24 stycznia ubiegłego roku, kilka minut przed godz. 18, dyżurny zamojskiej komendy otrzymał zgłoszenie o mężczyźnie ugodzonym nożem. Na miejsce, do jednej z miejscowości w gminie Skierbieszów, niezwłocznie zostali skierowani policjanci. Ustalili, iż do domu 50-letniego Andrzeja J. przyszedł jego 48-letni znajomy Bogusław P. Mężczyźni wspólnie spożywali alkohol. W pewnej chwili wywiązała się między nimi kłótnia.– 48-latek zaczął grozić pokrzywdzonemu, po chwili wyciągnął nóż i zaatakował, raniąc 50-latka w szyję i klatkę piersiową. Po tym oddalił się. Wtedy pokrzywdzony wezwał numer alarmowy. Wezwana do zdarzenia załoga karetki pogotowia przetransportowała go do szpitala – informowała podkom. Dorota Krukowska-Bubiło, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Zamoś
ciu.Film się urwałW wyniku podjętych czynności policjanci zatrzymali Bogusława P. Mężczyzna trafił do policyjnego aresztu. W organizmie miał prawie 1,5 promila alkoholu.Sąd – na wniosek śledczych – zastosował wobec podejrzanego najsurowszy środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Zamościu, która oskarżyła Bogusława P. o usiłowanie zabójstwa Andrzeja J. i spowodowanie ciężkich obrażeń ciała oraz o kierowanie wobec pokrzywdzonego gróźb karalnych (dzień wcześniej Bogusław P. miał grozić 50-latkowi pozbawieniem życia).CZYTAJ TEŻ: „Wszystkich was pozabijam”. Ruszył proces o zabójstwo ratownika medycznego z Białej PodlaskiejPrzesłuchiwany w charakterze podejrzanego zasłaniał się niepamięcią. Wyjaśnił, iż pamięta tylko, iż wstąpił do domu pokrzywdzonego i razem pili alkohol, a później „urwał mu się film”. Świadomość wróciła mu dopiero w momencie, gdy na posesji rodziców, gdzie trafił po opisywanym zdarzeniu, pojawili się policjanci. Potwierdził, iż dzień wcześniej rozmawiał z pokrzywdzonym przez telefon, ale mu nie groził.Proces Bogusława P. odbywał się przed Sądem Okręgowym w Zamościu. Groziło mu od 10 lat więzienia choćby do dożywocia. Wyrok zapadł 29 kwietnia.Nóż się złamałChoć prokuratura mogła dopatrywać się zamiaru bezpośredniego, sąd przyjął, iż oskarżony działał z zamiarem ewentualnym (zadając ciosy nożem w klatkę piersiową i brzuch, musiał przewidywać i godzić się na śmierć ofiary – przyp. red.). Sąd Okręgowy w Zamościu skazał Bogusława P. na 10 lat więzienia za usiłowanie zabójstwa i spowodowanie ciężkich obrażeń ciała, natomiast za groźby karalne kierowane pod adresem ofiary dzień przed atakiem – na 6 miesięcy. Kara łączna to 10 lat i 3 miesiące więzienia. Dodatkowo Bogusław P. musi zapłacić Andrzejowi J. 20 tys. zł zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.Sprawca i jego ofiara znali się od lat i żyli w zgodzie. Feralnego dnia panowie wspólnie spożywali alkohol. Nic nie zapowiadało brutalnego ataku, dopóki między mężczyznami nie doszło do awantury. W pewnym momencie Bogusław P. wyciągnął nóż o 12-centymetrowym ostrzu i znienacka zaatakował gospodarza. Zadał mu cios w brzuch, a kiedy ranny Andrzej J. próbował uciekać, dogonił go, aby zadać kolejne ciosy – w kark i klatkę piersiową. Brutalny atak przerwał dopiero fakt, iż rękojeść noża złamała się.Postawa oskarżonego po ataku była kluczowa dla wymiaru kary. – Widząc zakrwawioną ofiarę, Bogusław P. nie udzielił jej pomocy, ale wyszedł z mieszkania i zadzwonił do żony pokrzywdzonego, informując ją: „Chyba zabiłem Andrzeja” – przekazał po ogłoszeniu wyroku sędzia Paweł Tobał
a.Obrona próbowała argumentować, iż mężczyzna dobrowolnie odstąpił od zabójstwa. Sąd odrzucił jednak tę linię argumentacji, wskazując, iż oskarżony przestał atakować tylko dlatego, iż zepsuło mu się narzędzie zbrodni, a losem wykrwawiającego się kolegi zupełnie się nie zainteresował.– Było mu obojętne, czy ofiara się wykrwawi, czy uda jej się przeżyć. To świadczy o braku jakiegokolwiek dobrowolnego odstąpienia od czynu – podkreślił w uzasadnieniu są
d.Wyrok nie jest prawomocny.