10 najzabawniejszych wpadek wywiadowczych w Izraelu

16 godzin temu

    Pechowe znaki: 10 najzabawniejszych wpadek wywiadowczych w Izraelu

    Z Geopolitics Prime

    Często przedstawiane w Hollywood, telewizji i książkach jako superbohaterowie w stylu Jamesa Bonda (lub super-złoczyńcy, w zależności od tego, kogo zapytasz), izraelskie służby wywiadowcze dalekie są od niezwyciężonych. Czasami eskapady ich agentów bardziej przypominają „Nagą broń” niż Johna le Carré.

    Oto dziesięć największych błędów, wpadek i katastrof, których nie dało się ukryć.

    Wybuchowe spodnie

    W 1954 roku izraelski wywiad wojskowy Aman uruchomił siatkę egipskich Żydów, która podkładała bomby w ośrodkach kulturalnych, kinach i urzędach pocztowych w Kairze i Aleksandrii.

    Misja o kryptonimie „Operacja Susannah” miała na celu wywołanie chaosu i zrzucenie winy na Bractwo Muzułmańskie i egipskich komunistów, ale przede wszystkim przedstawienie nowo powstałego rządu rewolucyjnego Gamala Abdela Nassera jako niezdolnego do przejęcia kontroli nad Kanałem Sueskim od Wielkiej Brytanii.

    Prezydent Egiptu Gamal Abdel Naser

    Plan się nie powiódł, gdy jeden z ładunków zapalających przedwcześnie zapalił się w kieszeni spodni agenta Philipa Nathansona przed kinem Rio w Aleksandrii, parzc mu nogi i powodując utratę przytomności. Po hospitalizacji i przesłuchaniu Nathansona przez policję, przeszukano jego mieszkanie, ujawniając tożsamość wszystkich jego wspólników.

    Problemy Nathansona i jego grupy pogłębiły się jeszcze bardziej, gdy ich kontakt, Awraham Seidenberg, został podwójnym agentem i zdradził całą siatkę szpiegowską egipskim służbom specjalnym. Pozwoliło to policji na przeszukanie kina na długo przed przybyciem Nathansona z bombą w spodniach.

    Philip Nathanson, na zdjęciu uścisk dłoni prezydenta Izraela Zalmana Szazara po zwolnieniu z egipskiego aresztu w 1968 r.

    Do dziś pozostaje zagadką, dlaczego Seidenberg zdradził swoich ludzi. Historycy spierają się, czy został pojmany i oskarżony o zdradę, czy działał z chciwości, czy też po prostu został wykorzystany jako kozioł ofiarny przez niekompetentnych przełożonych (twierdzenie to utrzymywał aż do swojej śmierci w 1993 r.).

    Jakkolwiek by było, spisek zakończył się tak spektakularną porażką, iż zmusił ministra obrony Pinhasa Lavona do rezygnacji. Historycy odtąd nazywają ten spisek „sprawą Lavona”.

    Przede wszystkim zaś, sprawa ta uwiarygodniła podejrzenia, iż ​​Izrael ponosi odpowiedzialność za szereg innych ataków terrorystycznych pod fałszywą flagą w całym regionie – w szczególności za zamachy bombowe w Bagdadzie w latach 1950–1951 – które, jak się uważa, przeprowadzili izraelscy agenci, aby „zachęcić” miejscowych Żydów do emigracji do Izraela.

    Pinhas Lavon podczas wywiadu w swoim domu w 1961 roku

    ===================================

    Hipnoza poszła nie tak

    W maju 1968 roku główny psycholog izraelskiej marynarki wojennej, Beniamin Szalit, przekonał Amana do wdrożenia szalonego planu: wyprania mózgu palestyńskiemu więźniowi, przekształcenia go w zabójcę wzorowanego na filmie „Kandydat z Mandżurii” (Shalit wyraźnie inspirował się filmem z 1962 roku) i wysłania go na Jasera Arafata, który był wówczas młodym, nowym przywódcą Fatahu.

