ANTYPOLSKOŚĆ DEMONSTROWANA ORTOGRAFICZNIE

polskawolna.pl 13 godzin temu
W policyjnej rocie ślubowania pojęcie służby Rzeczypospolitej Polskiej jako państwu występuje trzykrotnie, natomiast odniesienie do służby NARODOWI POLSKIEMU – ANI RAZU. Jakież wspaniałe pole dla usprawiedliwienia służby narodowi niemieckiemu (z odchyłem hitlerowskim), ukraińskiemu (z odchyłem banderowskim) lub rosyjskiemu (z odchyłem sowieckim czyli żydochazarskim).

W pewnym sensie choćby do tego przywykłem. Absolutna większość policyjnych przesłuchań, na które co rusz jestem wzywany i które stanowią prokuratorską przygrywkę do późniejszych procesów sądowych dotyczy mojej rzekomej „mowy nienawiści” szczególnie wobec Żydów, a ostatnio także wobec powojennych przybyszów z dawnych, kresowych terenów II Rzeczpospolitej Polskiej zwanych „repatriantami”.

Tak było i tym razem. Zaczęło się jednak od mojego protestu z powodu wyznaczenia przesłuchania na wtorek, 30 grudnia 2025 roku, dokładnie dzień przed terminowym odbiorem wezwania na poczcie. Interwencja okazała się skuteczna i starsza posterunkowa Natalia Szymańska z Komisariatu I Policji w Gdańsku- Oruni tym razem wyznaczyła spotkanie z należytym wyprzedzeniem, konkretnie – na poniedziałek, 12 stycznia 2026 roku o godz. 12.00. Ta funkcjonariuszka okazała się łaskawa także pod innym względem, bowiem jej koleżanka z tego samego komisariatu, st. post. Olga Bochniewska w połowie 2024 roku wysłała po mnie policyjny radiowóz nie czekając choćby na zwrotną informację z poczty o dostarczeniu swojego „zaproszenia”. Może dlatego, iż wiedziała co robi i z premedytacją wyznaczyła w nim datę przesłuchania o cały tydzień wcześniejszą niż dopuszczalny przepisami termin odbioru korespondencji.

Jakoś nie uległem radiowozowej presji, a do protokołu złożyłem informację o jej okolicznościach, odmawiając odpowiedzi na jakiekolwiek inne pytania. Chyba ta postawa okazała się skuteczna, bowiem wezwanie na następną wizytę otrzymałem terminowo, choć też z akcentem nękającym w postaci wyznaczenia tym razem jako przesłuchującego st. asp. Daniela Kotłowskiego, pracującego w komisariacie policji w Sierakowicach, oddalonych od Gdańska o – bagatela – ponad 50 km…

Do rzeczy, czyli do ostatniego przesłuchania w kwestii „mowy nienawiści” zwłaszcza wobec Żydów i „repatriantów”. Rozwijając wątek mojego rzekomego antysemityzmu wyraziłem przekonanie, iż jest to wyjątkowo kretyński zarzut, zdecydowanie łatwiejszy do postawienia jego autorom. Nie spotkałem się bowiem dotychczas np. z protestem jakiegoś gdańskiego prokuratora z Gdańska, a choćby z całej Polski przeciwko iście zwierzęcemu mordowaniu w Strefie Gazy dziesiątków tysięcy – włącznie z kobietami i dziećmi – Palestyńczyków, czyli rdzennych Semitów, Ja natomiast czynię to publicznie i konsekwentnie, co może oczywiście irytować żydochazarską dzicz zarówno w Izraelu jak i w III RP. Nie sądzę również, aby za argumentem o moim „antysemityzmie” przemawiała codzienna – poranna i wieczorna – modlitwa do Św. Józefa, jakby nie patrzeć Żyda, w dodatku ze szlachetnego rodu Dawidowego, co stanowi najlepszą rekomendację jego pochodzenia.

