Setki połączeń telefonicznych, wiadomości z groźbami, wtargnięcia do miejsca pracy, szarpanie, śledzenie z użyciem lokalizatora GPS i wreszcie cyfrowy szantaż – publikacja w sieci wygenerowanego przez AI wideo, na którym kobieta się obnaża. Mimo tak porażającego materiału dowodowego i początkowo kategorycznej reakcji organów ścigania, pętla sprawiedliwości nagle się zacisnęła… ale wokół pokrzywdzonej.

Prokuratura Rejonowa w Świdnicy umorzyła dochodzenie przeciwko byłemu policjantowi, cofnęła sześć postawionych zarzutów i z dnia na dzień zdjęła wszelkie środki zapobiegawcze, w tym zakaz zbliżania się i kontaktowania. Kobieta została całkowicie bez ochrony, a w tle całej sprawy pobrzmiewa pytanie: czy na ten nagły zwrot akcji wpływ miał fakt, iż sprawca przez kilkanaście lat nosił policyjny mundur?
Sprawa dotyczy zdarzeń z udziałem byłego funkcjonariusza, który w 2021 roku został wydalony ze służby w jednostkach podległych Komendzie Powiatowej Policji w Świdnicy. – (…) został zwolniony ze służby na podstawie art. 41 ust. 2 pkt 5 Ustawy o Policji, czyli ze względu na istotny interes służby – informuje asp. Michał Rzepecki, zastępca rzecznika prasowego Komendy Powiatowej Policji w Świdnicy.
Od zatrzymania do cyfrowego szantażu
Problemy w trwającym od 2024 roku małżeństwie zaczęły się w chwili, gdy pani Anna wyprowadziła się z domu. Jak twierdzi, mąż nawiązywał kontakty z innymi kobietami, co wzbudziło jej sprzeciw. Konflikt między małżonkami przybrał na sile w listopadzie 2025 roku, gdy w lokalu usługowym prowadzonym przez panią Annę w jednej z miejscowości powiatu świdnickiego doszło do napaści.
– Mąż wtargnął do mojego gabinetu, zabrał mi siłą telefon osobisty, zaczął krzyczeć i kopać w szafki w obecności mojej klientki. Telefon był mi niezbędny do pracy oraz do kontaktu z dzieckiem – relacjonuje pani Anna.
Mężczyzna został zatrzymany przez policję i trafił do policyjnego aresztu, a 9 listopada Prokuratura Rejonowa w Świdnicy zastosowała wobec niego wolnościowe środki zapobiegawcze: dozór policji oraz kategoryczny zakaz zbliżania się i kontaktowania z żoną. Reakcja agresora była natychmiastowa i wycelowana w godność kobiety.
– Zaraz po opuszczeniu aresztu mąż opublikował na Facebooku i Instagramie moje prywatne zdjęcie w bieliźnie oraz sfabrykowany przez aplikację AI materiał wideo, na którym wyglądam, jakbym się obnażała. Ciągle odświeżał te relacje, aby były jak najdłużej widoczne – mówi pani Anna.
W kolejnych miesiącach pokrzywdzona zgłaszała następne interwencje: nachodzenie w miejscu pracy, niszczenie mienia, nieustanne próby połączeń, groźby i stalking. W marcu 2026 roku doszło do zdarzenia na terenie budowy wspólnego domu, po którym pani Anna udała się na SOR i wykonała prywatną obdukcję chirurgiczną. Wykazała też, iż były policjant zaangażował prywatnego detektywa, podłożył pod jej auto GPS, a przed gabinetem postawił samochód z kamerą nagrywającą ją 24 godziny na dobę. Mimo wniosków pełnomocnika o tymczasowe aresztowanie ze względu na łamanie zakazów, sądy konsekwentnie odmawiały.
Przymus finansowy uznany za… brak strachu
Kluczowym elementem, który prokuratura postanowiła wykorzystać jako argument umorzenia śledztwa, okazał się wspólny kredyt hipoteczny na budowę domu.
– Decyzja o kredycie podjęta była jeszcze przed konfliktem. Początkowo rata wynosiła miesięcznie ponad 5 tysięcy złotych i od początku zaciągnięta była z myślą o niedalekim refinansowaniu do kwoty 2200 złotych – tłumaczy pani Anna. – Refinansowanie podpisać musiał ze mną współkredytobiorca w placówce banku. Zrobiłam to, gdyż nie stać mnie było na płacenie tak wysokiej raty. Była to konieczność. Jednocześnie zaznaczam, iż raty tego kredytu płacę po dziś dzień sama, gdyż mąż oficjalnie odmówił płacenia swojej części.