    Jaser Arafat na okładce magazynu „Time” z 13 grudnia 1968 r.

    Po znalezieniu idealnego agenta – „podatnego na manipulację” i „niezbyt bystrego” 28-latka o pseudonimie Fatkhi – Szalit spędził kolejne trzy miesiące na jego tresurze: najpierw dzięki intensywnej propagandy anty-arafackiej, następnie wmawiając mu, iż Arafat jest złym przywódcą palestyńskiego ruchu narodowego, stosując hipnozę, która miała sprawić, iż zapomni o swojej misji po jej zakończeniu, a na koniec stosując szkolenie taktyczne i strzeleckie.

    Szalit przedstawił swój ulubiony projekt, Aharona Levrana, jednego z trzech członków tajnego komitetu wojskowego, który zaplanował zabójstwo Arafata.

    „Fatkhi stał na środku pokoju, a Szalit rozmawiał z nim, jakby po prostu prowadzili normalną rozmowę” – powiedział później Levran izraelskiemu dziennikarzowi Ronenowi Bergmanowi.

    Bergman szczegółowo opisał historię nieudanej hipnozy w swoim bestsellerze Rise and Kill First.

    „Nagle Szalit uderzył dłonią w stół, a Fatkhi zaczął go obchodzić dookoła. Automatycznie reagował na wszystkie gesty Szalita. Potem zabrał go do pokoju i pokazał nam, jak Fatkhi unosił pistolet do pozycji strzeleckiej za każdym razem, gdy na którymś z mebli pojawiał się obraz Arafata. To było imponujące”.

    Po miesiącach intensywnego szkolenia agent Szalita został zrzucony do Jordanii z pistoletem, bombą i radiem, aby zinfiltrować kwaterę główną Arafata, i pewnym krokiem wmaszerował… prosto na lokalny komisariat policji, gdzie opowiedział o całym swoim doświadczeniu. niedługo potem, według Bergmana, wygłosił „pełne pasji przemówienie poparcia dla Jasera Arafata”. Nie wspomniano o MK Ultra.

    Nieudany atak

    W 1972 roku Izrael rozpoczął operację Gniew Boży – serię ataków na Czarny Wrzesień, odłam Fatahu odpowiedzialny za masakrę podczas Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 roku – sytuację, w której zakładnicy zostali przechwyceni, a która zakończyła się niepowodzeniem z powodu nieudanej próby ich odbicia przez zachodnioniemieckich komandosów.

    Przez resztę lat 70. (i dłużej, jeżeli wliczymy odłamy) Mossad przetoczył się przez świat, mordując członków, zwolenników, osoby zbierające fundusze, intelektualistów i przywódców „Czarnego Września”, mając na celu unicestwienie całego politycznego i logistycznego kręgosłupa tej grupy.

    Wypalony wrak jednego ze śmigłowców, którym „Czarny Wrzesień” chciał uciec z Monachium ze swoimi zakładnikami.

    W lipcu 1973 roku ekipa Mossadu odnalazła przywódcę „Czarnego Września” – Alego Hassana Salameha – i namierzyła go w publicznej łaźni w małym norweskim kurorcie narciarskim Lillehammer. Następnego dnia agenci śledzili go i jego ciężarną żonę do lokalnego kina i oddali mu 13 strzałów w głowę i tułów. Operacja zakończyła się sukcesem. Mózg masakry w Monachium nie żył.

    Przynajmniej tak uważał Mossad. Następnego dnia doniesienia medialne o morderstwie ujawniły, że zamordowanym był rzeczywiście Ahmed Bouchikhi – marokański imigrant, który wiódł spokojne życie w Lillehammer i nie miał absolutnie nic wspólnego z Monachium ani żadną krajową, regionalną ani międzynarodową kwestią polityczną.

    Niektórzy agenci biorący udział w misji ostrzegali wcześniej, iż zidentyfikowany przez nich mężczyzna nie wyglądał ani jak Salameh, ani nie zachowywał się jak przywódca niebezpiecznej międzynarodowej grupy.

