Co się działo w komendzie? Sprawą zajmuje się sąd

8 godzin temu

Strażak słupeckiej komendy uważa, iż padł ofiarą mobbingu i domaga się zadośćuczynienia. Niedawno ruszył proces.

Na pierwszej rozprawie sąd przesłuchał czworo świadków. Jako pierwsza zeznania złożyła żona powoda, czyli strażaka, który skierował pozew przeciwko Skarbowi Państwa – KP PSP w Słupcy. – Stał się wycofany, rozdrażniony, ma problemy ze spaniem – opisywała stan męża. Mówiła o jego problemach z braniem wolnego w pracy. Wspomniała o dwóch sytuacjach. Pierwsza dotyczyła wesela przyjaciela. Nie mogli na nie iść, bo mimo iż mąż załatwił sobie zmiennika, nie dostał pozwolenia. Mówiła też o imprezie sylwestrowej, z której musieli zrezygnować. – Miał mieć wolną służbę w sylwestra, pozamieniali wolne służby, musieliśmy odmówić wyjścia na imprezę – mówiła. – Cokolwiek zaplanujemy mogą zadzwonić i go powołać – dodała. Mówiła też o pogorszeniu sytuacji finansowej ich rodziny. – Zabrali mu dodatkowe zarobkowanie. Przedtem, oprócz służby mógł chodzić do innej pracy – opisywała żona powoda dodając, iż to służba w PSP zawsze była dla męża na pierwszym miejscu. Dodała, iż musieli wypisać dzieci z zajęć dodatkowych. Odniosła się też do kwestii braku awansów męża. – Mąż został pominięty w awansach. Wydali mu dwa razy złą opinię – zaznaczyła dodając, iż awanse dostają osoby, które krócej pracują i mają niższe kwalifikacje.

Jako drugi przy barierce dla świadków stanął poprzedni komendant słupeckiej PSP. Bardzo pozytywnie wypowiadał się na temat powoda. – Był wyróżniającym się strażakiem, według mnie w ten pozytywny sposób. Nie był to funkcjonariusz, który wykonuje tylko obowiązki, które mu się zleci. Wykazywał się własną inicjatywą, interesował się służbą. Posiadał dar przekazywania swojej wiedzy funkcjonariuszom, którzy mają mniejsze doświadczenie, ale też na zewnątrz – opisywał emerytowany już komendant. Zapytano go, czy powód kwestionował stanowisko przełożonych. – Nie pamiętam takich sytuacji – odparł były komendant.

Zeznania złożył także były zastępca komendanta, który przez kilka pełnił obowiązki komendanta. Również pozytywnie oceniał pracę powoda. Mówił o dużym zaangażowaniu, sumienności i oddaniu służbie, a także chęci do udziału w zewnętrznych akcjach. Były zastępca odniósł się też do swoich relacji z obecnym komendantem. Wyjaśnił, iż kiedy rozpoczynał służbę w słupeckiej komendzie był przełożonym obecnego komendanta. Później obecny komendant przeszedł na zaopatrzenie emerytalne. Kiedy wrócił, przejął kierowanie komendą, a przesłuchiwany na rozprawie oficer został jego zastępcą. – Od pierwszego dnia dało się odczuć negatywne podejście do mojej osoby – zeznał były zastępca komendanta. – Czułem się dyskryminowany, odsunięty od decyzyjności. Nie było żadnej rozmowy odnoście decyzji czy awansów. To, co było moją pasją zostało przygaszone – dodał. Wspomniał też, iż złożył pismo do komendanta wojewódzkiego.

Jako ostatni podczas pierwszej rozprawy za barierką dla świadków stanął jeden ze strażaków słupeckiej komendy należący do związków zawodowych. Zeznania rozpoczął od kwestii awansów. – Gdy komendant wrócił do pracy była potrzeba obsadzenia trzech stanowisk oficerskich – mówił zaznaczając, iż powód był wtedy po szkole. – Na pewno liczył na awans. Zawsze u nas w komendzie się odbywało, iż o ile ktoś podnosił kwalifikacje, awans dostawał. Kolega nie dostał awansu. Uważam, iż dostali awanse mniej doświadczeni koledzy – mówił funkcjonariusz.

Później opisał sytuację, w której powód musiał pilnie wyjść z komendy, żeby przestawić samochód. – Otrzymał zgodę od dowódcy zmiany. Wyszedł dosłownie na 5 minut. Wziął stację, wyszedł w ubraniu służbowym – opisywał strażak dodając, iż takie sytuacje często zdarzały się w komendzie. Jak opisywał przesłuchiwany strażak, wyjście spotkało się z reakcją przełożonych. – Około godz. 16-17 do komendy przyjechał komendant i dowódca JRG – zeznał strażak dodając, iż powołana została komisja wyjaśniająca. Mówił także, iż na powoda wpłynęła skarga dotycząca utrudniania przez niego parkowania aut. – Komendant go wezwał odnośnie tej skargi – zeznał strażak. Jak wynika z jego relacji powód chciał, żeby komendant mu ją udostępnił. – Pisał wnioski o udostępnienie dokumentacji. Tej skargi nie mógł uzyskać. My chcieliśmy jako związki interweniować. Chcieliśmy się spotkać z panem komendantem, żeby porozmawiać – zeznał przesłuchiwany strażak. Jak mówił, do spotkania w tej sprawie doszło, z komendantem spotkał się zarząd związku z Poznania.

Przesłuchiwany funkcjonariusz mówił też o spotkaniu strażaków z komendy, do którego doszło przed zmianą służby. Powód w nim nie uczestniczył. Tematem spotkania miało być zachowanie powoda. – Nas jako zmianę służbową namawiano, żebyśmy z nim porozmawiali, żeby zaprzestał pisania pism, żeby odpuścił awansów – zeznał przesłuchiwany w sądzie strażak. Dodał, iż dużo osób nie chciało się z powodem przywitać. Sędzia dopytywała, kto konkretnie odmówił przywitania się. – Nie jestem sobie w stanie przypomnieć kto konkretnie odmówił przywitania się, ale byłem tego świadkiem – mówił strażak. W swoich zeznaniach mówił też o tym, iż powód nie dostał zgody na dodatkowe zarobkowanie. – Ja również i jeden z kolegów, który jest świadkiem w tej sprawie. Te zgody od kilku lat dostawaliśmy bez żadnego problemu – dodał. Ocenił też zachowanie powoda w ostatnim czasie. – Wydaje mi się, iż jest bardzo wycofany w ostatnim czasie. Był duszą towarzystwa. Od roku jest bardzo wyciszony, wycofany. Był bardzo ostrożny w swoich decyzjach. Uważam, iż się bardzo zmienił. Nie jest już człowiekiem żartobliwym, wesołym. Myślę, iż to wpłynęło na jego psychikę – mówił przesłuchiwany strażak.

Kolejną rozprawę wyznaczono na 20 maja. Wówczas przesłuchanych ma być kolejnych czworo świadków.

Idź do oryginalnego materiału