Czy Luboń naprawdę rozmawia? Mieszkańcy o kompostowni

1 godzina temu

20 kwietnia 2026 r. o godzinie 17, w Dziennym Domu „Senior-Wigor” przy ul. Romana Maya 1B Miasto Luboń zorganizowało spotkanie informacyjne dla mieszkańców, podczas którego przedstawiono szczegóły planowanej inwestycji – budowy kompostowni bioodpadów.

Choć oficjalne komunikaty płynące z Urzędu Miasta w Luboniu mówią o „ważnej rozmowie”, „merytorycznej dyskusji” i „aktywności mieszkańców”, rzeczywistość, przynajmniej ta widoczna w komentarzach i relacjach uczestników, wydaje się znacznie bardziej skomplikowana. A może choćby niepokojąca.

Pod najnowszymi postami miasta dotyczącymi planowanej kompostowni bioodpadów panuje cisza, która jak zauważają niektórzy nie jest naturalna. Pojawiają się pojedyncze, często starsze komentarze, ale próżno szukać żywej, bieżącej dyskusji. Czy to oznaka zgody? Czy raczej zmęczenia tematem albo poczucie, iż głos mieszkańców i tak kilka zmieni?

Wśród nielicznych opinii przebija się raczej sceptycyzm niż entuzjazm. Komentujący piszą wprost:
„W Luboniu zawsze czymś śmierdziało i śmierdzi, nic się nie zmieni – najwyżej się nasili”.

To zdanie, choć lakoniczne, oddaje brak wiary w zapewnienia o „bezuciążliwości” inwestycji. Bo choć eksperci przekonują o nowoczesnych technologiach i naturalnym charakterze kompostowania, mieszkańcy patrzą na sprawę przez pryzmat codziennych doświadczeń.

„Gdzie dokładnie ma powstać ta inwestycja?”– pytał wprost jeden z mieszkańców. I nie był w tym odosobniony.

Jeszcze do niedawna odpowiedź nie była oczywista. W komentarzach pod miejskimi postami mnożyły się pytania, często pozostające bez jednoznacznej reakcji. Dopiero w jednej z odpowiedzi burmistrz Lubonia Małgorzata Machalska, wskazała potencjalną lokalizację: teren obecnego punktu tymczasowego magazynowania odpadów przy ul. Chemików. To konkret, na który wielu czekało. Ale zamiast zamknąć dyskusję, otworzył kolejne pytania.

Bo mieszkańcy dobrze pamiętają historię tego miejsca i podobnych inwestycji. Padają gorzkie komentarze: „Luboń już miał swoje odpady… słynne wysypisko… teraz Wzgórze Papieskie na kolejne dekady? Mamy dość”. To nie tylko opinia – to sygnał, iż pamięć o wcześniejszych doświadczeniach wciąż wpływa na odbiór nowych planów.

W dyskusji pojawiają się również zarzuty o brak spójności w działaniach miasta. Jeden z mieszkańców zwraca uwagę na możliwą niekonsekwencję: z jednej strony zmiany w planach zagospodarowania mają ograniczać działalność odpadową w rejonie Kocich Dołów, z drugiej – pojawia się koncepcja przetwarzania bioodpadów w pobliżu.

Dla wielu osób to trudne do zrozumienia. I co ważniejsze, nikt nie przedstawił dotąd w przystępny sposób, jak te decyzje się ze sobą łączą. Coraz wyraźniej widać, iż największym problemem nie jest dziś sama kompostownia, ale sposób komunikacji wokół niej.

Mieszkańcy nie tylko chcą wiedzieć: gdzie dokładnie powstanie instalacja, jak będzie wyglądać, jakie będą jej realne oddziaływania, ale przede wszystkim dlaczego tak podstawowe informacje pojawiają się dopiero po licznych pytaniach. Bo jak zauważa jeden z mieszkańców: „Nie chodzi tylko o to, co powstanie. Chodzi o to, czy ktoś z nami o tym naprawdę rozmawia”.

Co więcej w trakcie spotkania, jak relacjonują uczestnicy dominował przekaz pozytywny. Kompost jako szansa, oszczędności dla miasta, korzyści dla środowiska. Jednak poza oficjalnym przekazem pojawiają się konkretne obawy: uciążliwe zapachy, szczególnie w przypadku awarii lub niewłaściwego prowadzenia instalacji, wzmożony ruch ciężarówek i związany z nim hałas oraz zanieczyszczenia, ryzyko pojawienia się gryzoni i owadów, spadek wartości nieruchomości w sąsiedztwie inwestycji.

To nie są nowe argumenty, podobne pojawiają się w całej Polsce przy tego typu projektach. Pytanie brzmi: czy w Luboniu zostały one rzetelnie omówione?

Najostrzejsza krytyka dotyczy samej formuły spotkania. Część uczestników podważa jego konsultacyjny charakter. „To nie były konsultacje. To była próba przekonania ludzi do inwestycji – za wszelką cenę” – mówi anonimowo jeden z mieszkańców.

W relacjach pojawiają się zarzuty o brak konkretnych danych, chociażby dotyczących kosztów inwestycji czy jej finansowania. Padają też słowa o „sztucznym tłumie” na spotkaniu, w którym znaczną część stanowili radni i pracownicy urzędu.

Niepokój budzi również lokalizacja, kompostowni, która ma powstać w rejonie Kocich Dołów, w otulinie Wielkopolskiego Parku Narodowego. To dodatkowo podgrzewa emocje.

Szczególnie niepokojąco brzmią relacje zza kulis. Jeden z uczestników przytacza sytuację, w której już poza oficjalną częścią spotkania, miały paść pytania ze strony radnych: „po co mieszkańcy tak drążą temat?”. jeżeli rzeczywiście takie słowa padły, trudno je pogodzić z deklarowaną otwartością na dialog.

Z drugiej strony urząd zapewnia, iż to dopiero początek rozmów i zapowiada kolejne spotkania. Podkreśla korzyści ekonomiczne i ekologiczne, wskazuje na rosnące koszty wywozu bioodpadów oraz konieczność osiągania wymaganych poziomów recyklingu.

To argumenty trudne do zignorowania. Problem w tym, iż mieszkańcy chcą nie tylko słyszeć o plusach, ale również poznać pełen obraz sytuacji.

Brak komentarzy w mediach społecznościowych może być przypadkiem. Może też jednak świadczyć o czymś więcej: o braku zaufania, o przekonaniu, iż dyskusja odbywa się gdzie indziej albo iż w ogóle się nie odbywa.

Jeśli Luboń rzeczywiście stoi przed istotną decyzją, to najważniejsze pytanie brzmi nie tylko „czy budować kompostownię?”, ale również „czy mieszkańcy mają realny wpływ na tę decyzję?” oraz „kto będzie ponosił odpowiedzialność za związane z inwestycją potencjalne uciążliwości dla okolicznych mieszkańców i środowiska?”, a także „w jaki sposób miasto będzie reagować na możliwie powstałe negatywne oddziaływania instalacji?”.

Bo bez tego choćby najlepsza inwestycja może stać się źródłem konfliktu, którego jak pokazują głosy z Kocich Dołów, już dziś nie brakuje.

Beata Spychała

Idź do oryginalnego materiału