Awans mimo wątpliwości. W tle anonim do Macierewicza

news.5v.pl 19 godzin temu

Podinsp. Krzysztof Luty został nowym zastępcą komendanta Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Z informacji Interii wynika, iż szef MSWiA Tomasz Siemoniak upoważnił jednego ze swoich zastępców do podpisania decyzji kadrowej. Funkcja, którą od 1 kwietnia objął Luty, to jedno z najważniejszych stanowisk w polskiej policji, dające dużą władzę nad funkcjonariuszami. Informacja ta pojawiła się też w Informacyjnym Serwisie Policyjnym.

Biuro Spraw Wewnętrznych Policji zajmuje się wykrywaniem i ściganiem popełnionych przez policjantów przestępstw takich jak: korupcja, przekroczenie uprawnień czy nadużycie władzy. Biuro ma pomóc w utrzymaniu wysokich standardów etycznych i eliminować zachowania, które mogą negatywnie wpłynąć na wizerunek formacji. Przez wielu BSWP jest zwane „policją w policji”.

Krzysztof Luty przez lata był zastępcą naczelnika wydziału BSWP w Krakowie. W grudniu ubiegłego roku powierzono mu pełnienie obowiązków zastępcy komendanta Biura. O tę ostatnią nominację wspólnie zabiegali komendant główny policji i komendant Biura Spraw Wewnętrznych, którzy zawnioskowali do ministra spraw wewnętrznych i administracji o nowe stanowisko dla Lutego.

Rzecznik prasowa komendanta głównego twierdzi, iż „nieprawdą jest fakt, jakoby Komendant Główny Policji w tej sprawie skierował wniosek do MSWiA”. Jednak biuro prasowe ministerstwa potwierdziło Interii, iż komendant Boroń taki wniosek przekazał do resortu.

„Zgodnie z obowiązującymi przepisami, kandydat na stanowisko kierownicze m.in. w policji, przed powołaniem lub mianowaniem podlega procesowi weryfikacji prowadzonej w Biuro Nadzoru Wewnętrznego MSWiA ” – czytamy w wiadomości przesłanej przez biuro prasowe MSWiA.

Ministerstwo zapewnia, iż taką weryfikację przeszedł również podinsp. Luty.

Tajemniczy anonim i operacja służb


Tymczasem wątpliwości związanych z postacią podinsp. Krzysztofa Lutego w ostatnim czasie pojawiło się co najmniej kilka.

Jak opisywaliśmy w Interii, Biuro Spraw Wewnętrznych Policji przeprowadziło tajną operację w celu zdobycia DNA kobiety, podejrzewanej o wysłanie anonimu, który trafił na biurko ówczesnego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza.

Zobacz również:


Jednostką, odpowiedzialną za przeprowadzenie operacji, były struktury z Krakowa, którymi kierował m.in. Krzysztof Luty.

Jest wrzesień 2016 r. Na jednej z krakowskich ulic patrol ruchu drogowego zatrzymuje auto prowadzone przez kobietę. Z radiowozu wychodzi dwóch umundurowanych policjantów i informuje ją, iż została zatrzymana do rutynowej kontroli trzeźwości. Po krótkiej wymianie zdań godzi się na badanie alkomatem. Wynik jest negatywny, policjanci przepraszają za niedogodności i pozwalają jej odjechać. Kobieta nie ma pojęcia, iż mundurowi, którzy ją kontrolują, działają na polecenie Biura Spraw Wewnętrznych Policji.

Policjanci BSWP po kontroli zabezpieczają ustnik, wkładają go do foliowej bezpiecznej koperty i wysyłają do laboratorium, aby pobrać DNA. Porównują je z tym zabezpieczonym na kopercie z anonimem, który trafiła najpierw na biurko Mateusza Morawieckiego, a później do ówczesnego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza.

Akcja BSWP. Żandarmeria prosi o pomoc, potrzebne DNA


Chodzi o operację zarejestrowaną w biurze pod sygnaturą D-KR-Z-77/16. Policjanci BSWP na zlecenie Żandarmerii Wojskowej mieli inwigilować funkcjonariuszkę innej służby.

Wszystko z powodu wojskowych personalnych porachunków. Sprawę pierwsi ujawnili dziennikarze Onetu: Edyta Żemła, Marcin Wyrwał i Paweł Ławiński.

Chodzi o anonim, który trafił najpierw na biurko Mateusza Morawieckiego, a później został przekazany ówczesnemu ministrowi obrony narodowej Antoniemu Macierewiczowi. W korespondencji w złym świetle jest przedstawiony jeden z wysokich rangą żandarmów. Macierewicz zlecił żandarmerii zbadanie całej sprawy.

Zobacz również:


Ostatecznie na podstawie bilingów wojskowi wytypowali osobę, która miała wysłać list. Jednak dla pewności potrzebne było DNA podejrzanej, aby można było je porównać z DNA śliny ze znaczka pocztowego, umieszczonego na przesyłce. Żandarmeria nie mogła sama pobrać DNA, dlatego nieformalnymi kanałami poprosiła o pomoc kierownictwo wydziału w Krakowie BSWP.

