Fajbusiewicz: Zabójstwo właścicielki sklepu

2 godzin temu

W tym niewielkim miasteczku położonym kilkanaście kilometrów od Krakowa Kościuszko ogłosił odezwę po Racławicach. Jednak wróćmy do roku 2001. Choć adekwatnie trzeba cofnąć się jeszcze dalej – do 1946 roku. Wtedy powstał sklep chemiczno-drogeryjny pani Arlety Zygi, później rozszerzony o AGD. To właśnie tam 25 lat temu doszło do tragedii. Sklep – i jego właścicielkę Amelię Zygę, córkę założycielki – znali wszyscy. Mieścił się w starej kamienicy przy rynku i wytrzymał konkurencję dużych sklepów, które pojawiły się po przemianach 1989 roku.

Amelia, 60-letnia stara panna, od śmierci matki mieszkała sama nad sklepem. Uważano ją za osobę majętną, choć sama o pieniądzach nie mówiła – „Czasy są niewesołe” – powtarzała. Ubierała się skromnie, żyła spokojnie. Nie miała wrogów, nie szukała towarzystwa, rzadko odwiedzała rodzinę, choć mieszkała blisko. Codziennie rano chodziła do kościoła, a sklep otwierała między 7.00 a 8.00. Pracowała sama, sama zamawiała towar. Gdy chorowała – sklep był zamknięty.

Tak wyglądała jej codzienność. I właśnie ta codzienność została brutalnie przerwana.

Niestety – ziściły się jej prorocze słowa. 13 marca 2001 roku o 7.45 jeden z mieszkańców widział, jak Amelia otwiera sklep. Chwilę później rozmawiały z nią dwie kobiety: znajoma o 8.00, druga o 8.10. O 8.20 kolejny świadek zauważył, iż drzwi są tylko przymknięte.

Pierwsi klienci przyszli dopiero około 9.30. Zajrzeli do środka, zawołali ją po imieniu – jak zwykle, bo Amelia często była na zapleczu, które pełniło rolę kuchni, albo w swoim mieszkaniu. Wołali coraz głośniej, zwracając uwagę przechodniów. Gdy nikt nie odpowiadał, poszli do właściciela sklepu obok, który znał rodzinę Amelii i natychmiast ją powiadomił.

Jeden z krewnych, mieszkający dosłownie przez ścianę, pojawił się po chwili. W sklepie nikogo nie było, ale na zapleczu znalazł Amelię leżącą na podłodze – z zakneblowanymi ustami i skrępowaną taśmą do kartonów. Nie dawała oznak życia. O 9.50 wezwano pogotowie i policję. Lekarz stwierdził zgon. Sekcja wykazała, iż Amelia została uduszona.

Śledczy wstępnie przyjęli, iż sprawców było dwóch i pojawili się w sklepie około 8.15 – 8.30. Zamknęli drzwi, rzucili się na Amelię, obezwładnili ją, zakleili jej usta taśmą i skrępowali ręce oraz nogi. Położyli ją na podłodze i zaczęli przeszukiwać sklep, robiąc też spory kipisz w mieszkaniu. Najpewniej nie zdawali sobie sprawy, iż kobieta dusi się i umiera.

Co dokładnie ukradli – tego nie ustalono. Na podstawie zeznań rodziny odtworzono jedynie wygląd zaginionej biżuterii. Z kasy zniknęła niewielka suma. Ze sklepu bandyci odeszli pieszo, prawdopodobnie kierując się do samochodu stojącego w bocznej ulicy. Policja dotarła też do kolejnych świadków, którzy pomogli odtworzyć wydarzenia sprzed zabójstwa.

Rankiem 14 marca około 4.00 sąsiad wyjeżdżający po towar widział, iż sklep jest zamknięty. O 6.20 rodzina denatki przejeżdżała przez plac targowy – krata przez cały czas była spuszczona. Dzień przed zbrodnią w Słomnikach zauważono dwóch mężczyzn o ciemnej karnacji: jednego około czterdziestki, z zarostem, drugiego młodszego, trzydziestolatka. Nie udało się jednak stworzyć ich portretów pamięciowych.

Początkowo sprawą zajmowała się Prokuratura Rejonowa Kraków Śródmieście i Komenda Powiatowa Policji. Mijały jednak miesiące, a sprawcy pozostawali nieuchwytni. Dopiero po ośmiu miesiącach, gdy sprawa trafiła do programu „997”, przejęła ją Małopolska Prokuratura Okręgowa – Wydział Przestępczości Zorganizowanej oraz Wydział Dochodzeniowo- -Śledczy KWP w Krakowie.

Śledczy uznali, iż zabójstwa musieli dokonać przestępcy mający już doświadczenie w napadach i włamaniach. Trop okazał się trafny. Kilka miesięcy później dotarli do pierwszego z nich – urodzonego w 1971 roku Roberta Z., który od niedawna siedział za włamania. Dzięki pracy operacyjnej i informatorowi więziennemu ustalono też drugiego sprawcę: urodzonego w 1969 roku Wojciecha Sz. Według nieoficjalnych informacji policji znaleziono u niego część biżuterii należącej do Amelii.

Robert Z. został skazany w czerwcu 2004 roku przez Sąd Okręgowy w Krakowie na 12 lat więzienia. Jego wspólnik – ponad rok później – na osiem i pół roku. W tekście zmieniono personalia ofiary i jej rodziny.

Idź do oryginalnego materiału