Zaginięcie Ani Jałowiczor. Czy runie mur milczenia?

2 godzin temu

Po ponad trzech dekadach od zaginięcia Ani Jałowiczor śledczy podjęli kolejną próbę rozwikłania tej mrocznej zagadki. Prokuratura przesłuchała już około 40 świadków, a to dopiero początek. W sprawie powołano kilku biegłych, którzy analizują archiwalne akta oraz nowy materiał dowodowy. Czy wreszcie dowiemy się, co stało się z Anią Jałowiczor?

Choć do formalnego wznowienia śledztwa doszło już w maju ubiegłego roku, przez wiele miesięcy prokuraturze udawało się utrzymać ten fakt w tajemnicy przed opinią publiczną. Nasza redakcja wiedziała o wznowieniu czynności już od dawna — prokuratura zwróciła się również do nas, chcąc dotrzeć do dziennikarzy zajmujących się przed laty sprawą zaginięcia 10-letniej mieszkanki Simoradza. Ze względu na skalę podejmowanych działań oraz wezwania na przesłuchania dziesiątek osób, dalsze utrzymywanie sprawy w ścisłej tajemnicy stało się dla śledczych praktycznie niemożliwe.

Nowe możliwości

Decyzja o powrocie do sprawy zapadła w Prokuraturze Okręgowej w Bielsku-Białej, a nie w Cieszynie, gdzie 31 lat temu — po trzech miesiącach od zaginięcia — śledztwo umorzono z powodu braku jakichkolwiek poszlak. Przejęcie akt przez jednostkę wyższego szczebla uzasadniono skomplikowanym charakterem sprawy.

Prokurator Paweł Nikiel, rzecznik prasowy bielskiej prokuratury nadzorujący postępowanie, nie chce oceniać działań sprzed lat kolegów z Prokuratury Rejonowej w Cieszynie. Podkreśla jednak, iż po analizie akt uznał, iż w sprawie możliwe jest przeprowadzenie wielu nowych dowodów.

Nowe możliwości daje także upływ czasu. Prokuratura korzysta dziś z nowoczesnych technologii, które w latach 90. były niedostępne — od zaawansowanych badań DNA i nowoczesnej analizy kryminalistycznej po specjalistyczne metody przeszukiwania rozległych terenów w poszukiwaniu zwłok.

W ostatnich miesiącach w sprawie powołano trzech biegłych z różnych dziedzin, a planowane jest zaangażowanie kolejnych ekspertów do przeprowadzenia badań specjalistycznych. Ich charakteru — ze względu na dobro śledztwa — prokuratura na tym etapie nie ujawnia. Równolegle prowadzone są zakrojone na szeroką skalę przesłuchania świadków.

Powrót z zabawy

Prokuratura chce z najdrobniejszymi szczegółami odtworzyć wydarzenia z wieczoru 24 stycznia 1995 roku. To wtedy Anię Jałowiczor widziano po raz ostatni. Dziewczynka brała udział w szkolnej zabawie karnawałowej, która zakończyła się wieczorem. Według relacji innych dzieci sprawiała wrażenie zamyślonej i nieobecnej, jednak na pytania, czy chce wrócić do domu, odpowiadała przecząco.

Do czwartej klasy szkoły w Simoradzu uczęszczała od września, po tym jak opuściła rodzinny Andrychów. Wraz z bratem trafiła pod opiekę babci — rodzice wyjechali do pracy do Francji.

Po szkolnej zabawie dzieci grupkami ruszyły w kierunku domów. Ania niewielki odcinek drogi do domu babci pokonała z kolegą. W pewnym momencie powiedziała mu, iż dalej pójdzie sama. Pozostała część trasy — niespełna kilometr — prowadziła między stawami. To właśnie tam, w rejonie ulic Zacisze i Krętej w Simoradzu, miało prawdopodobnie dojść do uprowadzenia 10-latki.

Gdy dwie godziny po zakończeniu zabawy Ania nie wróciła do domu, babcia zawiadomiła policję o zaginięciu. Poszukiwania rozpoczęły się natychmiast — przeczesano okoliczne lasy, pola oraz drogi w promieniu kilku kilometrów. Policja przesłuchała świadków i sprawdzała różne scenariusze. Bez skutku.

Ruszyły przesłuchania

Do tej pory w ramach wznowionego śledztwa przesłuchano około 40 osób, w tym rodziców zaginionej, jej brata, babcię, pod której opieką było rodzeństwo, a także dalszą rodzinę. w tej chwili na przesłuchania wzywani są koledzy i koleżanki ze szkoły — uczestnicy zabawy karnawałowej, którzy dziś mają już ponad 40 lat — oraz mieszkańcy wsi.

Łącznie plan śledztwa zakłada przesłuchanie ponad 100 świadków, którzy zdaniem prokuratury mogą posiadać istotną wiedzę na temat wydarzeń poprzedzających zaginięcie Ani.

W gronie wezwanych nie znajdzie się ówczesna sołtys Simoradza, która mogła być świadkiem uprowadzenia dziewczynki — kobieta zmarła kilka lat temu. Wracając tamtego wieczoru do domu, miała słyszeć krzyk dziecka oraz huk zamykanych drzwi samochodu. Później widziała beżowe auto, choć nie była pewna jego marki ani modelu. Wszystko działo się w czasie, gdy 10-latka wracała ze szkolnej zabawy. To w miejsce, gdzie stał samochód, pies tropiący zaprowadził policjantów. Dalej ślad się urywał.

Wielu mieszkańców łączy zaginięcie dziewczynki z odnalezieniem kilka dni później zwłok kobiety. Ciało znaleziono w pobliżu miejsca, gdzie Anię widziano po raz ostatni. Ofiarą była siostra nauczyciela ze szkoły, do której uczęszczała dziewczynka. Choć pojawiały się spekulacje o powiązaniu obu zdarzeń, prokurator Nikiel podkreśla, iż mimo zbieżności miejsca i czasu przez cały czas brak jest dowodów pozwalających na ich trwałe połączenie.

150 tys. zł nagrody

Brat zaginionej, który od lat wspiera działania organów ścigania, wierzy, iż tym razem „mur milczenia”, o którym wielokrotnie mówił, w końcu runie. Dominik Jałowiczor oferuje 150 tys. zł nagrody za informacje, które pozwolą rozwikłać tajemnicę zniknięcia jego siostry.

Dla rodziny Ani każdy scenariusz — choćby ten najtragiczniejszy — jest lepszy niż trwająca od ponad 30 lat niepewność. Przez lata pojawiały się różne tropy i historie, które ostatecznie nie przynosiły przełomu.

Po analizie akt umorzonego postępowania, przesłuchaniu części świadków oraz zgromadzeniu nowego materiału dowodowego prokurator Nikiel wyłonił trzy możliwe hipotezy dotyczące zaginięcia Ani. Na obecnym etapie nie chce się nimi dzielić z opinią publiczną — do wykonania pozostaje jeszcze wiele czynności, które powierzono Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach. W wielu z nich, w tym w przesłuchaniach świadków, osobiście uczestniczy prokurator Nikiel.

— Nie chcę oceniać szans na rozwiązanie tej sprawy, ale mogę zapewnić, iż zrobimy wszystko, aby dotrzeć do prawdy — podkreśla prokurator z Bielska-Białej.

Bartłomiej Kawalec

Idź do oryginalnego materiału