Alarm bombowy w urzędzie na Mazowszu. Za taki „żart” grożą lata więzienia

1 godzina temu

Urząd Miasta i Gminy Mordy w powiecie siedleckim spędził środę częściowo odcięty od mieszkańców. Do jednej z instytucji mieszczących się w budynku trafił e-mail z informacją o podłożonym ładunku wybuchowym, co uruchomiło ewakuację i sprowadziło na miejsce policję oraz pirotechników. Sprawa zakończyła się bez żadnego zagrożenia, ale dla autora wiadomości konsekwencje dopiero mogą się zacząć.

Fot. Warszawa w Pigułce

Zgłoszenie wpłynęło w środę przed południem. Wiadomość trafiła do jednej z instytucji działających w tym samym budynku co urząd, a jej treść wystarczyła, by uruchomić pełną procedurę bezpieczeństwa. Pracownicy zostali wyprowadzeni na zewnątrz, a sam urząd przestał obsługwać interesantów do odwołania.

Na miejscu pojawili się policjanci, którzy zabezpieczyli teren i czekali na przyjazd specjalistycznej grupy pirotechnicznej – to ona miała ostatecznie zdecydować, czy w budynku faktycznie znajduje się jakiekolwiek zagrożenie. Władze gminy podkreślały, iż do czasu zakończenia działań priorytetem pozostaje bezpieczeństwo mieszkańców, pracowników i wszystkich osób znajdujących się wówczas w budynku, apelując jednocześnie o niezbliżanie się do urzędu.

Napięcie w rejonie urzędu utrzymywało się jeszcze przez jakiś czas. Około 13:30 pracownicy wrócili do swoich biurek – pirotechnicy oraz policjanci dokładnie sprawdzili cały budynek i nie potwierdzili żadnego zagrożenia. Jak podaje Tygodnik Siedlecki, informacja o rzekomo podłożonym ładunku wybuchowym okazała się nietrafionym żartem.

To już kolejny taki przypadek na Mazowszu

Podobna sytuacja miała miejsce w regionie zaledwie kilka tygodni wcześniej. Z budynku Urzędu Miasta i Gminy Konstancin-Jeziorna oraz mieszczących się w nim instytucji – w tym filii starostwa powiatowego i oddziału banku spółdzielczego – ewakuowano wtedy ponad 120 osób. Powodem był ten sam schemat: e-mail z informacją o rzekomym ładunku wybuchowym, a ustalenia służb wskazały, iż najprawdopodobniej chodziło o nieodpowiedzialny żart.

Co grozi za taki „żart”

Polskie prawo traktuje fałszywe zgłoszenia o zagrożeniu bardzo poważnie, niezależnie od tego, czy nadawcy faktycznie chodziło o wywołanie paniki, czy tylko o kiepski żart. Kwestię reguluje artykuł 224a kodeksu karnego – przepis obejmuje każdego, kto wiedząc, iż zagrożenie jest fikcyjne, wywołuje w ten sposób realne działania służb ratunkowych lub porządkowych. Górna granica kary to 8 lat pozbawienia wolności, dolna – 6 miesięcy, i choćby jednorazowe zgłoszenie może zakończyć się wyrokiem bezwzględnego więzienia.

To nie jedyna konsekwencja. Osoba, która wywoła fałszywy alarm, może zostać obciążona pełnym kosztem interwencji wszystkich zaangażowanych służb – policji, straży pożarnej, a czasem też pogotowia – co przy większej akcji potrafi sięgnąć dziesiątek tysięcy złotych. Odpowiedzialności karnej z tego przepisu nie unikną choćby nastolatkoie – obejmuje ona osoby już od 15. roku życia.

Co to oznacza dla Ciebie? Sprawdź, zanim wyślesz podobny „żart” dalej

  • Masz dziś sprawę w urzędzie w Mordach? Placówka wróciła do normalnego funkcjonowania jeszcze w środę po południu, więc wizyta powinna przebiec bez przeszkód.
  • Podobne zgłoszenie w Twojej okolicy nie jest niczym wyjątkowym – tylko w ostatnich tygodniach podobną ewakuację przeszedł też urząd w Konstancinie-Jeziornie.
  • Za wysłanie takiej wiadomości grozi od pół roku do 8 lat więzienia, niezależnie od tego, czy nadawca miał 15 lat, czy 50.
  • W razie realnego niebezpieczeństwa – podejrzanej paczki, informacji o zagrożeniu – jedynym adekwatnym krokiem jest numer 112, a nie sprawdzanie na własną rękę.
Idź do oryginalnego materiału