Czym będzie dla nas sztuczna inteligencja?

1 rok temu

Bałwochwalstwo jest z natury paradoksalne. Choć zakuwa człowieka w kajdany przyziemnych pragnień i przyjemnego fałszu, to jednak wypływa ono z woli panowania. Złoty cielec nie może choćby mówić, a tym bardziej sprawiać, iż góry dymią a niebo grzmi, jak to uczynił Bóg na Synaju. Został on zbudowany aby usprawiedliwić samowolę, a nie ją ograniczyć.

W ciągu trzech tysiącleci, które upłynęły od czasu gdy po raz pierwszy opowiedziano historię Exodusu, staliśmy się jednak bardziej wyrafinowani. Najbardziej uwodzicielskie bożki odezwały się dzisiaj, choć jest to tylko pozorny głos człowieka, wyprodukowany z oceanu cyfrowego bełkotu.

Chodzi tutaj o zaawansowaną sztuczną inteligencję, która wzbudza w tej chwili skrajne emocje, od zgrozy do podniecenia. W zeszłym miesiącu silnik AI o nazwie GPT-4 uplasował się w 90. percentylu na Uniform Bar Examination (www.ncbex.org), co spowodowało, iż prawnicy zaczęli obawiać się o swoje miejsca pracy. Specjaliści z dziedziny medycyny obawiają się, iż AI może sfabrykować prace badawcze, a ChatGPT został już zamieszany w kilka przypadków zniesławienia. Tymczasem agencje takie jak Departament Obrony i Narodowa Fundacja Nauki wydają pieniądze podatników na rozwój maszyn “klasy wojskowej” sterowanych dzięki AI, aby cenzurować informacje i “zautomatyzować produkcję i rozpowszechnianie propagandy państwowej”. (www.tabletmag.com)

Jednak podczas gdy rząd stawia na AI, niektórzy eksperci mają poważne wątpliwości. Powołując się na “głębokie zagrożenia dla społeczeństwa i ludzkości”, ponad 1000 liderów technologicznych i naukowców wezwało do sześciomiesięcznej przerwy w rozwoju AI. Jeden z założycieli tej dziedziny techniki idzie dalej, twierdząc, iż potrzebne jest całkowite globalne moratorium, aby zapobiec śmierci “dosłownie wszystkich na Ziemi” (time.com). Te sugestie tworzą śmiertelnie poważne pytanie, które brzmi jak żart: Co zrobiłby Xi?

Wkraczając w nowy, odważny świat AI możemy zastanowić się, czego tradycja zachodnia może nas nauczyć o najgłębszych kwestiach poruszanych przez zaawansowane procesy uczenia maszynowego. A najbardziej fundamentalnym z nich może być bałwochwalstwo – problem, który jak rozumieli go starożytni Hebrajczycy i Grecy, ma charakter zarówno polityczny i psychologiczny, jak i teologiczny.

Termin “bałwochwalstwo” wywodzi się z dwóch greckich słów. Eidōlon to niecielesna forma, jak “zjawy śmiertelników, którzy odeszli”, które Odyseusz spotyka w Hadesie. Latreia to rodzaj służebności: stan najemnego robotnika lub służba bogom która stanowi podstawę kultu. Idole, jak informuje nas żydowska encyklopedia, “są rzeźbionymi obrazami, niekształtnymi bryłami, a będąc dziełem rąk ludzkich, nie są w stanie mówić, widzieć, słyszeć, wąchać, jeść, chwytać ani czuć, i nie są w stanie ani szkodzić, ani przynosić korzyści”.

Bóg rozpoczyna swoją proklamację Dekalogu w Exodusie od zakazu oddawania czci bożkom: “Nie będziesz miał innych bogów obok Mnie. Nie będziesz czynił sobie żadnej rzeźbionej podobizny ani żadnego obrazu tego, co jest w górze na niebie, ani tego, co jest w dole na ziemi, ani tego, co jest w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał i nie będziesz oddawał im czci”. Dopiero co uwolniwszy Izraelitów od okrutnego despotyzmu faraona, Bóg ostrzega ich przed dalszym zniewalaniem się ich własnymi dziełami: rzeczami nabytymi, a także przed psychologiczną pułapką zbiorowego oszukiwania się pozornie nieograniczoną mocą i pozornym znaczeniem.

