FAJBUSIEWICZ: Tajemnicze zniknięcie matki z dzieckiem

5 godzin temu

Przez te wszystkie lata widziałem, jak trudne i niejednoznaczne potrafią być zaginięcia: część z nich to ucieczki, część to porwania, a część – choć w statystykach figurują inaczej – to najprawdopodobniej zbrodnie bez odnalezionych ciał.

Przytaczałem wiele niewyjaśnionych zniknięć dzieci. Najstarsza sprawa, którą prezentowałem w telewizji, sięgała 1975 r. – w Poznaniu zaginęła 9-letnia Beata Radke. W 1985 r. w biały dzień zniknęła 5-letnia Anna Sapiela, bawiąc się przed domem. W 1987 r. w Boguszycach-Gorcach przepadła 3-letnia Monika Jurczyk. Głośna była też sprawa 11-letniej Ani Janowskiej z Łodzi, którą rodzice wysłali do pobliskiej apteki po lek. W 1995 r. w Pile zaginęła Daria Młynarczyk, uczennica podstawówki, która pojechała autobusem kupić podręcznik.

Przez blisko 40 lat mojej pracy przedstawiłem około 500 takich spraw. Co roku zgłaszano kilkanaście tysięcy zaginięć – na szczęście tylko kilka procent pozostawało w rejestrach. Wśród nich były ucieczki, osoby unikające alimentów, sprawcy przestępstw, ludzie zadłużeni – jak rodzina Bogdańskich z okolic Łodzi. Dominowali mężczyźni w wieku 30 – 50 lat. Najtrudniejsze były zaginięcia o podłożu kryminalnym: w statystykach osoby te figurowały jako zaginieni, choć najpewniej były ofiarami zbrodni, których ciał nigdy nie odnaleziono.

Dla mnie najbardziej bolesna pozostawała sprawa Barbary Chrzczonowicz-Szymańskiej – mojej dziewczyny z czasów studenckich, później znanej dziennikarki telewizyjnej. Zniknęła z mieszkania w Łodzi w grudniu 1986 r., rzekomo wyjeżdżając do koleżanki do Warszawy. Do dziś nie odnaleziono Baśki – ani żywej, ani martwej. Wspominałem jej historię w kilku stacjach telewizyjnych i oczywiście w „Angorze”.

Od paru lat pomieszkuję w okolicach Szczecinka, a tu, jak można przeczytać w internecie: „dla miejscowej policji jedną z najbardziej zagadkowych i poruszających historii zaginięć w regionie jest zniknięcie 24 lata temu 21-latki z trzytygodniowym dzieckiem – Teresy Maciejewskiej i Patrycji Piechowskiej”. Nie pamiętano już, dlaczego mieszkająca wcześniej w Kielcach Teresa znalazła się na początku wieku w maleńkim Gałowie koło Szczecinka, oddalonym od jej domu prawie o 500 km. Być może powodem był Mieczysław – mężczyzna z tej wsi, drobny złodziejaszek znany miejscowej policji.

Teresa Maciejewska urodziła się w 1980 r. w Kielcach. Ukończyła szkołę podstawową, a po przyjeździe na Pomorze zamieszkała z Mieczysławem. Z tego związku miała trzyletniego syna i utrzymywała się z zasiłku z opieki społecznej. Rok przed zaginięciem związała się z kolejnym partnerem – Sławomirem, również o nieciekawym życiorysie. W kwietniu 2002 r. urodziła z tego związku córkę, Patrycję, ale przez cały czas mieszkała w domu poprzedniego partnera.

10 maja 2002 r. w Komendzie Powiatowej Policji w Szczecinku pojawił się Sławomir i zgłosił zaginięcie jej oraz trzytygodniowej Patrycji. Oświadczył, iż ostatni raz widział narzeczoną 6 maja; umówili się wówczas na kolejne spotkanie 8 maja, Teresa jednak się nie pojawiła.

Tego dnia Sławomir pojechał do Gałowa. Poprzedni partner Teresy poinformował go, iż matka z córką wyjechały do ojca do Kielc. Informacja była dla Sławomira zaskoczeniem – planowali razem zamieszkać, a Teresa nie wspominała o wyjeździe. Do Kielc nigdy nie dotarła.

Policja ustaliła, iż w okresie poprzedzającym zniknięcie w domu Teresy dochodziło do częstych awantur z byłym partnerem. Sławomir był przekonany, iż za zniknięciem stoi Mieczysław B. Przeszukanie domu w Gałowie nie wykazało żadnych śladów przestępstwa. Zniknęła tylko odzież Teresy i dziecka.

Mieczysław zeznał, iż 7 maja rano Teresa spakowała się i powiedziała, iż jedzie do ojca. Twierdził, iż wyszła z niemowlęciem na dworzec w Szczecinku i iż nie miał z jej zniknięciem nic wspólnego. Policja sprawdziła ten trop – nikt nie widział młodej matki z trzytygodniowym dzieckiem.

Zdaniem policji Teresę i jej dziecko zamordowano, a zwłoki ukryto w bagnach albo w jednym z jezior Pojezierza Drawskiego czy Szczecineckiego. Możliwe, iż zbrodnia była efektem kłótni i doszło do niej poza domem.

Kiedy trzy lata po zniknięciu prezentowałem tę sprawę w „997”, policja poszukiwała za drobne przestępstwa pierwszego konkubenta Teresy. Po zatrzymaniu przez cały czas utrzymywał, iż nie ma nic wspólnego ze zniknięciem. Nigdy nie postawiono mu zarzutów. Sprawa przez lata figurowała jako zaginięcie – i tak pozostaje do dziś

Idź do oryginalnego materiału