Jak dodaje kobieta, do zmiany umowy w banku nie mogła wyznaczyć pełnomocnika, konieczne było osobiste stawiennictwo.
Pani Anna wielokrotnie zaznaczała, iż jej kontakt z mężem ograniczał się wyłącznie do ratowania płynności finansowej. – jeżeli chodzi o pojedyncze kontakty telefoniczne, które poczyniłam, były one tylko w sprawach ważnych, związanych z budową i kredytem. Nie nawiązywałam i nie inicjowałam kontaktów z nim w żadnym innym celu.
Prokuratura tłumaczy: „Sąd uznawał, iż kontakty były wzajemne”
6 sierpnia Prokurator Rejonowy w Świdnicy Łukasz Cimała przedstawiał w rozmowie powody, dla których śledczy zdecydował się na tak radykalny krok, jak umorzenie sprawy i zdjęcie środków ochronnych. – Środki zostały zastosowane na początku listopada. Całe postępowanie zaczęło się od tego, iż pokrzywdzona zgłosiła zdarzenie, do którego miało dojść w trwającym jeszcze wówczas małżeństwie. Zaczęło się od tego, iż mąż miał wyrwać jej telefon i domagać się podania kodu do jego odblokowania. Później policja rozpoczęła czynności, doszło do zatrzymania mężczyzny i odzyskania telefonu. Prokuratura zdecydowała się na zastosowanie wolnościowych środków zapobiegawczych – mówił prok. Łukasz Cimała.
Szef świdnickiej prokuratury tłumaczył, dlaczego wniosek o areszt upadł, a cała sprawa zmierzała do umorzenia. – W miarę prowadzenia tego postępowania konflikt między stronami dynamicznie narastał. Po kilku przesłuchaniach pokrzywdzonej prokurator zdecydował się skierować do sądu wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Jednak sąd nie zgodził się z argumentacją prokuratora. Sądu nie przekonała kwestia łamania środków zapobiegawczych przez podejrzanego, ponieważ wykazano, iż również pokrzywdzona inicjowała kontakty i spotykała się z podejrzanym. Strony posiadały nieruchomość i trzeba było podejmować działania związane z tą nieruchomością oraz wspólnymi zobowiązaniami finansowymi. Sąd uznał więc, iż te kontakty nie wynikały z próby dokuczenia czy złośliwości, a z konieczności rozwiązywania wspólnych spraw.
Zapytany o czerwcową decyzję o umorzeniu postępowania obejmującego aż 6 czynów zarzucanych byłemu policjantowi oraz o cofnięcie zakazu zbliżania się, prokurator Cimała wskazywał na sztywne ramy prawne. – Te wszystkie okoliczności doprowadziły prokuratora do wniosku, iż postępowanie należy umorzyć. Jako podstawę przyjęto brak w zachowaniu sprawcy znamion czynu zabronionego oraz brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu. Prokurator uchylił też stosowane środki wolnościowe. W sytuacji umorzenia postępowania prokurator jest do tego zobowiązany, ponieważ odpada ogólna przesłanka ich stosowania. Aby stosować jakikolwiek środek zapobiegawczy, musi zachodzić duże prawdopodobieństwo, iż podejrzany dopuścił się zarzucanego czynu.
Zdaniem prokuratury, pani Anna mogła uniknąć jakiegokolwiek bezpośredniego kontaktu z mężem. – Pokrzywdzona była w toku postępowania reprezentowana przez profesjonalnego pełnomocnika. Była więc możliwość uniknięcia bezpośredniego kontaktu. Ponadto, skoro wobec mężczyzny zastosowano środki zapobiegawcze, a pokrzywdzona sama nawiązywała z nim kontakt, deaktualizowało to w oczach sądu potrzebę stosowania tych środków – stwierdził prokurator.
Kwestię opublikowanego filmu erotycznego wygenerowanego przez AI, poniżającego kobietę, prokurator ocenił w ten sposób: – Samo opublikowanie takiego materiału w mediach społecznościowych w określonych okolicznościach może nie stanowić odrębnego przestępstwa, ale być elementem szerszego obrazu – np. elementem uporczywego nękania. Prokurator oceniał to jako element całości zachowania i uznał, iż zgromadzony materiał nie jest wystarczający do przypisania odpowiedzialności karnej.
Odnosząc się do zarzutów o stosowanie pobłażliwości wobec byłego mundurowego, szef prokuratury odpierał zarzut o powiązania. – Trudno choćby komentować takie twierdzenia, bo cały przebieg postępowania przeczy tej tezie. Gdyby istniał jakiś „parasol”, nie stosowano by wobec niego środków zapobiegawczych ani nie kierowano by wniosku o tymczasowe aresztowanie do sądu. Ten pan nie jest funkcjonariuszem od dobrych kilku lat, a choćby gdyby nim był, nie miałoby to żadnego wpływu na obiektywizm postępowań.
