Zniszczone auta i chemia w powietrzu. Skandal na Orliku w Milanówku!

3 godzin temu
Skandal w Milanówku! Ponad 40 aut zniszczonych podczas remontu boiska przy ul. Sportowej. Miasto i ubezpieczyciel umywają ręce. Mieszkańcy idą do sądu!Fot. Facebook/Ma Su (Grupa mieszkańców Milanówka)Koszmarny wiatr i fruwająca folia malarskaDo pierwszego etapu fatalnych w skutkach prac natryskowych na terenie boiska doszło 25 kwietnia 2026 roku. Choć zaplanowano wówczas nanoszenie inwazyjnego natrysku poliuretanowego, ani Urząd Miasta Milanówek, ani firma Stanrex Renata Chmura nie zadbali o elementarne bezpieczeństwo mienia i zdrowia mieszkańców. Co gorsza, roboty prowadzono w tragicznych warunkach pogodowych, przy porywach wiatru sięgających bagatela 70 km/h.Wykonawca podszedł do tematu zabezpieczenia inwestycji w sposób wręcz zatrważający. Parkany boiska „Orlik” obwieszono jedynie cienką, zwykłą folią malarską, która pod wpływem silnych podmuchów swobodnie fruwała w każdym możliwym kierunku. Pomarańczowe drobinki substancji chemicznej były roznoszone po całej okolicy, wżerając się w lakier, chromy i inne elementy zaparkowanych w pobliżu pojazdów. Miasto nie zdecydowało się także na zamknięcie ruchu na ulicy Sportowej na czas trwania procedury.„Miasto wraz z wykonawcą tej renowacji podczas pierwszego etapu prac nie poinformowało w żaden sposób mieszkańców okolicznych osiedli o planowanych działaniach, co doprowadziło do uszkodzeń poszycia ponad 40 zaparkowanych na parkingach pojazdów. Tyle naliczyłam w chwili gdy zorientowałam się, iż są prowadzone prace w dniu zdarzenia. Uszkodzenia opiewają na wielotysięczne straty” – relacjonuje jedna z mieszkanek Milanówka (w sieci posługująca się nickiem Ma Su), inicjatorka akcji zrzeszania poszkodowanych.Policja, kajdanki i ignorancja urzędnikówGdy zszokowani mieszkańcy zorientowali się, co dzieje się z ich samochodami, na miejsce wezwano służby. Interwencja Straży Miejskiej zakończyła się przekierowaniem sprawy do Policji. Przybyły na ul. Sportową patrol nieumundurowanych funkcjonariuszy podjął natychmiastowe działania na terenie remontu – z placu budowy wyprowadzono jednego z pracowników w kajdankach. Na miejscu pojawił się również wiceburmistrz Milanówka, Mirosław Kaznowski, który osobiście oglądał zniszczenia i wykonywał dokumentację fotograficzną.Mimo oczywistych dowodów, poszkodowani natrafili na ścianę biurokracji. Komisariat w Milanówku odmówił przyjęcia zgłoszenia, odsyłając ludzi do Grodziska Mazowieckiego. Tam policjanci spisali zeznania z wyraźną niechęcią, a prokuratura ostatecznie umorzyła postępowanie.Wokół sprawy narosło mnóstwo kontrowersji związanych z formą informowania obywateli. Kierownik budowy, Zbigniew Chmura, miał stwierdzić, iż mieszkańcy powinni... zapoznać się z informacją na profilu społecznościowym Facebook.„To zapoznanie się z informacją na fb go pogrąży. Nie musisz mieć fb. Mało tego. Nie musisz mieć neta w ogóle żeby być o takich rzeczach poinformowaną. Tłumaczenie szok” – komentuje oburzona internautka.Jedynym fizycznym ostrzeżeniem na miejscu były dwa pachołki z kartkami formatu A4, na których wykonawca napisał, iż „za szkody nie odpowiada”. Z powodu wichury kartki gwałtownie przewróciły się na ziemię i były całkowicie niewidoczne. Co więcej, znajdowały się one wyłącznie przy samym boisku – mieszkańcy parkujący w dalszej części ulicy, np. przy basenie, nie mieli żadnych szans na ich dostrzeżenie.Facebook/Ma Su (Grupa mieszkańców Milanówka)„Absurd i dramat” – straty liczone w dziesiątkach tysięcySkala zniszczeń jest ogromna. Poszkodowani mówią o zniszczonych powłokach lakierniczych, których naprawa generuje gigantyczne koszty. Trudno mówić tu o zwykłych zarysowaniach, gdy agresywny poliuretan pokrył całe nadwozia.