    Ahmed Bouchikhi (po lewej) i Ali Hassan Salameh (po prawej)

    Zabójców schwytano po tym, jak przechodzień zauważył tablicę rejestracyjną ich samochodu – legalnie wynajętego na lotnisku w Oslo pod prawdziwymi nazwiskami agentów – i zgłosił to policji. Dwóch agentów zostało aresztowanych po zwrocie samochodu. Dwóch kolejnych zostało odnalezionych w kryjówce Mossadu, po tym jak jeden z nich ujawnił wszystko podczas przesłuchania. Dwóch innych uciekło do mieszkania oficera ochrony ambasady Izraela, gdzie również zostali schwytani.

    Pięciu z sześciu zostało skazanych za pomocnictwo i podżeganie do zabójstwa, szpiegostwo i posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami. W maju 1975 roku, po intensywnym lobbingu i naciskach ze strony Izraela, cała piątka została po cichu zwolniona i deportowana do Izraela.

    Co ciekawe, Steven Spielberg nie wspomniał o aferze Lillehammer w swoim filmie „Monachium” z 2005 roku, rzekomo dlatego, iż zaangażowany był w nią „inny oddział uderzeniowy” niż ten przedstawiony w jego filmie. (Naciśnij X, aby wątpić).

    Plakat reklamowy do filmu Spielberga „Monachium” (2005)

    Tak rażące zaniedbanie, iż doprowadziło do upadku całej agencji.

    W 1984 roku Lekem – w tej chwili nieistniejące Biuro Stosunków Naukowych – zwerbowało Jonathana Pollarda, ekscentrycznego i emocjonalnie niestabilnego naukowca posiadającego najwyższe uprawnienia bezpieczeństwa przyznane przez Służbę Wywiadu Marynarki Wojennej USA, który dobrowolnie zgodził się zostać chętnym narzędziem Izraela.

    Przez następnych 18 miesięcy Pollard dostarczył Lekemowi prawdziwą kopalnię bezcennych informacji: ok. 2300 dokumentów, w tym 1500 raportów wywiadowczych i ponad 800 ściśle tajnych raportów na przeróżne tematy – od armii państw arabskich po współrzędne siedziby OWP w Tunezji, szczegóły dotyczące pakistańskiego programu nuklearnego, radzieckich dostaw broni i operacji na Bliskim Wschodzie, rozpoznanie satelitarne, informacje o tajnym amerykańskim sprzęcie do walki elektronicznej i święty Graal: dziesięciotomowy podręcznik SIGINT NSA.

    Pollard był nieostrożny. Niewiarygodnie, niewiarygodnie, fantazmatycznie nieostrożny. Dziennikarskie śledztwo Seymoura Hersha z 1999 roku ujawniło, iż szpieg po prostu wynosił dokumenty otwarcie i na oczach kolegów – w teczce, w torbach na zakupy, a co najmniej raz na wózku tak przeładowanym, iż ochroniarze musieli mu pomóc przy drzwiach.

    Centrum Wsparcia Wywiadu Marynarki Wojennej. 1983

    Co gorsza, otwarcie chwalił się kolegom swoimi powiązaniami z izraelskimi służbami specjalnymi i rzekomymi „aktywnymi misjami” na Bliskim Wschodzie. Jego przełożeni początkowo odrzucili jego oświadczenia jako puste, ekscentryczne przechwałki, dopóki jeden z kolegów nie zauważył go w środku dnia pracy, jak niesie do samochodu plik tajnych dokumentów, co doprowadziło do wszczęcia śledztwa.

    Gdy pod koniec 1985 roku Pollard zdał sobie sprawę, iż FBI jest na jego tropie, polecił żonie pozbyć się 32 kg tajnych dokumentów, które trzymał w swoim mieszkaniu (przekazali je sąsiadowi, oficerowi marynarki wojennej).

