„Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy” to świadectwo pięciu miesięcy ludobójstwa, pisane od 7 października 2023 roku do 2 marca roku kolejnego. To również manifest troski o każde istnienie: ludzkie i zwierzęce
„Jeśli umrzemy, to kiedy ludzie się w ogóle zorientują, iż nas nie ma? Czy będziemy pogrzebani żywcem pod gruzami? Czy umrzemy od razu? Czy ktoś powie światu, iż miałem wiele marzeń? Że chciałem zwiedzić Włochy i Maroko? Czy ktoś opowie moją historię? Czy będę po prostu »zmarłym mężczyzną«? – pisze autor dziennika ze Strefy Gazy, ukazującego się we fragmentach na łamach „The Guardian”. Początkiem tego roku książka trafia do polskiego czytelnika dzięki tłumaczeniu Agnieszki Rozmus-Zgorzelskiej. Choć 2025 rok obfitował w publikacje dotyczące historii Palestyny czy komentarze do bieżącej sytuacji (m.in. „Palestyna: wojna stuletnia. Opowieść o kolonializmie i oporze” Rashida Khalidiego, „Dowód tożsamości” Mahmuda Darwisza, „Kiedyś wszyscy byliśmy tu ludźmi” Dalii Mikulskiej, „Stella Maris. Dzieci Getta” Iljasa Churiego, „Laboratorium Palestyna” Antonego Loewensteina i wiele innych), tej prozy po prostu nie można ominąć, żeby autor, choć anonimowy, nie został zapomniany. W hołdzie dla ludzkiej godności i marzeń.
Inna żałoba
„Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy” to świadectwo pięciu miesięcy ludobójstwa, pisane od 7 października 2023 roku do 2 marca roku kolejnego. Świadectwo, jak pisze Michał Nogaś, ze środka piekła. 35-letni Palestyńczyk wraz z siostrą, dwoma kotami i rybką uciekają z miasta Gaza. Na kartach dziennika czytamy o ich ewakuacji kilkakrotnie.
Autor pozbawia nas politycznego kontekstu: nie znajdziemy tu słów takich jak Izrael, Hamas, żołnierze. Narrator określa zdarzenia eufemistycznie, pisze „ta sytuacja”. Ten zabieg dobitnie pokazuje, iż w obliczu bombardowań i tragedii dla zwykłego człowieka polityka traci znaczenie. Liczy się tylko brak chleba. Brak dachu nad głową. Brak snu. Brak wiadomości od najbliższych. Chroniczne zmęczenie.
„Myślę, iż aktualnie jestem w żałobie, ale jakiejś innej – pomieszanej ze stresem, z lękiem, ze stratą i z potężnym smutkiem” – rozmyśla. Jego zapiski są intymne, a myśli czasem urwane. Często się powtarzają, co jest świadectwem dojmującej rozpaczy i nieustannej próby zapisu stanu emocjonalnego. Zapisu niemożliwego. Brak politycznego tła czyni historię jeszcze bardziej uniwersalną.
Ciało w rozpadzie
Widzieliśmy obrazy i krótkie filmy z Gazy w mediach społecznościowych i na różnych portalach, ale pewnych rzeczy nie da się wyrazić inaczej niż słowami. Wygnanie jest ciałem i cielesnością. A ciało w takich warunkach jest cały czas w trybie czuwania, przemęczenia i strachu.
Od leżenia na podłodze bolą kości, mięśnie pod wpływem stresu są napięte, a rozpacz obciąża tkanki i nie chce ich opuścić. Strach o życie własne i innych nie pozwala spać, a brak snu przeistacza się w torturę. Wcześniej nieszkodliwa ciemność staje się przerażająca. Każde wyjście na zewnątrz, poza schronieniem, jest niebezpieczne. Pojawiają się ataki paniki. W szkołach, gdzie tłoczą się uciekinierzy, szerzą się choroby, a wokół namiotów postawionych na ulicach roznosi się zapach ścieków.
Autor skrupulatnie notuje sygnały z ciała i obserwuje siebie. To ciałopisanie, którego rytm wyznacza ból, brak odpoczynku i głód. Ciało jest wiadomością, którą mężczyzna chce przekazać.