Z „repatriantami” sprawa wydaje się bardziej skomplikowana. To określenie powinno dotyczyć wyłącznie osób powracających do swojej ojczyzny (od łacińskiego „patria”), tymczasem wśród powojennego desantu stalinowskiego na Polskę w jej obecnych granicach osoby narodowości polskiej stanowiły znaczącą mniejszość wobec starannie wyselekcjonowanej przez NKWD armii żydochazarów, Ukraińców, Białorusinów, Litwinów oraz Rosjan.

A jak traktowano i traktuje się przez cały czas Polaków etnicznych widać najlepiej po procedurze ich prawdziwej repatriacji np. z Kazachstanu. Aby mogli uzyskać obywatelstwo Rzeczypospolitej Polskiej i prawo osiedlenia na jej terenie muszą pokonać wiele urzędowych barier – od udokumentowania polskości swoich przodków zmuszonych – to podkreślmy – siłą do opuszczenia swojej ojczyzny, poprzez wykazanie się znajomością języka polskiego, naszej historii, a choćby hymnu aż po znalezienie gminy, która zapewni im mieszkanie oraz źródło utrzymania. Dla żydochazarów czy Ukraińców otrzymanie paszportu III RP (jakże adekwatny skrót od Republiki Przybłędów), a wraz z nim statusu pełnoprawnego obywatela Unii Europejskiej to wysiłek kilka większy od splunięcia. Wystarczy sama chęć. Resztę załatwią usłużni urzędnicy uzbrojeni w specjalnie przygotowane na tę okoliczność przepisy i pieczątki.

Mimo to, nie mam żadnych uprzedzeń wobec repatriacji w wersji stalinowskiej, oddzielając w jej masie polskie ziarno od obcych, często jawnie nam wrogich i agenturalnych plew. Co ważne, na potwierdzenie tej deklaracji mam argument najmocniejszy z możliwych; długoletnie, sięgające półwiecza i zgodne małżeństwo z kobietą, której rodzina od strony matki przyjechała po wojnie do Polski z terenów obecnej Białorusi, natomiast od strony ojca – kilka pokoleń wcześniej – z Austrii.

Powyższe argumenty starałem się przedstawić podczas policyjnego przesłuchania w możliwie oględnej formie ale nie sądzę, aby zmieniły one cokolwiek w prokuratorskim nastawieniu do mojej osoby. Zadawane przez policjantkę pytania już zawierały z góry założone tezy, a i ona sama dała powody do przekonania, iż także je podziela.

Skąd to przekonanie? Z uważnej – zawsze to robię – lektury podsuniętego mi do podpisania protokołu, choć bez pastwienia się nad licznymi błędami językowymi. Owszem, kilka pomyłek istotnych dla zrozumienia sensu mojej wypowiedzi zostało przez posterunkową N. Szymańską poprawionych ale przy dwóch innych – istotnych osobiście dla mnie – pozostała konsekwentna. Poniżej skrócony przebieg naszej rozmowy:
– Dlaczego w każdym z występujących w protokole określeń dotyczących Polaków używa Pani nie wielkiej ale małej litery?
– To z pośpiechu w pisaniu.
– Jednak ten pośpiech nie przeszkodził Pani pamiętać o wielkiej literze przy wymienianiu Ukraińców, Niemców, Rosjan, Białorusinów, Litwinów, a choćby Żydochazarów, choć taka nacja formalnie nie istnieje.

St. post. Natalia Szymańska wzruszyła tylko ramionami i oczywistych dla mnie poprawek nie naniosła. Nie pozostaje mi nic innego, jak być wdzięcznym, iż przynajmniej wyrazu Polska użyła poprawnie. Może dlatego, iż jeszcze pamięta, jakie państwo ją utrzymuje. Szkoda tyko, iż tej pamięci i elementarnego przecież, bo ortograficznego szacunku nie wykazuje wobec obywateli to państwo utrzymujących.

Henryk Jezierski
Zdjęcie: domena publiczna
(15.01.2026)

Idź do oryginalnego materiału