Ihor M., który zaatakował nożem pięć osób w jarosławskim klasztorze, kilka godzin wcześniej próbował wyjechać do Ukrainy. Na granicy nikt mu tego nie zabronił, a jedyną przeszkodą był brak ubezpieczenia samochodu. Jak ustaliła nieoficjalnie Wirtualna Polska, podejrzany nie trafił do aresztu, ale znajduje się pod obserwacją lekarzy w szpitalu psychiatrycznym. Śledczy sprawdzają teraz, co robił między wizytą na przejściu granicznym a krwawym atakiem w opactwie.