakończenia sporu również zakończyły się niepowodzeniem – oskarżona nie wyraziła zgody na ugodę podczas posiedzenia pojednawczego i nie podjęła kontaktu z wyznaczonym mediatorem.W pierwszej instancji sąd uniewinnił Joannę Bartnik, jednak Sąd Okręgowy w Lublinie uchylił to orzeczenie, wytykając „tak duże błędy przy procedowaniu”, iż sprawa musiała zostać rozpoznana
ponownie.Granica między opinią a kłamstwem jest cienkaPodczas ponownego procesu sąd nie miał wątpliwości, iż doszło do zniesławienia (art. 212 Kodeksu Karnego). W uzasadnieniu kładziono duży nacisk na rozróżnienie między wolnością wypowiedzi, a podawaniem nieprawdziwych informacji. Sąd podkreślił, iż o ile polityk musi liczyć się z bolesną krytyką, o tyle nie można rozciągać ochrony prawnej na „podawanie informacji, które w oczywisty sposób są nieprawdziwe”.Dodatkowo sąd zauważył polityczne tło sprawy, wiążąc działania Joanny Bartnik z ówczesną kampanią wyborczą oraz jej rolą w lokalnych strukturach jednej z partii
politycznych.Dotkliwa grzywna i jawność procesuWyrok przewiduje dla oskarżonej znaczną grzywnę w wysokości 8000 zł (200 stawek dziennych po 40 zł każda). Sąd zdecydował również, iż ze względu na charakter sprawy, treść wyroku powinna zostać podana do publicznej wiadomości po jego uprawomocnieniu – poprzez wywieszenie na tablicy ogłoszeń Urzędu Miejskiego w Siedliszczu. Dokument ma tam pozostać przez miesiąc. Zasądzono również opłatę na rzecz Skarbu Państwa w wysokości 800 zł.Co istotne, choć sprawy o zniesławienie z urzędu toczą się za zamkniętymi drzwiami, burmistrz Zonik złożył wniosek o jawność postępowania. Decyzja ta miała na celu ucięcie spekulacji o rzekomym „ukrywaniu” sprawy i zapewnienie pełnej transparentności
procesu.Wyrok jest nieprawomocny. Joanna Bartnik ma prawo do złożenia apelacji, czego – według przewidywań strony przeciwnej – należy się spodziewać.W rozmowie z nami burmistrz Hieronim Zonik podkreślił, iż po narzędzia wymiaru sprawiedliwości musiał sięgnąć w swojej długiej, bo 35-letniej, samorządowej karierze po raz pierwszy. - Tutaj nie chodzi o moje dobre imię. Chodzi o cały nasz samorząd. Zarzucono urzędnikom, iż zniszczyli dokumenty. Nie mogłem tego odpuścić. Poza tym prawo nie pozwala mi na to, aby wiedzieć, komu i w jaki sposób się pomaga. Pomaga się w ciszy – uważa włodarz gminy Siedliszcze.O dodatkowy komentarz poprosiliśmy również Joannę Bartnik. - W mojej ocenie sprawa nie ma finału, a orzeczenie nie jest prawomocne. Na tym etapie nie będę komentować sprawy, która jest w toku, gdyż przysługuje mi apelacja – przekazała nam. Czytaj także:Gm. Rejowiec Fabryczny. Zaczynają się problemy z inwestycjami. Namieszała wojna na Bliskim WschodzieGm. Rejowiec Fabryczny. Powstanie kopalni nieuniknione? Mieszkańcy Gołębia i Liszna chwytają się ostatnich desek ratunkuGm. Siedliszcze. Mają już 130 tys. zł na kulturę. Chcą zabiegać o kolejne ś
rodki.Rejowiec Fabryczny. Podróżni czekają na odpowiednie standardy. Wstawił się za nimi radny