Chwila ekscytacji po zauważeniu leżącego na chodniku banknotu lub portfela może bardzo gwałtownie zamienić się w dramat sądowy. Polskie prawo karne nie pozostawia złudzeń: zabranie rzeczy, która do nas nie należy – choćby jeżeli nikt jej nie pilnuje – jest przestępstwem lub wykroczeniem. Gdzie leży granica między szczęściem a art. 284 Kodeksu karnego i dlaczego monitoring miejski widzi więcej, niż Ci się wydaje?

Fot. Warszawa w Pigułce
Wielu z nas znalazło się kiedyś w sytuacji, w której na ławce w parku, przy kasie w sklepie czy na siedzeniu w autobusie zauważyliśmy pozostawiony przedmiot. Portfel wypchany gotówką, najnowszy model telefona, a może po prostu luźny banknot o nominale 200 złotych. Pierwszy odruch? Często jest to instynktowne schowanie znaleziska do kieszeni choćby w celu zwrócenia właścicielowi. Organy ścigania interpretują taką sytuację zupełnie inaczej.
Dla policji i prokuratury nie ma znaczenia, czy zabrałeś telefon z torebki pasażera (kradzież zwykła), czy podniosłeś go z chodnika, gdy wypadł właścicielowi (przywłaszczenie). Skutek jest ten sam: wchodzisz w posiadanie cudzej rzeczy. W dobie powszechnego monitoringu, płatności cyfrowych i geolokalizacji, namierzenie „szczęśliwego znalazcy” jest prostsze niż kiedykolwiek, a konsekwencje mogą zrujnować nieposzlakowaną opinię na lata.
Przywłaszczenie czy kradzież? Prawna pułapka
Kluczowe dla zrozumienia powagi sytuacji jest rozróżnienie dwóch pojęć prawnych, które często są mylone: kradzieży i przywłaszczenia. W potocznym rozumieniu, jeżeli coś leży na ulicy, to nie jest kradzione, bo nikomu tego z ręki nie wyrywamy. Prawo jednak precyzuje to inaczej.
Przywłaszczenie (art. 284 Kodeksu karnego) ma miejsce wtedy, gdy wchodzimy w posiadanie rzeczy cudzej (np. znalezionej), a następnie postępujemy z nią tak, jakby była naszą własnością. Nie musimy jej kraść w sensie fizycznego zaboru. Wystarczy, iż znajdziemy portfel i zamiast oddać go do biura rzeczy znalezionych lub na policję, schowamy go do szuflady lub wydamy znajdujące się w nim pieniądze. najważniejszy jest tu zamiar – tzw. animus rem sibi habendi, czyli wola zachowania rzeczy dla siebie.
Warto pamiętać, iż odpowiedzialność karna zależy od wartości znalezionego przedmiotu. W 2026 roku granica między wykroczeniem a przestępstwem jest sztywno ustalona (wynosi 800 zł zgodnie z nowelizacjami z lat ubiegłych). jeżeli wartość znalezionej rzeczy nie przekracza tej kwoty, mamy do czynienia z wykroczeniem (art. 119 Kodeksu wykroczeń), za które grozi areszt, ograniczenie wolności lub grzywna. jeżeli jednak wartość przekracza ten próg – a w przypadku telefona czy portfela z dokumentami jest to niemal pewne – wchodzimy na grunt Kodeksu karnego. Wówczas grozi nam kara więzienia choćby do 3 lat.
Portfel z dokumentami – podwójny problem
Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w znalezionym portfelu znajdują się dokumenty tożsamości – dowód osobisty, prawo jazdy czy karty płatnicze. W takim przypadku wartość materialna portfela przestaje mieć najważniejsze znaczenie dla kwalifikacji czynu.
Ukrywanie dokumentów, którymi nie mamy prawa rozporządzać, jest odrębnym przestępstwem określonym w art. 276 Kodeksu karnego. Grozi za to grzywna, kara ograniczenia wolności albo więzienia do lat 2. Co istotne, w tym przypadku nie ma „kwoty granicznej”. Znalezienie i zatrzymanie dowodu osobistego innej osoby to automatycznie sprawa karna, niezależnie od tego, czy w portfelu było 10 groszy, czy 10 tysięcy złotych.
Dodatkowo, użycie znalezionej karty płatniczej (nawet zbliżeniowo na małą kwotę) traktowane jest w orzecznictwie bardzo surowo – najczęściej jako kradzież z włamaniem (przełamanie zabezpieczeń elektronicznych), za co grozi choćby do 10 lat więzienia. To nie są teoretyczne rozważania – sądy w Polsce wydają wyroki skazujące za kupno bułki i kawy znalezioną kartą.
Mit „rzeczy niczyjej” i porzuconej
Wielu znalazców broni się w sądzie argumentem: „myślałem, iż to zostało wyrzucone”. Prawo cywilne rzeczywiście zna pojęcie rzeczy niczyjej (res nullius) lub porzuconej z zamiarem wyzbycia się własności. Problem w tym, iż w przypadku portfela, telefonu, biżuterii czy gotówki, sądy niemal nigdy nie dają wiary takim tłumaczeniom.