Samozniewolenie bałwochwalstwem to temat, do którego późniejsi myśliciele wielokrotnie powracają. Więźniowie w Platońskiej Jaskini zachwyceni są cieniami bożków, którymi manipulują niewidoczni lalkarze. Marks podkreśla występujący w kapitaliźmie “fetyszyzm towarów” i alienację robotnika od produktów jego pracy. Nie brakuje też scenariuszy science-fiction opisujących dystopijną przyszłość, w której istoty ludzkie są tyranizowane przez maszyny.

Dlaczego jednak ludzie wznoszą bożki i oddają im pokłony? Biblia podejmuje to pytanie, gdy pod nieobecność Mojżesza zbuntowani Izraelici zmuszają Aarona do “uczynienia nam bogów”:

“A Aaron zaś rzekł do nich: ‘Zdejmijcie złote pierścienie, które są na uszach waszych żon, waszych synów i waszych córek, i przynieście je do mnie’. I cały lud zdjął złote pierścienie, które były na ich uszach, i przyniósł je do Aarona. A on wziął je z ich rąk i przetopił, i uformował z nich złotego cielca. I powiedział: ‘To są wasi bogowie, o Izraelu, którzy cię wynieśli z ziemi egipskiej'”.

Sens tego fragmentu pośrednio wyjaśnia ateński dramaturg Arystofanes, który w ogóle nie znał Biblii, ale rozumiał tajemnicę pogańskiej teogenezy. W Chmurach człowiek mający nadzieję na wykręcenie się od długów udaje się do szkoły Sokratesa, aby nauczyć się sztuki niesprawiedliwej mowy. Kiedy ów nieboszczyk przysięga, iż mu zapłaci, Sokrates odpowiada: “Na jakich bogów będziesz przysięgał? Bo po pierwsze, bogowie nie są dla nas aktualna monetą [nomisma]”. Greckie słowo oznaczające monetę jest etymologicznie związane z nomos: prawo, zwyczaj lub konwencja. Bogowie, innymi słowy, są wytworami ludzkimi. Ateńskie srebrne tetradrachmy nosiły wizerunek patronki miasta; każda społeczność, jak sugeruje Sokrates, bije swoje własne bóstwa, które funkcjonują jako żetony wymiany w jej politycznej i teologicznej ekonomii tylko tak długo, jak długo ich wartość jest powszechnie uznawana.

Stworzenie przez Aarona złotego cielca jest właśnie takim aktem tworzenia monet – takim, który z biblijnej perspektywy przypomina fałszerstwo. Zanim Mojżesz zdąży sprowadzić z góry Słowo Boże zapisane na tablicach, Izraelici – zlepiona masa, tak jak ich stopione kolczyki – przemawiają w imieniu amalgamatycznego boga którego tak usilnie pragnęli, przekręcając zdanie otwierające Dekalog: “Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej”. Ten akt złej wiary tylko częściowo przesłania fakt, iż tłum czci swoją własną, nieskrępowaną zbiorową moc.

Stawką epizodu ze złotym cielcem nie jest bowiem po prostu to, czy Izraelici będą żyć zgodnie z prawem Bożym, ale to, czy uda im się stworzyć radykalnie rewizjonistyczną historię Wyjścia. Ogłaszając skutecznie, iż sami się wyzwolili, Izraelici wymazują wszelkie swoje zobowiązania wobec Boga i Mojżesza. A dla ich niewolniczych umysłów wolność oznacza po prostu zezwolenie, stąd samouwielbienie Izraelitów upoważnia ich w ich własnym mniemaniu do ucztowania, picia i seksualnych uciech następnego dnia. Odpowiednim symbolem samouwielbienia ludu jest góra złota – cennego metalu, który choćby w czasach faraona był wymienialny na podstawowe przedmioty pożądania, w tym władzę, honor, komfort i przyjemność.

