„Fałszywy ambasador” przemówił w sądzie. „Game Over”, miliony zniknęły, a jedna z ofiar odebrała sobie życie

7 godzin temu

Przez półtorej godziny Filip S. odpierał zarzuty prokuratury i – jak zapowiedział sąd – to dopiero początek jego wyjaśnień. Kolejne mają potrwać co najmniej trzy godziny. Oskarżony wcześniej konsekwentnie milczał.

Proces dotyczy gigantycznego oszustwa na ponad 4 miliony złotych. Według śledczych Filip S. miał przekonywać znajomych, przedsiębiorców, a choćby przyjaciół, iż zostanie ambasadorem RP w Afryce i otworzy przed nimi drzwi do ogromnych interesów w Sudanie, Erytrei czy na rynku złota i pomarańczy.

„To była życiowa szansa”

W sądzie Filip S. szczegółowo opowiadał o swoich kontaktach w Sudanie i biznesowych planach po zniesieniu amerykańskiego embarga. Twierdził, iż naprawdę wierzył w sukces inwestycji i dlatego namawiał innych do wpłacania pieniędzy.

Według niego wszystko runęło po zmianach politycznych w Sudanie w 2019 roku. Władzę mieli stracić ludzie, z którymi planował robić interesy.

Oskarżony mówił też o anonimach, telefonach w środku nocy i presji ze strony wierzycieli. Do sądu miał choćby trafić anonimowy list zatytułowany „Game Over”.

Filip S. utrzymuje, iż jest niewinny.

Prokurator: „Cyniczny i bezwzględny”

Prokuratura nie ma jednak wątpliwości. Śledczy twierdzą, iż cały mechanizm był od początku dokładnie zaplanowany.

– To było swoiste know-how oskarżonego, jak gwałtownie zdobywać duże pieniądze. Działał świadomie i z premedytacją – mówił prokurator Łukasz Trepiński.

Według śledczych Filip S. wykorzystywał znajomości, zdjęcia z politykami i wizerunek człowieka sukcesu, by wzbudzać zaufanie. Miał obracać się w środowisku znanych nazwisk, pojawiać się na wydarzeniach publicznych i budować wokół siebie aurę wpływowego dyplomaty oraz eksperta od Afryki.

Na liście osób, które pożyczały mu pieniądze, mieli znaleźć się także znani politycy.

Tragiczny finał jednej z historii

Najbardziej dramatyczny wątek procesu dotyczy jednego z pokrzywdzonych przedsiębiorców spod Poznania. Mężczyzna uwierzył w obietnicę wielkiego kontraktu w Afryce i przekazywał Filipowi S. kolejne pieniądze.

Gdy nie odzyskał środków, popadł w ogromne długi. Według zeznań jego żony stres i poczucie bezradności były tak wielkie, iż mężczyzna odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg. Osierocił troje dzieci.

– Mój mąż tego ciężaru nie wytrzymał – mówiła przed sądem wdowa.

Prokuratura chce 7 lat więzienia. Pokrzywdzeni żądają więcej

Prokurator zażądał dla Filipa S. siedmiu lat bezwzględnego więzienia. Pełnomocnik części pokrzywdzonych domaga się jeszcze wyższej kary – 10 lat pozbawienia wolności, wysokiej grzywny i obowiązku naprawienia szkody.

Śledczym do dziś nie udało się ustalić, co stało się z milionami złotych, które miały zostać zainwestowane w Afryce. Sam Filip S. ogłosił upadłość konsumencką.

Idź do oryginalnego materiału