Chirurdzy ruszyli na pomoc ofiarom zamachu. "Nie uważamy się za bohaterów"

6 godzin temu

Po ataku na Rynku Głównym w Krakowie na pomoc rannym ruszyli dwaj chirurdzy, którzy przebywali w okolicznej restauracji. - Myśmy zrobili to, co każdy z przeszkoleniem medycznym zrobiłby na naszym miejscu, nie uważamy się za bohaterów - mówił prof. Michał Pędziwiatr. Wraz z nim w koordynacji akcji ratunkowej współpracował dr Mateusz Wierdak.

Polsat News
Prof. Michał Pędziwiatr i dr Mateusz Wierdak pomagali rannym po zamachu w Krakowie

Moment zatrzymania sprawcy w rejonie ul. Stradomskiej widzieli m.in. przebywający w restauracji na przeciwko specjaliści ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, chirurdzy prof. Michał Pędziwiatr i dr Mateusz Wierdak. Jak opisał prof. Pędziwiatr, uciekający samochodem sprawca po zderzeniu z innym autem wyskoczył z pojazdu i zaczął strzelać. Mimo odniesionych ran jeden z policjantów kontynuował obezwładnianie napastnika.

Zamach w Krakowie. Chirurdzy ruszyli z pomocą

- Jak strzały się uspokoiły, pobiegliśmy, żeby im pomóc. Nie rozumieliśmy jeszcze, co się dzieje - powiedział prof. Pędziwiatr.

Podkreślił, iż na miejscu nie był sam - towarzyszący mu znajomy lekarz okrył najciężej poszkodowanego policjanta płaszczem, aby się nie wychłodził i tamował krwawienie z jego klatki piersiowej.

ZOBACZ: Zamach w Krakowie. Klub strzelecki reaguje na doniesienia ws. sprawcy

- Dzisiaj wiemy, iż to przyniosło mu przeżycie. W innym przypadku on by po prostu tego nie przeżył, bo nie zdążyłaby przyjechać karetka - ocenił profesor. Dodał, iż na miejscu działali też m.in. policjanci i strażnicy miejscy.

Równolegle Michał Pędziwiatr koordynował logistykę medyczną i rozdysponowanie poszkodowanych do adekwatnych placówek. Za jego inicjatywą ciężko rannego policjanta skierowano do szpitala dysponującego oddziałem chirurgii klatki piersiowej - Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. św. Jana Pawła II.

Zdaniem lekarza to dodatkowo zwiększyło jego szanse na przeżycie. Według informacji specjalisty drugi poszkodowany funkcjonariusz został przetransportowany do Szpitala Miejskiego Specjalistycznego im. Gabriela Narutowicza w Krakowie.

"Nie uważamy się za bohaterów"

Lekarz opisał, iż na miejscu poszkodowany został także przypadkowy kierowca samochodu, który znalazł się na linii strzału napastnika i doznał urazu głowy. Według chirurga jego stan również był ciężki. Po udzieleniu pomocy na miejscu lekarze pojechali do Szpitala Uniwersyteckiego, w którym pracują.

- We wszystkich szpitalach w Krakowie personel zorganizował się, lekarze przyjeżdżali z własnej woli, w wolnym czasie, by udzielać pomocy z własnej inicjatywy, bo nikt z nas nie wiedział, ilu poszkodowanych będzie, ile trzeba będzie wykonać w tym samym czasie operacji - przyznał chirurg. Dodał, iż w Szpitalu Uniwersyteckim rannych przejął dyżurujący zespół specjalistów.

ZOBACZ: W Krakowie nie wybrzmiał hejnał. Pierwsza taka sytuacja od 1939 roku

- Myśmy zrobili to, co każdy z przeszkoleniem medycznym zrobiłby na naszym miejscu, nie uważamy się za bohaterów - podsumował Michał Pędziwiatr.

W sobotę po godz. 15 zamaskowany 24-latek wjechał samochodem na Rynek Główny w Krakowie i otworzył ogień do przechodniów, następnie uciekał przed policją. Na skrzyżowaniu z ul. Dietla zderzył się z innym samochodem, po czym wysiadł z pojazdu i strzelał do funkcjonariuszy. Policjanci odpowiedzieli ogniem, postrzelili napastnika i go obezwładnili.

Według ustaleń policji sprawca jest mieszkańcem Ostrowca Świętokrzyskiego. Miał pozwolenie na broń i nie był wcześniej karany ani notowany. W niedzielę służby potwierdziły informacje, iż w domu w którym mieszkał mężczyzna znaleziono trzy ciała - jego ojca, matki i siostry. "Na ciałach ujawniono obrażenia, które wstępnie oceniono jako rany postrzałowe" - przekazano.

WIDEO: Ziobro mówił o sytuacji w TK. Polityk wyszedł ze studia
Idź do oryginalnego materiału