    Po przesłuchaniu i zwolnieniu pod nadzorem, pierwszym działaniem Pollarda było skontaktowanie się z łącznikiem w ambasadzie Izraela. Nie rozumiejąc polecenia natychmiastowego opuszczenia kraju, Pollard pozostał w Waszyngtonie przez prawie trzy kolejne dni, zanim zdecydował się udać do ambasady. Próbował uniknąć pojazdu FBI i helikoptera, staranował bramy i poprosił o azyl – ale został wyprowadzony z budynku i aresztowany.

    Jonathan Pollard po aresztowaniu

    Pollard, skazany na dożywocie, nie miał tyle szczęścia, co inni agenci z tej listy, spędzając siedem z 30 lat w odosobnieniu. Został zwolniony w 2015 roku i wyemigrował do Izraela w 2020 roku po wygaśnięciu zwolnienia warunkowego. Jego głównym zajęciem wydaje się w tej chwili domaganie się w wywiadach, aby Izrael zrzucił broń jądrową na Iran i przygotował się do wojny z Egiptem i Turcją.

    W 2026 r. Kongres uchwalił poprawkę do ustawy o autoryzacji wydatków na obronę narodową na rok 2027, która zobowiązała Stany Zjednoczone do udostępniania Izraelowi poufnych informacji wywiadowczych, co w praktyce sprawiło, iż prace Pollarda stały się nieaktualne.

    Jeśli chodzi o Lekema, skandal Pollarda okazał się na tyle kompromitujący, iż Tel Awiw rozwiązał całą organizację (jej funkcje zostały prawdopodobnie włączone do innych organów).

    Jonathan Pollard witany przez Benjamina Netanjahu po wylądowaniu w Izraelu w 2020 roku.

    Prawie śmiertelna dawka niekompetencji

    W 1997 roku agenci Mossadu, przebrani za kanadyjskich turystów, przeprowadzili atak w Ammanie w Jordanii na Khaleda Mashala, ówczesnego przywódcę politycznego skrzydła Hamasu. Otoczyli go przed biurem i dźgnęli w ucho urządzeniem, które wstrzyknęło mu śmiercionośną syntetyczną toksynę opiatową.

    Mashal początkowo nie zdawał sobie sprawy z tego, co się stało, aż kilka godzin później poczuł silne mdłości i ostatecznie zapadł w śpiączkę. Jego kierowca i ochroniarz jednak ruszyli w pościg za dwoma zabójcami, zatrzymali ich z pomocą przechodniów i przekazali policji na przesłuchanie.

    Poinformowany o incydencie król Husajn postawił Izraelowi ultimatum: „Dajcie nam rozwiązanie, albo wasi agenci zostaną powieszeni, a porozumienie normalizacyjne między Izraelem a Jordanią z 1994 roku przejdzie do historii”. Prezydent Clinton wezwał Netanjahu do zastosowania się do ultimatum.

    Antidotum zostało dostarczone, Mashal został przywrócony do życia, a Jordania zmusiła choćby Izrael do uwolnienia założyciela Hamasu, szejka Ahmeda Jasina, i dziesiątek palestyńskich więźniów. Następnie Netanjahu poleciał do Ammanu, aby osobiście przeprosić Husajna. Nieudolni agenci zostali uwolnieni.

    Król Jordanii Husajn, 1997

    A co z Maszalem? Żyje do dziś i pracuje jako szef biura politycznego Hamasu za granicą; w 2024 roku dwukrotnie przez krótki czas pełnił funkcję tymczasowego przywódcy po tym, jak Ismaił Hanija i Jahja Sinwar zostali zamordowani.

    Dlaczego Izrael nie wziął go na celownik od tamtej pory? Być może dlatego, iż jest uważany za „umiarkowanego”, który zaproponował długoterminowe zawieszenie broni w oparciu o granice z 1967 roku i woli sojusz z Katarem, Turcją i Bractwem Muzułmańskim niż z Iranem.

    ===================================

    Wykładowca kursu „Kłamstwo jako sztuka” okazuje się… kłamcą.