„Byłem w autoryzowanym salonie Volvo, które już po spojrzeniu na samochód bez dokładnych pomiarów wycenili szkody choćby na 80 000 zł. Więc prawie koszt nowego samochodu, co nie dziwi mnie ani trochę, bo do samochodu Volvo XC60 w wersji Inscription został uszkodzony cały lakier, chromy i wszystkie inne elementy charakterystyczne dla tej wersji wyposażenia. Jednym słowem (...) S K A N D A L! I dodam od siebie - to jest kurde ABSURD i DRAMAT” – pisze pan Paweł, kolejny z poszkodowanych właścicieli.Większość osób boryka się w tej chwili z ubezpieczycielem miasta – TUZ Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych. Według relacji mieszkańców, likwidator maksymalnie opóźnia procedury, unika kontaktu mailowego i telefonicznego, a przysyłani rzeczoznawcy zachowują się nierzetelnie. Ponadto towarzystwo dopuszcza się rażących naruszeń przepisów RODO, wysyłając decyzje odmowne do osób niebędących stroną w sprawie (np. do mężów zamiast do właścicielek aut). Ubezpieczyciel oficjalnie odmawia wypłaty odszkodowań, argumentując, iż kierowcy sami są sobie winni, bo... nie przeparkowali aut na czas.W internecie pojawiają się też głosy poparcia dla walki z niesłownym wykonawcą:„Te pseudofiremki działające w okolicy to koszmar, niszczą własność, zajmują śmieciami prywatne działki i wszyscy umywają ręce. Życzenia powodzenia w dochodzeniu swoich racji to może ktoś zacznie brać odpowiedzialność za swoje czyny” – zauważa jeden z komentujących mieszkańców.Zagrożenie dla zdrowia najmłodszychAspekt materialny to jednak nie wszystko. Okazuje się, iż w trakcie trwania natrysku poliuretanowego tuż obok funkcjonował plac zabaw. Przebywały na nim niczego nieświadome dzieci wraz z rodzicami, zmuszone do wdychania toksycznych oparów chemicznych z fruwającej i nieprzypiętej odpowiednio folii. Urząd Miasta po fakcie rozwiesił małe kartki A4 na ogrodzeniu boiska z informacją o możliwości składania roszczeń, jednak gdyby nie sąsiedzka poczta pantoflowa, większość poszkodowanych nigdy by się o tym nie dowiedziała. Na oficjalne wiadomości e-mail wysyłane do magistratu mieszkańcy do dziś nie otrzymali żadnej odpowiedzi.Po fali protestów i twardych negocjacjach, miasto przy kolejnym podejściu do prac natryskowych (zaplanowanych na poniedziałek 25 maja, z nakazem przeparkowania aut do niedzieli 24 maja) nagle zmieniło standardy. Tym razem urzędnicy potrafili rozwiesić plakaty na drzwiach klatek schodowych bloków, umieścić ulotki za wycieraczkami samochodów oraz zamieścić informacje na wiatach śmietnikowych. Szkoda, iż na taki impuls rozsądku trzeba było czekać aż do momentu zniszczenia ponad 40 aut.Poszkodowani mieszkańcy Milanówka nie zamierzają się poddać. realizowane są intensywne przygotowania do złożenia pozwu zbiorowego przeciwko miastu oraz firmie budowlanej. Mieszkanka, która nagłośniła całą sprawę, aktywnie apeluje o bezpośredni kontakt z nią w przypadku zainteresowania dołączeniem do wspólnego powództwa. Organizatorzy dysponują bogatym materiałem dowodowym w postaci zdjęć, dokumentacji pogodowej oraz nagrań wideo z rozmów z wiceburmistrzem i wykonawcą. Sprawa bezwzględnie swój finał znajdzie na sali sądowej.Czytaj więcej:
Idź do oryginalnego materiału