Były policjant oskarża żonę
Były policjant nie ograniczał się do obrony, ale sam zaczął kierować do organów ścigania zawiadomieniami uderzające w żonę.
– Jest szereg postępowań, co świadczy o bardzo silnym konflikcie globalnym między stronami. Były to postępowania inicjowane przez mężczyznę. Dotyczyły one m.in. zawiadomień o naruszenie miru domowego oraz kradzieży telefonu komórkowego – ujawnił prokurator Cimała.
– Dwa postępowania zostały zakończone odmową wszczęcia. Sprawa o kradzież z włamaniem przez cały czas się toczy. Dotyczyła mienia w postaci sprzętu elektronicznego. Do zdarzenia miało dojść w momencie, gdy podejrzany został zatrzymany w naszym postępowaniu. Pokrzywdzona miała udać się do ich wspólnego domu i zabrać stamtąd kamery, laptopa oraz inny sprzęt – mówi szef prokuratury w Świdnicy.
Pani Anna odpiera zarzuty. – jeżeli chodzi o postępowanie w sprawie (a nie przeciwko mnie) o kradzież wspólnych rzeczy, w tym piekarnika czy obrączek, to absurd. Martwiąc się o swoją nieruchomość, zaraz po aresztowaniu męża zmieniłam zamki przy pomocy profesjonalnej firmy w obecności świadków, gdyż wcześniej samowolnie je wymienił. Wyłączyłam główne zasilanie, wiedząc o nielegalnej instalacji elektrycznej, zabezpieczyłam budynek i bramę. Nie zabrałam z domu żadnych przedmiotów. Po wyjściu z aresztu mąż ponownie przełamał zamki i od miesięcy nie mogę wejść do własnego domu, choć sama spłacam na niego kredyt.
Paragrafy sobie…
Zderzenie tej historii z przepisami prawa ujawnia systemową lukę. Art. 190a § 1 Kodeksu karnego wyraźnie wskazuje, iż przestępstwo stalkingu polega na uporczywym nękaniu, które wzbudza u pokrzywdzonego uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia, poniżenia lub udręczenia. Z kolei art. 190a § 2 Kk wprost penalizuje wykorzystanie wizerunku w celu wyrządzenia szkody osobistej. W doktrynie prawa podkreśla się, iż przymus życiowy czy ekonomiczny – taki jak konieczność wizyty w banku w celu uratowania się przed komornikiem – nie wykasowuje statusu ofiary ani nie oznacza braku lęku przed oprawcą.
Ponadto, art. 258a Kodeksu postępowania karnego daje prokuraturze narzędzia do natychmiastowego reagowania i zaostrzania środków, gdy wolnościowe zakazy nie działają. Uchylenie zakazu zbliżania się w momencie wydania nieprawomocnego postanowienia o umorzeniu sprawiło jednak, iż kobieta z dnia na dzień została pozbawiona jakiejkolwiek ochrony ze strony państwa.
Sprawa podjęta na nowo, ale procedury paraliżują ochronę
Determinacja pani Anny i natychmiastowe zażalenie wniesione przez jej pełnomocnika przyniosły pierwszy przełom. 8 sierpnia 2026 roku prokurator prowadzący – po ponownej analizie akt i zebranych dowodów – uchylił decyzję o umorzeniu i podjął postępowanie na nowo. Warto dodać, iż na wniosek pokrzywdzonej postępowanie nadzorem objęła Prokuratura Okręgowa.
Problem w tym, iż decyzja o podjęciu z umorzenia, nie oznacza ponownego zastosowania m.in. zakazu zbliżania się. 28 sierpnia przed Sądem Rejonowym w Świdnicy miało odbyć się posiedzenie w sprawie zażalenia na zdjęcie środków zapobiegawczych. Do rozstrzygnięcia jednak nie doszło – prokuratura nie przekazała do sądu materiałów dowodowych złożonych przez kobietę w lipcu (dotyczących m.in. stałej inwigilacji auta kamerą pod zakładem prowadzonym przez pokrzywdzoną), a sąd nie zdołał skutecznie doręczyć zawiadomienia o terminie samemu podejrzanemu.
Sprawa wraca do punktu wyjścia. Postępowanie formalnie trwa, ale były policjant przez cały czas nie ma zakazu zbliżania się do żony, a kobieta każdego dnia wychodzi do pracy z poczuciem, iż w starciu z systemem i byłym mundurowym to ofiara musi udowadniać, iż naprawdę się boi.
Agnieszka Szymkiewicz
Imię bohaterki publikacji zostało zmienione.

1 godzina temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·