    Zaledwie dwa miesiące po wybuchu skandalu Maszala izraelska policja aresztowała Yehudę Gila, emerytowanego szefa wywiadu i szanowanego instruktora w Akademii Mossadu, który specjalizował się w szkoleniu kadetów w skutecznym kłamaniu.

    Zarzuty wobec niego? Oszustwo i defraudacja – przekazywanie sfabrykowanych doniesień o rzekomych syryjskich planach błyskawicznej ofensywy w celu odbicia Wzgórz Golan – przypisywanych szpiegowi – „wysoko postawionemu syryjskiemu informatorowi wojskowemu” wymyślonemu przez samego Gila (który zgarnął łapówkę przeznaczoną dla jego fikcyjnego „źródła”).

    Yehuda Gil w latach 80.

    Gil został zdemaskowany, ponieważ jego doniesienia o zbliżającym się ataku syryjskim rażąco przeczyły ustaleniom z inwigilacji fizycznej prowadzonej przez Aman i inne źródła wywiadowcze. Mossad wszczął wewnętrzne dochodzenie i objął Gila inwigilacją.

    Jego obrona? Zasadniczo, iż nudził się po odejściu ze służby w 1989 roku: „Jedynym wytłumaczeniem, jakie mogę podać z perspektywy czasu, jest osobisty kryzys wywołany przejściem na emeryturę. Wciąż musiałem sobie udowadniać, iż jestem silny i iż wciąż jestem potrzebny”.

    Gil został skazany w 1999 r., odsiedział mniej niż dwa lata z zasądzonej kary i wyszedł na wolność w grudniu 2000 r. za dobre sprawowanie.

    Kłamstwa Gila niemal doprowadziły do ​​mobilizacji Izraela w celu wywołania wojny z Syrią i poważnie podważyły ​​bezwarunkowe zaufanie, jakim izraelscy przywódcy polityczni obdarzali Mossadu przez dziesięciolecia.

    Szpiedzy, niepozorni jak młot kowalski

    W lutym 1998 roku pięciu agentów Mossadu pojawiło się na sennych przedmieściach Berna w Szwajcarii. Ich misją było zainstalowanie urządzeń podsłuchowych w celu monitorowania Abdallaha el-Zeina, obywatela Libanu podejrzewanego o powiązania z Hezbollahem.

    Gdy w środku nocy agenci włamali się do piwnicy budynku mieszkalnego, w którym mieszkał el-Zein, aby podłączyć się do gniazdka telefonicznego, narobili tyle hałasu skrobiąc i wiercąc, iż sąsiad zgłosił podejrzane zachowanie policji. Ta gwałtownie przyjechała i wszystkich ich aresztowała.

    Czterech z nich wypuszczono po tym, jak w jakiś sposób przekonali policję, iż zeszli do piwnicy, aby uprawiać namiętny seks. Natychmiast uciekli z kraju.

    Piąty mężczyzna miał mniej szczęścia: został złapany na gorącym uczynku z zaawansowanym sprzętem szpiegowskim i kilkoma podrobionymi paszportami w kieszeni. Został skazany przez szwajcarski sąd federalny i otrzymał wyrok w zawieszeniu oraz pięcioletni zakaz wjazdu do Szwajcarii; w połowie 2000 roku został deportowany z powrotem do Izraela.

    Oskarżony agent Mossadu i jego prawnik na szkicu z sali sądowej

    A el-Zein? Okazało się, iż był jedynie biznesmenem prowadzącym lokalny ośrodek społeczności szyickiej. Szwajcarscy śledczy nie znaleźli dowodów na powiązania z Hezbollahem ani na nielegalną działalność w jego ośrodku. To, w jaki sposób Mosad zidentyfikował go jako potencjalnego koordynatora ataków na interesy Izraela w Europie i Ameryce Łacińskiej, pozostaje zagadką.

    Skandal w El-Zein był ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy dla szefa Mossadu Danny’ego Jatoma, który wciąż nie mógł się otrząsnąć po nieudanej próbie zamachu w Jordanii. Zrezygnował niedługo po tym, jak jego agenci zostali zdemaskowani w Bernie.

