Zbrodnia przy Półwiejskiej, która wstrząsnęła Poznaniem

2 godzin temu

– „Przy ulicy Półwiejskiej numer 20, ówczesny numer 20, a teraz to jest numer 35, w kamienicy mieściła się drukarnia” – relacjonował Kopeć.

We wrześniu 1931 roku podczas naprawy zapadniętej płyty chodnikowej robotnicy dokonali makabrycznego odkrycia.

„Pod tą płytką, widok niesamowity, stoi trup w ubraniu, zasuszony” – mówił historyk. Po dotknięciu ciało rozsypało się, pozostawiając jedynie szkielet i fragmenty odzieży.

W kieszeni znaleziono portmonetkę z dokumentem wystawionym na nazwisko Józef Jankowiak. Ojciec zaginionego, który zniknął osiem lat wcześniej, rozpoznał syna po resztkach ubioru i butach. Jak podkreślił Kopeć, była to zbrodnia wykryta przez przypadek:

– „Czasami tak bywa, iż śledztwo zostaje wznowione przez przypadek i to był właśnie taki przypadek”.

Aby zrozumieć sprawę, trzeba było cofnąć się do 1923 roku. Leon Hałas, bezrobotny drukarz, planował ślub z Franciszką Jankowiak, będącą w ciąży. Potrzebował pieniędzy. Wiedział, iż jej brat Józef pracuje jako goniec w Żyrowych Kasach Oszczędności i będzie miał przy sobie dużą sumę gotówki.

Pod pretekstem łatwego zarobku zwabił go do piwnicy kamienicy przy Półwiejskiej.

– „W momencie, jak Jankowiak chciał bezpiecznik wykręcać, otrzymał cios młotkiem w głowę” – opowiadał Kopeć.

Sprawca zadał kolejne uderzenia, a ciało ukrył w przygotowanej wnęce, którą zabudował deskami i zamaskował czernidłem.

Zrabował 12 milionów marek polskich, część pieniędzy przekazał narzeczonej, organizując niedługo huczne wesele. Rodzinie ofiary wysłał sfałszowany list, sugerujący wyjazd za granicę. Przez kilka lat mieszkał w Poznaniu, potem wyjechał do Francji.

Przełom nastąpił dopiero w 1931 roku po odnalezieniu szkieletu. – „Powiązano kropki” – mówił Kopeć. Hałas został zatrzymany w Paryżu, deportowany do Polski i stanął przed sądem.

Początkowo skazano go na 10 lat pozbawienia wolności, jednak po apelacji zmieniono kwalifikację czynu na „morderstwo z premedytacją” i wymierzono karę śmierci. Ostatecznie wyrok zamieniono na dożywocie.

Dalsze losy skazanego pozostają nieznane.

– „Przebywał w więzieniu we Wronkach. Nie wiadomo, jak potraktowali więźniów wkraczający hitlerowcy” – podkreślił historyk.

Jednym z najbardziej niezwykłych elementów sprawy był dowód rzeczowy.

„Dowodem rzeczowym w sprawie był szkielet, który odnaleziono w tej wnęce” – mówił Kopeć. Co więcej, jak dodał, szczątki do dziś znajdują się w zbiorach Muzeum Medycyny Sądowej w Poznaniu.

Zbrodnia przy Półwiejskiej pokazuje, jak presja ekonomiczna i chęć szybkiego zdobycia pieniędzy doprowadziły do tragedii. – „Z bardzo niskich powodów, czyli z takiej presji ekonomicznej” – podsumował Kopeć. Choć sprawiedliwość dosięgła sprawcę po latach, historia ta do dziś pozostaje jedną z najbardziej wstrząsających kart w kryminalnych dziejach Poznania.

Idź do oryginalnego materiału