Nazywam się Jacek Wrzosek. Od 2002 roku, na początku jako broker ubezpieczeniowy w ramach własnej działalności gospodarczej PHU JAX Jacek Wrzosek, następnie w ramach Kancelarii Prawniczo-Brokerskiej Adversum Sp. z o. o. reprezentuję i wspieram osoby poszkodowane w różnego rodzaju wypadkach, w których występuje odpowiedzialność cywilna sprawców tych zdarzeń.
W trakcie ponad 23 lat pracy stykałem się z różnymi sprawami i sytuacjami. Mam ogromne doświadczenie, ponieważ sprawy te obsługiwane są od początku działalności także na etapie sądowym. W tym okresie pomogliśmy tysiącom naszych klientów. Pisząc tego Bloga chcę się podzielić swoimi uwagami, w szczególności o tym, w jakiej sytuacji w tej chwili znajdują się osoby poszkodowane. Jak nasze Państwo, sytuacja w sądach i ochronie zdrowia powodują, iż TU, odpowiedzialne za sprawców szkody, utwardzają swoje stanowiska i coraz bardziej obniżają wypłacane kwoty.
Dziś jednak chciałbym omówić sprawę, która ostatnio szczególnie mnie bulwersuje. Tu niestety mamy do czynienia z organami Państwa Polskiego. Oto krótki opis sytuacji.
Dla Pani Katarzyny dzień 21 stycznia 2023 r. nie był zwykłym dniem. Data ta już na zawsze będzie kojarzyć się jej z niezwykle dotkliwą tragedią, która wówczas ją spotkała. Tego dnia Pani Katarzyna utraciła w tragicznym wypadku dwie najważniejsze i jedyne w jej dotychczasowym życiu osoby: syna oraz 10-letnią wnuczkę. Cały jej świat legł w gruzach, gdy w przypadkowy sposób dowiedziała się o zdarzeniu. Informację o śmiertelnym wypadku z udziałem syna i wnuczki pozyskała poprzez rozpoznanie numeru rejestracyjnego w mediach społecznościowych. W ten sposób, bez jakiegokolwiek wcześniejszego uprzedzenia, dowiedziała się o śmierci swoich najbliższych.
Dlaczego ofiary wypadków z wojskiem USA są ignorowane?
Sprawcą zdarzenia był żołnierz amerykańskich sił zbrojnych, przebywający w Polsce w ramach kontyngentu. W myśl umów zawartych przez Polskę i USA jurysdykcja prawna (karna) została wyłączona. Pomimo, iż prokuratura ustaliła bezsprzeczną winę tego żołnierza, sprawę umorzono a dokumentację przekazano stronie amerykańskiej. Nie to stanowi jednak problem. Problemem jest to, iż kwestie odszkodowawcze, w myśl tych umów i polskiego prawa, pozostały po stronie Polski, jako państwa. I tu sytuacja się skomplikowała.
Pani Katarzyna jako osoba starsza (ponad 80 lat), która pozostała sama, bezpośrednio po wypadku powierzyła przygotowanie roszczenia i niezbędnych dokumentów naszej Kancelarii. Dość gwałtownie przygotowaliśmy odpowiednią dokumentację i skierowaliśmy roszczenie do specjalnie powołanej w Ministerstwie Obrony Narodowej Komisji do rozpatrywania roszczeń z tytułu szkód wyrządzonych przez wojska obce. Tu pojawiły się pierwsze schody. Musieliśmy wypełnić skomplikowane formularze. Zrobiliśmy to i pełni nadziei, iż sprawa gwałtownie się skończy odczekaliśmy terminy, które obowiązują polskie Towarzystwa Ubezpieczeniowe.