Dziś Światowe Forum Ekonomiczne wyobraża sobie, iż AI doprowadzi nas do mniej prymitywnej “utopii”, Ziemi Obiecanej XXI wieku, w której ludzie będą “spędzać czas na wypoczynku, oraz kreatywnych i duchowych dążeniach”. Bardziej prawdopodobnym założeniem byłyby jednak narkotyki i roboty seksualne. Dziewięćdziesiąt lat temu John Maynard Keynes przepowiedział z niezwykłą dokładnością, iż w ciągu stulecia maszyny uczynią pojęcie pracy przestarzałym. Perspektywa ta napełniła go “zgrozą”, ponieważ bardzo niewielu ludzi zostało wykształconych na tyle aby zająć sobie czas wolny.

Sądząc po złym zachowaniu ludzi zamożnych, “straży przedniej… wypatrującej ziemi obiecanej dla reszty z nas i rozbijającej tam swój obóz”, Keynes uznał tę perspektywę za “bardzo przygnębiającą”. A tym, którzy uwolnieni od pracy cieszyli się, iż nie będą robić nic poza słuchaniem piosenek, odpowiedział: “to tylko dla tych, którzy mają do czynienia ze śpiewem, życie będzie znośne, a jak niewielu z nas potrafi śpiewać!”.

W 2018 roku artykuł w Scientific American przewidywał, iż zaawansowana AI “powiększy nasze zdolności, wzmacniając nasze człowieczeństwo w bezprecedensowy sposób”. Ta prognoza ignoruje fakt, iż wszystkie ludzkie zdolności, jeżeli nie są używane, mają skłonność do zanikania. W szczególności AI nieuchronnie zmienia sposób, w jaki myślimy (lub nie). Studenci używają teraz ChatGPT do odrabiania prac domowych dla profesorów, którzy być może polegają na tym programie przy pisaniu swoich wykładów. To, co czyni ten absurdalny scenariusz zabawnym, to nie tylko myśl o maszynach rozmawiających z maszynami, ale o tym, iż intelektualnie leniwi ludzie zatrudnialiby tą kalkomanię ludzkiej inteligencji w celu wzajemnego oszukiwania się.

W porównaniu z naturalną ludzką inteligencją, sztuczny jej rodzaj jest oksymoronem, tak samo jak “prawdziwa imitacja skóry”. AI jest mechaniczną symulacją tylko jednej części inteligencji: umiejętności myślenia dyskursywnego, czyli analizy i syntezy informacji. Myślenie dyskursywne zajmuje się skonstruowanymi przez człowieka tokenami, w tym symbolami liczbowymi i językowymi (lub, w przypadku AI, cyfrowo zakodowanymi danymi). Podczas gdy ludzka inteligencja może porównać te żetony z rzeczami które reprezentują, AI nie może tego zrobić, ponieważ brakuje jej intuicji: bezpośredniego poznania rzeczywistości, które zakorzenia nas w świecie i kieruje naszą energię poza nas samych i operacje naszych własnych umysłów. To intuicja mówi nam na przykład, czy nasi najbliżsi są zasadniczo godni zaufania. (Nie trzeba dodawać, iż intuicja jest zawodna, jak każda inna operacja intelektualna).

AI nie ma bezpośrednich i konkretnych związków z rzeczywistym światem, do którego odnosi się jedynie poprzez medium binarnej notacji. Jest ona zamknięta w elektronicznym eterze, nigdzie nie mieszka, niczego się nie boi, niczego nie kocha i nie ma indywidualnego punktu widzenia. Czy jest sens przyznawać autonomię i sprawczość inteligencji, która nie ma naturalnego związku z ludzkimi potrzebami?

Siłą zaawansowanej AI jest jej zdolność do sortowania ogromnych ilości danych, agregowania i dezagregowania dyskretnych bitów informacji w potencjalnie znaczący sposób. Jest to obiecująca zdolność, która znajduje zastosowanie w wielu dziedzinach, od medycyny po transport. Jednak wytwory AI to jedynie sztuczna generacja materiału wyłuskanego z ogromnych, ale płytkich oceanów cyfrowych treści i zmanipulowanego w sposób ograniczony przez ograniczenia samych programistów.

