Z emerytury Anna Majewska, poza opłaceniem rachunków za mieszkanie i oszczędną wizytą w dyskoncie, zawsze pozwalała sobie na małą przyjemność niewielką paczuszkę kawy ziarnistej. Ziarna były już wypalone, a kiedy nożyczkami nacinała róg opakowania, do jej nozdrzy docierał nieziemski zapach. Oddychała głęboko, koniecznie zamykając oczy, odcinając się od wszystkich bodźców poza wonią kawy, i wtedy działy się cuda. Razem z tym niesamowitym aromatem w jej ciało wstępowało coś na kształt siły; w sercu budziły się dawne marzenia: wyśnione tropiki, oceaniczna bryza, łoskot letniej ulewy, szum puszczy, krzyki małp i egzotyczne szepty tam, gdzie nigdy nie była
Nigdy tych miejsc nie widziała na własne oczy, ale historie taty, ciągle znikającego w wyprawach badawczych do Ameryki Południowej, zostały z nią na całe życie. Gdy bywał w domu, popijał intensywnie zaparzoną kawę i opowiadał Ani o przygodach w dorzeczu Amazonki. Zawsze gdy czuła zapach kawy, wracał do niej ten obraz szczupłego, opalonego wędrowca o stalowych oczach.
Wiedziała od dawna, iż rodzice, którzy ją wychowali, nie byli jej biologicznymi. Już jako trzyletnią sierotę, w czasie wojny, znalazła ją kobieta, która dała jej miłość i dom. Potem było jak u wszystkich: szkoła, studia, praca, małżeństwo, narodziny syna i w końcu samotność. Syn, namówiony dawniej przez żonę, ponad dwadzieścia lat temu wyjechał do Oslo z rodziną. Przez ten czas był w Polsce tylko raz. Dzwonili do siebie, syn co miesiąc przesyłał jej złotówki, ale Anna ich nie wydawała odkładała na osobne konto. Uzbroiła się w cierpliwość, zbierając kwotę, która miała wrócić do syna później.
Coraz częściej myślała, iż życie, które przeżyła pełne trosk, czułości i codziennych zmagań nie było tak do końca jej własne. Gdyby nie wojna, może miałaby inną rodzinę, innych rodziców, inny dom. Los mógłby potoczyć się inaczej. kilka pamiętała z tych pierwszych lat, oprócz tego, iż była tam jeszcze jedna mała dziewczynka, zawsze przy niej. Zosia, tak ją wołali. Często słyszała ten głos w głowie: Zośka i Anka! Kim była dla niej? Siostrą? Przyjaciółką?
Jej rozmyślania przerwał krótki dźwięk telefonu właśnie dostała emeryturę na konto! Ucieszyła się mogła kupić sobie paczkę kawy, ostatnią zaparzyła poprzedniego ranka. Delikatnie pukając laską o płytki chodnika, omijając kałuże, dotarła do sklepu.
Przed wejściem siedziała szara, pręgowana kotka, spoglądając nieśmiało na ludzi i drzwi sklepu. Anna poczuła ukłucie litości: Zmarzlak biedny, głodna pewnie. Wzięłabym cię do domu, ale Kto się tobą zajmie po mnie? Mnie już kilka tu zostało. Kupiła jej więc niewielką saszetkę karmy.
Ostrożnie wyciskała mięsistą porcję na plastikowy talerzyk, kotka cierpliwie czekała i łypała wdzięcznym wzrokiem. Wtem drzwi sklepu otworzyły się gwałtownie i na schody wyszła tęga ekspedientka, której mina nie wróżyła nic dobrego. Bez słowa odepchnęła stopą talerzyk, a kawałki karmy rozprysły się po chodniku.
Ile razy można powtarzać! Nie dokarmiać ich tutaj! burknęła i zniknęła w środku.
Kotka z niepokojem zbierała kawałki z chodnika, a Anna powstrzymywała szloch, czując jak serce zaczyna walić. Poszła gwałtownie na przystanek tylko tam były ławki. Przysiadając, gorączkowo szukała lekarstw w kieszeni, ale na próżno.
