Mówi się, iż w życiu trzeba umieć się przypomnieć, by nie zostać zapomnianym. Pewien 25-latek z powiatu żywieckiego wziął sobie tę radę głęboko do serca. Zamiast jednak postawić na branżowe sukcesy, postawił na… numer alarmowy 112. Jego determinacja w poszukiwaniu transportu była tak wielka, iż policja w końcu spełniła jego życzenie, choć finał „kursu” był daleki od oczekiwań.
Ta historia mogłaby być scenariuszem komedii pomyłek, gdyby nie fakt, iż nieuzasadnione blokowanie linii ratunkowej to igranie z ludzkim życiem. W tym przypadku jednak, „pomoc”, która przyjechała, okazała się niezwykle skuteczna w zupełnie innej dziedzinie.
Kurs z dostawą pod kraty
Wszystko zaczęło się od serii telefonów. Mężczyzna cztery razy wybierał numer 112, ignorując prośby operatora o zaprzestanie blokowania linii. Jego prośba była prosta i konkretna: „Chcę taksówkę!”.
Dyżurny żywieckiej komendy, widząc, iż zgłaszający nie odpuszcza, postanowił wysłać pod wskazany adres patrol. Mundurowi nie przyjechali jednak z „kogutem” korporacji taksówkarskiej, a z policyjnym terminalem do legitymowania.
Efekt kontroli? Okazało się, iż 25-latek rzeczywiście był osobą „oczekiwaną”, ale przez wymiar sprawiedliwości. Mężczyzna figurował w systemie jako poszukiwany listem gończym. Zamiast na imprezę czy do domu, pojechał więc prosto do zakładu karnego.
Pechowy współlokator z „pamiątką”
Jakby tego było mało, interwencja w Żywcu miała swój nieoczekiwany bonus. Gdy policjanci wypisywali dokumenty zatrzymanemu 25-latkowi, do pokoju – wiedziony prawdopodobnie czystą ciekawością – wszedł jego 27-letni współlokator.
Mężczyzna miał jednak wyjątkowego pecha (lub równie dużą dozę roztargnienia co kolega), ponieważ w ręku trzymał… foliowy woreczek. Szybkie badanie narkotesterem potwierdziło, iż w środku znajdowały się środki odurzające. Tym samym policyjny radiowóz, zamiast jednego pasażera, musiał pomieścić dwóch.
Numer 112 to nie biuro obsługi klienta
Policja przy tej okazji przypomina z całą powagą: numer alarmowy 112 służy do ratowania życia i mienia w sytuacjach nagłych. Każdy głupi żart, prośba o zamówienie pizzy czy taksówki może sprawić, iż ktoś inny, kto naprawdę potrzebuje pomocy, nie zdoła się dodzwonić.
– W tym przypadku zgłaszający wykazał się wyjątkową upartością, która doprowadziła go prosto przed oblicze sprawiedliwości. To doskonały przykład na to, iż system prędzej czy później wyłapuje osoby, które próbują kpić z prawa – podsumowują mundurowi z Żywca.
źródło: KPP Żywiec

2 godzin temu










English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·