Może to być niezwykle przydatne w przypadku wykrywania wzorców informacji, które w przeciwnym razie byłyby niewidoczne dla ludzkiego oka. Do wielu problemów nie da się jednak sensownie podejść jedynie poprzez eksplorację Big Data. W przypadku pytań o charakterze etycznym lub politycznym, AI może odmówić udzielenia ostatecznej odpowiedzi lub może przeszukać bazy danych w poszukiwaniu opinii i zwrócić to, co według jej obliczeń jest najbardziej prawdopodobną odpowiedzią. Jednak to, czy wygenerowana w ten sposób odpowiedź jest sprawiedliwa lub mądra, jest jedynie kwestią przypadku. Wynika to po części z tendencyjności programowania, w tym nadmiaru lub niedomiaru zestawów danych. Kiedy ChatGPT lub Google’s chatbot Bard są proszone o ocenę Bidena i Trumpa, ich lewicowe nachylenie jest oczywiste. (Spróbuj poprosić ChatGPT o napisanie esejów porównujących każdego z tych prezydentów do Stalina).

Bardziej fundamentalny problem polega na tym, iż uczenie maszynowe po prostu nie jest wyposażone w sprzęt do przesiewania informacji według źle zdefiniowanych miar jakościowych, takich jak sprawiedliwość lub mądrość. Byłoby tak choćby gdyby sprawiedliwe lub mądre perspektywy były w Internecie czymś powszechnym, co oczywiście w żadnym wypadku nie jest prawdą. Chociaż nikt nie rozumie w pełni, jak działa zaawansowana AI, stare informatyczne powiedzenie ma do niej zastosowanie nie mniejsze niż do najprostszych programów komputerowych: “Bzdury wchodzą, bzdury wychodzą”.

Możliwości AI są ograniczone dlatego, iż programiści celowo ograniczyli jej aktywność. Co się stanie, gdy z własnych, aż nazbyt ludzkich powodów – pragnienia władzy, uznania i bogactwa; dumy narodowej; lub po prostu strachu przed utratą pracy – usuną te ograniczenia? Albo kiedy, straciwszy na dobre nawyk samodzielnego myślenia, ludzie w ogóle będą skłonni przyznać AI władzę nad kwestiami, do których nie jest ona przygotowana? Czy ktokolwiek byłby zdziwiony, gdyby jutro ktoś uruchomił sterowaną przez AI aplikację sprawiedliwości, która na miejscu określa praktyczne kwestie dotyczące podziału i zadośćuczynienia? Albo gdybyśmy, biorąc przykład ze znanej firmy softwarowej (NYSE: ORCL), pewnego dnia zaczęli traktować tę aplikację – lub inną generowaną algorytmicznie destylację zagregowanych opinii – jak wyrocznię?

Ten dzień gwałtownie się zbliża, o ile już nie nadszedł. Sztuczna inteligencja zastępuje w tej chwili duchownych w religijnych rytuałach i ceremoniach (europeanacademyofreligionandsociety.com), a katolicy mogą choćby korzystać z czatbota do spowiedzi. Niedawny artykuł, który widzi zastosowanie dla AI w pisaniu kazań, zauważa jednak jedno ograniczenie w duszpasterskim zatrudnianiu maszyn: “mówienie słowa Bożego do zgromadzenia lub do jednostki wymaga [osobistej] relacji”. Ale AI jest niezdolna do jakiejkolwiek bezpośredniej relacji z istotami ludzkimi, w tym takiej, która jest otwarta na możliwość wiary. W jaki sposób wierni mogliby zaufać przywódcy religijnemu, a tym bardziej Bogu, który nie może odwzajemnić tego zaufania? (www.premierchristianity.com)

Izraelski eksperyment z bałwochwalstwem zakończył się katastrofą. Po epizodzie ze złotym cielcem Mojżesz nakazał Lewitom wziąć miecze i oczyścić obóz ze złoczyńców. “Zabijcie każdego człowieka i jego brata” – rozkazał – “i każdego człowieka i jego towarzysza, i każdego człowieka i jego sąsiada”. Czy nie powinniśmy oczekiwać podobnie krwawego zakończenia, gdy słuchając całkowicie nieodpowiedzialnego głosu AI, jakby to był głos proroka, po raz kolejny osiągniemy szczyt bałwochwalstwa?

Jacob Howland (unherd.com)

tłumaczył MR

Idź do oryginalnego materiału