Zawieszony urzędnik chce uciszyć media. Spór o publikacje trafia do sądu

wschodni24.pl 2 godzin temu

Sprawa zatrzymanego przez CBA dyrektora lubelskiego ratusza nabiera nowego wymiaru. Jakub K., wobec którego prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie poważnych zarzutów korupcyjnych, podejmuje działania zmierzające do ograniczenia publikacji na swój temat. W jednym z postępowań osiągnął częściowy sukces, w innym sąd odmówił zastosowania zabezpieczenia.

Śledztwo i zawieszenie

W połowie stycznia funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego, działając na polecenie Prokuratury Krajowej, zatrzymali m.in. wiceprezydent Lublina Beatę Stepaniuk-Kuśmierzak oraz dwóch urzędników magistratu. Wśród nich znalazł się Jakub K., kierujący wówczas Wydziałem Sportu.

Śledczy zarzucają zatrzymanym nadużycie uprawnień, korupcję oraz ingerowanie w procedury publiczne. Postępowanie dotyczy organizacji Strefy Kibica Euro 2024 nad Zalewem Zemborzyckim.

Decyzją prokuratury Jakub K. został zawieszony w obowiązkach służbowych. W międzyczasie w ratuszu doszło do reorganizacji. Wydział Sportu przekształcono w Wydział Sportu i Turystyki, a jego dotychczasowe kierownictwo zastąpiono nowym. W praktyce oznacza to, iż stanowisko zajmowane wcześniej przez K. przestało istnieć.

Jak przekazała rzeczniczka prezydenta Lublina, sytuacja formalna urzędnika nie uległa zmianie. przez cały czas pozostaje zawieszony i nie wykonuje obowiązków do czasu zakończenia postępowania.

Równoległa kariera i wpływy

Jakub K. funkcjonował nie tylko w strukturach samorządowych. Był aktywny w środowisku akademickim jako adiunkt na Wydziale Prawa i Administracji UMCS, gdzie prowadził zajęcia z postępowania karnego. Uczelnia potwierdza, iż jego umowa wygasła z końcem marca, a decyzja o zakończeniu współpracy zapadła wcześniej.

Równolegle angażował się w działalność prawniczą i sportową. Pełnił funkcje w strukturach Akademickiego Związku Sportowego oraz regionalnych związków sportowych. Według rozmówców ze środowiska sportowego, jego pozycja była znacząca, a wpływy szerokie.

Próba ingerencji w publikacje

Po pierwszych publikacjach medialnych dotyczących sprawy, Jakub K. podjął bezpośredni kontakt z przedstawicielem wydawcy jednego z portali. W prywatnej wiadomości zakwestionował sposób przedstawienia jego osoby i powołując się na przepisy prawa prasowego, zażądał usunięcia danych z artykułu.

Korespondencja miała charakter nieformalny. Sam zainteresowany przyznał, iż wybrał tę drogę jako szybszą niż oficjalne procedury.

To jednak był dopiero początek działań. Kilka dni później skierował do Sądu Okręgowego w Lublinie wniosek
o zabezpieczenie roszczeń w sprawie o ochronę dóbr osobistych. Domagał się m.in. usunięcia publikacji oraz zakazu rozpowszechniania informacji na swój temat do czasu zakończenia postępowania.

Sąd w tym przypadku odmówił udzielenia zabezpieczenia. Postanowienie nie jest prawomocne.

Dwie decyzje, dwa podejścia

Inaczej zakończyło się postępowanie w analogicznej sprawie przeciwko redakcji „Gazety Wyborczej”. Sąd przychylił się do wniosku Jakuba K. i nakazał usunięcie wskazanych publikacji oraz informacji umożliwiających jego identyfikację.

W uzasadnieniu wskazano m.in., iż zastosowane środki anonimizacji były niewystarczające, a opis działalności zawodowej pozwalał na ustalenie tożsamości.

Decyzja ta spotkała się z ostrą reakcją wydawcy. Przedstawiciele redakcji zapowiadają złożenie zażalenia i wskazują na ryzyko ograniczenia wolności słowa oraz prawa opinii publicznej do informacji.

Spór o granice jawności

Sprawa Jakuba K. staje się czymś więcej niż tylko postępowaniem karnym wobec urzędnika. To także test dla standardów jawności życia publicznego i granic ingerencji w działalność mediów.

Z jednej strony mamy osobę objętą śledztwem, która domaga się ochrony swojego wizerunku i dóbr osobistych. Z drugiej media, które wskazują na interes społeczny i konieczność informowania o sprawach dotyczących funkcjonowania instytucji publicznych.

Na ostateczne rozstrzygnięcia trzeba będzie jeszcze poczekać. Już teraz jednak widać, iż stawką w tej sprawie nie jest wyłącznie reputacja jednego urzędnika, ale także standardy debaty publicznej.

Idź do oryginalnego materiału