Trudno bowiem uznać, iż ktoś celowo wyrzucił na chodnik portfel z wypłatą lub nowy telefon. Domniemanie prawne jest jasne: rzecz została zgubiona, a nie porzucona. Właściciel nie chciał się jej pozbyć, a jedynie stracił nad nią władztwo w sposób niezamierzony. Dlatego podnoszenie takich przedmiotów z ziemi wiąże się z obowiązkiem ich zwrotu.
Pułapka przy bankomacie i w sklepie
Szczególną kategorią spraw są pieniądze pozostawione w bankomatach lub reszta niewzięta ze sklepu. W pośpiechu zdarza się, iż ktoś wypłaca gotówkę, zabiera kartę, ale zapomina o banknotach, które po chwili wysuwają się z podajnika. jeżeli kolejna osoba w kolejce weźmie te pieniądze, kamery bankomatu nagrają to z idealną precyzją.
W takich sytuacjach policja dociera do sprawcy błyskawicznie. Banki dysponują danymi osób dokonujących transakcji przed i po zdarzeniu, a monitoring pozwala na bezbłędną identyfikację twarzy. Tłumaczenie „leżało, to wziąłem” nie działa. Z punktu widzenia prawa, pieniądze w podajniku wciąż mają właściciela (osobę, która zleciła wypłatę lub bank), a ich zabranie jest jawnym przywłaszczeniem.
Czy „znaleźne” w ogóle istnieje?
W świadomości społecznej funkcjonuje zasada „10% dla znalazcy”. Czy jest ona prawdziwa? Tak, polskie prawo (Kodeks cywilny) przewiduje instytucję znaleźnego, ale nie działa ona automatycznie.
Zgodnie z przepisami, znalazca, który dopełnił swoich obowiązków (czyli niezwłocznie zawiadomił właściciela lub adekwatny organ), może żądać znaleźnego w wysokości jednej dziesiątej wartości rzeczy. najważniejsze jest tu słowo „żądać” – roszczenie to trzeba zgłosić najpóźniej w chwili wydania rzeczy osobie uprawnionej. Nie można samodzielnie „potrącić” sobie 10% z portfela i oddać resztę. Takie działanie jest nielegalne i może zostać potraktowane jako przywłaszczenie części mienia.
Procedura: Co zrobić, by nie stać się przestępcą?
Ustawa o rzeczach znalezionych precyzyjnie określa ścieżkę postępowania. jeżeli nie wiesz, kto jest właścicielem zguby i nie masz możliwości jej bezpośredniego zwrotu, Twoje kroki zależą od miejsca znalezienia przedmiotu:
- Budynek publiczny lub środek transportu: jeżeli znalazłeś rzecz w urzędzie, muzeum, autobusie czy pociągu, masz obowiązek oddać ją zarządcy tego budynku lub pomieszczenia (np. kierowcy, ochroniarzowi, w recepcji).
- Przestrzeń otwarta (ulica, park): W tym przypadku adekwatnym organem jest starosta. To w starostwach powiatowych funkcjonują Biura Rzeczy Znalezionych.
- Dokumenty i broń: jeżeli znalezisko to dowód osobisty, paszport albo co gorsza broń lub amunicja – jedynym adresem jest najbliższa jednostka policji.
Pamiętaj, iż masz na to ograniczony czas. Przepisy mówią o działaniu „niezwłocznym”. Przetrzymywanie rzeczy przez tydzień czy dwa z zamiarem „późniejszego oddania” może zostać zinterpretowane na Twoją niekorzyść, zwłaszcza jeżeli w międzyczasie właściciel zgłosi zaginięcie na policję.
Co to oznacza dla Ciebie?
Znalezienie wartościowego przedmiotu to test uczciwości, ale też test znajomości prawa. Aby uniknąć wpisu do Krajowego Rejestru Karnego i problemów z prawem, warto stosować się do poniższych zasad:
- Nigdy nie traktuj znaleziska jak swojej własności: Moment, w którym chowasz cudzy telefon do kieszeni i wyłączasz go, by „oszczędzać baterię” (lub by nikt nie zadzwonił), jest momentem, w którym popełniasz przestępstwo.
- Nie licz na anonimowość: Monitoring miejski, kamery w pojazdach komunikacji miejskiej, a choćby kamery samochodowe (wideorejestratory) widzą więcej niż myślisz. Ustalenie tożsamości znalazcy to często kwestia godzin.
- Zgłoś znalezienie: jeżeli znajdziesz portfel z dokumentami, odnieś go na policję. jeżeli to gotówka powyżej 100 zł lub wartościowy sprzęt – udaj się do Biura Rzeczy Znalezionych. Zadbaj o pokwitowanie przekazania rzeczy.
- Chcesz znaleźne? Zgłoś to oficjalnie: Masz prawo do nagrody, ale musisz oświadczyć to w momencie zwrotu. Uczciwość popłaca, a 10% legalnego znaleźnego to lepszy zysk niż wyrok sądowy w zawieszeniu.
Pamiętaj, iż w prawie karnym nieznajomość przepisów szkodzi. Tłumaczenie przed sądem, iż „nie wiedziałem, iż trzeba oddać” nie uchroni Cię przed odpowiedzialnością. W 2026 roku technologia i prawo stoją po stronie właściciela, a przywłaszczenie cudzej zguby to krótka droga do poważnych kłopotów życiowych.

14 godzin temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·