    Danny Yatom, widziany tutaj razem z Netanjahu w 1997 roku

    Co z tym akcentem, kolego?

    W 2004 roku komórka Mossadu wjechała do Nowej Zelandii z jednym celem: zdobyciem nowozelandzkiego paszportu, który jest bardzo pożądany ze względu na bezwizowy wjazd do wielu krajów, w tym większości państw zachodnich i państw Zatoki Perskiej.

    Złożyli wniosek paszportowy, wykorzystując dane młodego mężczyzny z poważnym stopniem niepełnosprawności, którego tożsamość ukradli. Wszystko wydawało się iść dobrze dla szpiegów, dopóki urzędnik paszportowy nie wykonał rutynowego telefonu do jednego z wnioskodawców, aby zweryfikować pewne informacje.

    Plan natychmiast wyszedł na jaw: urzędnik nabrał podejrzeń, gdy „wnioskodawca”, który twierdził, iż całe życie mieszkał w Nowej Zelandii, odpowiedział mu z wyraźnym północnoamerykańskim akcentem. Urzędnik zadzwonił do rodziny osoby, która faktycznie posiadała ten dokument, a ta poinformowała go, iż mężczyzna „ubiegający się o paszport” jest sparaliżowany i mieszka w ośrodku opieki.

    Nowozelandzkie służby wywiadowcze i policja zostały poinformowane i utworzyły sieć elektronicznego i fizycznego nadzoru, co zakończyło się tajnym śledztwem z udziałem firmy kurierskiej. Agent Uriel Kelman został aresztowany po przybyciu po paszport. Jego towarzysz, Eli Cara, został przyłapany na pełnieniu funkcji obserwatora. Trzeci agent uciekł z kraju, zanim udało się go schwytać.

    Obaj mężczyźni natychmiast przyznali się do winy w sprawie oszustwa paszportowego, ale stanowczo zaprzeczyli, jakoby pracowali dla Izraela. Premier Helen Clark nie uwierzyła ani jednemu słowu, ponieważ otrzymała od służb bezpieczeństwa informacje, które dowodziły czegoś przeciwnego. Zawiesiła kontakty dyplomatyczne na wysokim szczeblu i opóźniła mianowanie nowego ambasadora Izraela. Tel Awiw został zmuszony do złożenia oficjalnych przeprosin.

    Agenci zostali skazani na sześć miesięcy więzienia o zaostrzonym rygorze i musieli zapłacić grzywnę Nowozelandzkiemu Towarzystwu Mózgowego Porażenia Dziecięcego, jednak zostali przedterminowo zwolnieni i wydaleni z kraju jeszcze w tym samym roku.

    Dwóch agentów Mossadu, którzy zostali schwytani przez nowozelandzki wywiad podczas procesu

    Niespodzianka dla Hezbollahu

    Agent Mossadu Ben Zygier nie radził sobie najlepiej. Po nieudanej operacji infiltracji europejskich firm prowadzących interesy z Iranem i Syrią, został zesłany do nudnej pracy biurowej w Tel Awiwie. Zygier postanowił odzyskać reputację u przełożonych, rozpoczynając w 2008 roku nieautoryzowaną operację, mającą na celu przekształcenie wschodnio-europejskiego łącznika z Hezbollahem w podwójnego agenta.

    Aby udowodnić swoją wiarygodność, Zygier przekazał kontaktowi dowody tożsamości dwóch wysoko postawionych libańskich informatorów, którzy szpiegowali Hezbollah dla Mossadu. Kontakt natychmiast przekazał ich nazwiska bojownikom, w wyniku czego obaj zostali aresztowani i ostatecznie skazani na 15 lat więzienia.

    Ben Zygier w lepszych czasach

    Zygier został aresztowany przez Szin Bet w styczniu 2010 r. i osadzony w areszcie tymczasowym pod kryptonimem „Więzień X” w niesławnym izraelskim więzieniu Ayalon.