Jeden z policjantów, pracujących w BSWP, z którym udało nam się porozmawiać, złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, ponieważ biuro nie powinno zajmować się osobami, które nie są zatrudnione w policji.

Co ważne, w zawiadomieniu wskazano podinsp. Lutego, jak osobę, która między innymi kierowała działaniami funkcjonariuszy BSWP przeciwko kobiecie.

– W połowie 2016 r. trafiły do nas materiały, jednak w ogóle nie powinniśmy się nimi zajmować. Osoby, wobec których mieliśmy podjąć działania, nie były zatrudnione w policji tylko innych służbach, a BSWP może zajmować się tylko przestępstwami popełnionymi przez policjantów, pracowników cywilnych policji oraz na szkodę policji – mówił nam Tomasz, były funkcjonariusz BSWP.

Zobacz również:


Były mundurowy wskazał w piśmie funkcjonariuszy, którzy zgodzili się zeznawać w sprawie. Jednak nigdy nie zostali oni przesłuchani.

Z naszych informacji wynika, iż kierownictwo BSWP w Krakowie, po złożeniu zawiadomienia, było w prokuraturze. Po ich wizytach prokuratura uznała, iż nie doszło do złamania prawa.

Działania BSWP w Krakowie. „Polowanie” na policjanta


W styczniu w Interii opisaliśmy także historię Łukasza Czesnaka, policjanta z Krakowa. Ten półtora roku temu napisał do naszej redakcji wiadomość, w której poinformował o problemach policjantów z radiowozami i brakiem pieniędzy na ich remont i zakup paliwa. To utrudniało pracę funkcjonariuszom. Wiadomość Czesnaka była pokłosiem tekstu, w którym opisaliśmy, iż komendant wojewódzki policji wyremontował swój gabinet za setki tysięcy złotych.

Półtora roku po wysłaniu wiadomości Biuro Spraw Wewnętrznych Policji próbowało zatrzymać Czesnaka i postawić mu zarzuty wynoszenia tajnych informacji. O swoich działaniach BSWP nie poinformowało prokuratury. Dopiero po zakończeniu akcji biuro chciało, aby policjant usłyszał zarzut przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków służbowych.

Jak czytamy w dokumentach, do których dotarła nasza redakcja, prokuratura w Krakowie uznała jednak, iż do złamania prawa przez funkcjonariusza nie doszło. Początkiem grudnia 2024 r. sąd w Krakowie zdecydował, iż trzeba wyjaśnić wszystkie wątpliwości związane z działaniami BSWP. Sędzia uznał, iż policjanci dowolnie interpretowali przepisy. Stwierdził również, iż brak było podstaw do „wszczęcia i prowadzenia postępowania przygotowawczego”.

Prokuratura w Przemyślu w lutym wszczęła śledztwo w sprawie możliwości przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy Biura Spraw Wewnętrznych Policji. Za działania BSWP miał odpowiadać m.in. Luty.

Zobacz również:


Prokuratura chce sprawdzić, czy funkcjonariusze BSWP dopuścili się fałszowania dowodów. O co dokładnie chodzi? BSWP podczas swoich działań zarekwirowało jeden z komputerów znajdujących się na komisariacie, do którego dostęp miało co najmniej kilkunastu policjantów. Pierwsze oględziny sprzętu nie wykazały żadnych nieprawidłowości, a prokuratura nakazała jego natychmiastowy zwrot. Kilkanaście dni po tym fakcie BSWP zabrało komputer ponownie i przetrzymywało w swojej siedzibie. Co wtedy działo się ze sprzętem, nie wiadomo. Po kilku miesiącach stwierdzono, iż na komputerze znajdują się zdjęcia pornograficzne.

Dziennikarze na celowniku służb?


Prokuratura ma zająć się także ewentualną inwigilacją krakowskich dziennikarzy, którzy mieli ujawniać nieprawidłowości związane z działaniami krakowskiego magistratu za rządów Jacka Majchrowskiego.

Działania operacyjne mieli prowadzić funkcjonariusze BSWP z Krakowa. Informowaliśmy o tym w Interii już w styczniu.

Rzecznik prasowa policji wciąż nie zabrała głosu w sprawie możliwego podsłuchiwania dziennikarzy przez BSWP. Z kolei radca prawny Oliwia Warecka w imieniu komendanta głównego napisała, że: „Komenda Główna Policji oraz Biuro Spraw Wewnętrznych Policji nie potwierdziły ani nie zaprzeczyły, iż prowadzone były działania operacyjne wobec dziennikarzy„.

W piśmie dodała także, iż „należy wskazać, iż działania operacyjne, prowadzone przez policję, podlegają ochronie na podstawie przepisów. Tym samym zgodnie z tymi przepisami policja nie udziela informacji o prowadzonych czynnościach operacyjno-rozpoznawczych„.

Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz: [email protected]

Zobacz również:



Giertych i Kaczyński starli się w Sejmie. „Nie jestem z tobą po imieniu, łobuzie”Polsat NewsPolsat News


Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas

Dołącz do nas
Idź do oryginalnego materiału