Momenty nadziei w piekle XXI wieku
Dziennik obfituje w opisy, których nie chcielibyśmy czytać, i które trzeba sobie dawkować, by ich sens wybrzmiał z całą mocą. Jednak najbardziej podczas lektury poruszyły mnie momenty światła. Chwile, w których autor próbuje doceniać drobne rzeczy: zdobycie falafeli, smak napoju gazowanego. „Leżę na kanapie i liczę, co dobrego mi się dzisiaj przydarzyło. Na przykład kot wskoczył mi na brzuch i zaczął mruczeć. Ahmad powiedział, iż właściciel tutejszego sklepu sprzedaje taniej tym, którzy musieli się ewakuować, bo chce im pomóc. Widziałem krótki film z pływającymi w morzu dziećmi z Gazy. Aha, no i wciąż żyję”.
Nadzieja to czasem decyzja i Gazańczyk tę decyzję podejmuje, bo wierzy, iż tylko tak może walczyć o swoje ocalenie. Dlatego odnotowuje również, poza zapiskami tragicznych wydarzeń, mikrohistorie spotkanych osób. To one ukazują, iż choćby w obliczu koszmaru ludzie potrafią sobie pomagać. Goszczący Gazańczyków wierzą, iż dobro wraca, a przyjaciele i znajomi narratora informują siebie nawzajem o tym, jakich produktów im potrzeba i załatwiają je. Bo po chleb czy mąkę trzeba stać w kolejce po kilka godzin. Dodatkowo nie zawsze wiadomo, gdzie można znaleźć dany produkt. Brakuje leków, wody pitnej i prądu.
Nie zapomnij nakarmić kotów
Nadzieję daje też pomoc tym najsłabszym, w tym wypadku kotom. Autor i jego siostra ratują i przygarniają je wiele razy, jakby chcieli w ten sposób przekonać samych siebie, iż i ich ktoś uratuje. Że dla wszystkich jest jakaś szansa. Nie bez powodu jeden z kotów dostaje imię Nadzieja, ale i pozostałe noszą imiona niosące ze sobą metaforyczny sens. „Uważam, iż obecność kotów niweluje wiele negatywnych uczuć, które by nami owładnęły, gdyby ich nie było” – notuje autor. To też daje rodzeństwu zajęcie, stanowi sposób na wypełnienie przerażającej pustki po dawnym życiu, które wypełniała rutyna.
Troska o koty oznacza w końcu współdzielenie losu z tymi, o których mniej pamięta się przy dźwiękach spadających bomb. Okazanie solidarności ze wszystkimi stworzeniami w obliczu okrucieństwa i walki o życie. Postawienie znaku równości między cierpieniem ludzkim i zwierzęcym. Autor, w duchu myśli Evy Meijer, autorki książki „Zwierzęta mówią”, upodmiotawia zwierzęta, wsłuchując się w ich głosy i przeżycia. A one również odczuwają stres. Właśnie do tego wątku nawiązuje niezwykle trafny tytuł książki „Nie zapomnij nakarmić gołębi” – cytat z wiersza Mahmuda Darwisza, będący manifestacją troski o każde istnienie.
„Kiedy robisz sobie śniadanie, myśl o innych
Nie zapomnij nakarmić gołębi.
Kiedy toczysz wojny, myśl o innych
Nie zapomnij o tych, którzy żądają pokoju.”
Notując dzień po dniu swoje przeżycia autor jeszcze nie wiedział, iż w wyniku „tej sytuacji” życie utraci ponad 70 tysięcy Palestynek i Palestyńczyków. „Dziennik z Gazy” to przejmująca wiadomość do całego świata, by o nich nie zapomnieć. By pamiętać o wszystkich żywych istotach, które wciąż próbują przeżyć, bo w enklawie przez cały czas dochodzi do nalotów.
Czytelniku, nie zapomnij o Gazie.
Nie zapomnij nakarmić gołębi. Dziennik z Gazy, Wydawnictwo Znak 2026, s. 326.

23 godzin temu






English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·