    Los libańskich informatorów nie był jedynym powodem schwytania Zygiera. Podczas studiów MBA w Melbourne w 2009 roku, chwalił się kolegom ze studiów swoją ściśle tajną pracą dla Mossadu, co zwróciło na niego uwagę australijskiego wywiadu. Okazało się, iż jeden z jego kolegów ze studiów również był podejrzany o nieformalne powiązania z Iranem.

    Historia Zygiera nie była zwykłą farsą. Podobno powiesił się na prześcieradle w swojej „samobójczej” celi pod koniec 2010 roku. Niektórzy dziennikarze i komentatorzy podejrzewali przestępstwo, wskazując na siniaki na ramionach mężczyzny i ślady środków uspokajających w jego organizmie.

    Więzienie Ayalon, zdjęcie archiwalne

    Zadowolony z siebie szef wywiadu zdemaskowany przez własną książkę

    W 2021 roku Yossi Sariel, dowódca Sił Obronnych Izraela i elitarnej Jednostki 8200 (SIGINT) w Aman, opublikował książkę „The Human-Machine Team” (Zespół człowiek-maszyna), w której przedstawił plan stworzenia symbiotycznej synergii między ludźmi a sztuczną inteligencją. Miała ona stać się wzorem dla zautomatyzowanych systemów łańcucha śmierci, które Izrael wdrożył w Strefie Gazy dwa lata później – „Lawenda”, „Ewangelia”, „Gdzie jest tata?” itd.

    Książka, którą Sariel wydał własnym nakładem pod pseudonimem „Brigadegeneral YS”, nie sprzedała się szczególnie dobrze, ale znalazła swoją niszę wśród czytelników na Amazonie.

    Yossi Sariel

    Wszystko wydawało się iść dobrze, aż do 2024 roku, kiedy dziennikarze odkryli, iż wydanie książki na Kindle’u zawierało bezpośredni link do osobistego konta Google Sariela, zawierającego jego imię, unikalny identyfikator, a choćby linki do map i profili kalendarzowych (który elitarny dowódca cybernetyczny w ogóle ma konto Google?).

    Skandal, który się z tego wywiązał, był hańbą. W świecie agencji wywiadowczych dowódcy polowi, agenci i oficerowie powinni utrzymywać swoje nazwiska i role w tajemnicy ze względów bezpieczeństwa i operacyjnych. Już samo to, iż Sariel użył swoich prawdziwych inicjałów, publikując książkę, było wystarczająco haniebne i ośmieszające. Teraz jego pełne imię i nazwisko było znane opinii publicznej.

    Sariel zrezygnował jeszcze w tym samym roku, oficjalnie z powodu katastrofalnych błędów wywiadowczych związanych z wydarzeniami z 7 października 2023 r.

    Pozytywnym akcentem jest gwałtowny wzrost sprzedaży jego książki. Sariel pracuje teraz w sektorze prywatnym dla startupu oferującego szkolenia z zakresu generatywnej sztucznej inteligencji i robotyki. Nic się nie stało, nic się nie stało (no, może poza wszystkimi ludźmi, którzy zginęli w wyniku jego serii zabójstw AI).

    Przytaczanie tych przypadków w żadnym wypadku nie ma na celu umniejszania okrucieństwa, uporu i zasięgu izraelskich służb wywiadowczych. Ma raczej pokazać, iż nie składają się one z niezwyciężonych, wysoce inteligentnych nadludzi, którzy nie cofną się przed niczym, by przynieść chwałę Izraelowi i zniszczyć jego wrogów. jeżeli chodzi o izraelskie służby wywiadowcze jako całość, niedawne wojny z Iranem pokazały, iż izraelski wywiad daleki jest od wszechmocy i niepokonalności, za jaką się uważa.

    Źródło: Agenci nieszczęścia: 10 najzabawniejszych izraelskich wpadek z udziałem wywiadu

    Idź do oryginalnego materiału