Ból narastał falami, głowę ściskały jak klamra, oczy ciemniały, a z piersi wyrywał się jęk. Ktoś dotknął jej ramienia. Młodziutka dziewczyna z niepokojem patrzyła na Annę.
Źle się pani czuje? Jak mogę pomóc?
W torbie paczuszka kawy Proszę otworzyć.
Przysunęła twarz do woreczka, głęboko wciągnęła woń ziaren. Ból nie minął, ale wyraźnie słabł.
Dziękuję, dziecko wyszeptała Anna.
Mam na imię Jagna. A podziękować to proszę tej kotce uśmiechnęła się dziewczyna była przy pani i tak głośno miauczała!
I tobie dziękuję, kochana Anna pogłaskała pręgowaną kotkę, która przysiadła obok na ławce.
Co się pani stało? zapytała Jagna troskliwie.
To tylko migrena, dziecko. Nerwy, zwykłe życie przyznała Anna, głaszcząc kota na kolanach.
Odprowadzę panią do domu. Sama pani ciężko będzie wrócić
Moja prababcia też ma ataki migreny opowiadała Jagna, parząc łagodną kawę z mlekiem i podając ciastka w mieszkaniu Anny. adekwatnie to jest prababcią, ale zawsze wołam na nią babcia. Mieszka z moją mamą, babcią i tatą na wsi. A ja uczę się tu, w szkole medycznej, na ratownika. Ona też mówi do mnie dziecko. I wie pani co jest pani do niej bardzo podobna! Myślałam nawet, iż spotkałam ją tu w mieście! A nie próbowała pani szukać swoich bliskich, tych z prawdziwego domu?
Jagnusiu, dziecko, jak miałabym ich znaleźć? Nic nie pamiętam ani nazwiska, ani skąd pochodzę. Anna pogładziła śpiącą na kolanach kotkę. Tylko pamiętam bombardowanie, furmankę, potem czołgi A ja biegłam, biegłam aż zginęłam w tłumie. Strach nie do opisania! Potem zabrała mnie kobieta, ona została moją mamą na zawsze. Po wojnie wrócił jej mąż był dla mnie najlepszym tatą na świecie! Z tamtego życia został mi tylko imię. Rodzina pewnie została pod gruzami, a może i Zosia
Nie zauważyła, jak po tych słowach Jagna zadrżała i spojrzała na nią szeroko otwartymi, niebieskimi oczami:
Pani Aniu, ma pani znamie na prawym ramieniu, takie w kształcie listka?
Anna choćby zakrztusiła się kawą, a kotka zamarła w bezruchu.
Skąd wiesz, dziecko?
Moja prababcia ma identyczne. wyszeptała Jagna. Nazywa się Zosia. Dotąd nie może powstrzymać łez, gdy wspomina swoją siostrę bliźniaczkę, Anię. Ona zginęła podczas bombardowania, w czasie ewakuacji. Gdy Niemcy odcięli drogę, musieli wrócić z powrotem na wieś, tam przeżyli okupację. Ani już nie znaleźli, choć długo szukali
Od rana Anna nie mogła znaleźć dla siebie miejsca. Chodziła od okna do drzwi, wyczekując odwiedzin. Pręgowana kotka Margo trzymała się jej spódnicy, niespokojnie wpatrując się w twarz właścicielki.
Nie martw się, Margo, wszystko dobrze uspokajała ją Anna. Tylko serce tak mocno bije.
Nareszcie rozległ się dzwonek. Anna z drżeniem otworzyła drzwi.
Stały naprzeciw siebie dwie starsze kobiety, milcząc wzajemnie, z oczami pełnymi nadziei. Jak w lustrze widziały swoje niebieskie oczy, siwe loki i smutne zmarszczki przy ustach.
W końcu gość odetchnął, uśmiechnął się i wyciągnął ręce do uścisku:
Witaj, Aniu!
Na progu, ocierając łzy szczęścia, stali już najbliżsi.

2 godzin temu











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·