Błąd -okazało się, iż roszczenie musi zostać prze procedowane także ze stroną amerykańską. Uwierzyliśmy. Kolejny błąd-ponad dwa lata monitów i korespondencji, przekładania terminów ewentualnej wypłaty. Urzędniczy bełkot, w ramach którego otrzymywaliśmy zapewnienia, iż Komisja nie będzie się zachowywać jak Towarzystwo Ubezpieczeń i ograniczać kwot. Trwało to do wiosny 2025 roku. Nie chcąc dłużej czekać, skierowaliśmy sprawę do sądu w ramach zawezwania do próby ugodowej. Skutek? Otrzymaliśmy informację, iż muszą jeszcze skonsultować wysokość roszczonych kwot z Prokuratorią Generalną Skarbu Państwa. Osobiście wówczas rozmawiałem z Naczelnikiem Wydziału tej komisji. Zasugerowałem podczas tej rozmowy, by sięgnął do materiałów prasowych i nie tylko, które pojawiły się po tragedii z 10 kwietnia 2010 roku, kiedy to Prokuratoria określiła, iż wszyscy którzy stracili bliskich pod Smoleńskiem w wypadku samolotu Prezydenta RP, mają uprawnienie do zadośćuczynienia w kwocie 250 000 zł dla każdej takiej osoby. Oczywiście wypłata zadośćuczynienia nie wykluczała odszkodowań majątkowych, z których także skrupulatnie skorzystano. Rozmowa się urwała. Na początku grudnia 2025 roku komisja przesłała nam decyzję, iż przyznaje Pani Katarzynie kwotę po 50 000 zł jako zadośćuczynienie po śmierci jej bliskich. Czyli łącznie 100 000 zł.
Oczywiście nie zgadzamy się z tą kwotą, co potwierdziliśmy w stosownych formularzach przysłanych wraz z decyzją. Niemniej była to w końcu jakaś decyzja. Poprosiłem więc, by nie czekać już kolejnych miesięcy z wypłatą i przed Świętami Bożego Narodzenia ją zrealizować, aby Pani Katarzyna mogła przynajmniej godnie je spędzić. Nota bene, zmarły syn pomagał matce materialnie, niestety nie w sposób formalny (przelewy czy inne dokumenty), więc trudno jest to udokumentować. Od siedmiu miesięcy pomagamy Pani Katarzynie wypłacając jej co miesiąc określoną kwotę, by mogła żyć. To kolejny błąd w naszym rozumowaniu: iż empatia i zrozumienie zwykłego człowieka będą po stronie komisji. Kwota wskazana w decyzji do dziś nie wpłynęła i decyzja nie została zrealizowana. Sprawa oczywiście znajdzie się
w sądzie nie jako zawezwanie do ugody, ale jako normalne postępowanie.
W związku z sytuacją opisaną powyżej nasuwają mi się takie myśli: czy mamy już wojnę? Czy ofiary cywilne mogą być pozostawione same sobie? Czy bezduszność machiny urzędniczej jest tak ogromna?
Istotne jest zatem inne pytanie: jakie kryteria determinują wysokość zadośćuczynienia ustalonego przez Komisję? Czy jest nim dramatyczny charakter zdarzenia i rozmiar fizycznej oraz psychicznej krzywdy, czy też czynniki niezwiązane
z samą osobą pokrzywdzoną, takie jak medialne zainteresowanie lub zajmowanie przez ofiary wysokich stanowisk państwowych? Wysokość krzywdy nie zależy od funkcji pełnionych przez zmarłych, ale od realnego cierpienia rodzin. Trudno znaleźć uzasadnienie, dla którego w przypadku rodzin osób pełniących wysokie funkcje państwowe oczywiste było przyznanie znacznych kwot zadośćuczynienia, natomiast
w przypadku Pani Katarzyny pomniejsza się rozmiar jej krzywdy. Równość wobec prawa powinna prowadzić do wniosku, iż także w niniejszej sprawie wysokość zadośćuczynienia musi pozostawać w realnym związku z ogromem cierpienia i trwałością negatywnych następstw tragicznego zdarzenia.
Kiedyś Jerzy Urban jako rzecznik komunistycznego rządu wypowiedział słowa, które zbulwersowały wszystkich: Rząd się wyżywi.
Czy dziś parafrazując te słowa mogę powiedzieć:
Politycy się wyżywią, niezależnie od opcji politycznej.
Wojny nie mamy, ale zauważam jedną rzecz. Na czele ministerstw stoją ministrowie, najczęściej wybrani jako posłowie w wyborach powszechnych. Czy oni nie wiedzą o takich sytuacjach? A może wiedzą, tylko mają to w głębokim poważaniu? Czy zwykły człowiek liczy się dla nich tylko przy urnach wyborczych?
Autor: Jacek Wrzosek – Kancelaria Adversum

1 dzień temu








English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·