Wynoś się z mojego mieszkania! – powiedziała mama — Wynoś się — powiedziała matka zupełnie spokojny…

polregion.pl 6 godzin temu

Wynoś się z mojego mieszkania! powiedziała mama

Wynoś się, powiedziała matka z zupełnym spokojem.

Jagoda uśmiechnęła się z przekąsem i opadła na oparcie krzesła była pewna, iż matka mówi do jej przyjaciółki.

Wynoś się z mojego mieszkania! Barbara odwróciła się w stronę córki.

Lidka, czy widziałaś post? przyjaciółka dosłownie wpadła do kuchni, nie zdejmując płaszcza. Jagódka urodziła! Trzy czterysta, pięćdziesiąt dwa centymetry.

Cała wykapana ojciec, ten sam zadarty nos. Już obleciałam wszystkie sklepy, nakupiłam śpioszków. Dlaczego jesteś taka ponura?

Gratuluję, Basiu. Cieszę się z waszego szczęścia Lidka wstała, żeby nalać przyjaciółce herbaty. Usiądź, zdejmij płaszcz.

Oj, nie mam czasu tu siedzieć, Barbara przysiadła tylko na brzegu krzesła. Tyle roboty, tyle załatwień. Jagódka taka zdolna, wszystko sama, własnymi rękami.

Mąż złoty chłop, niedawno wzięli mieszkanie na kredyt, remont kończą. Jestem dumna z mojej dziewczyny. Dobrze ją wychowałam!

Lidka bez słowa postawiła przed nią filiżankę. No jasne, dobrze Gdyby tylko Basia wiedziała…

***

Dokładnie dwa lata temu córka Barbary, Jagoda, przyszła do Lidki bez zapowiedzi. Miała spuchnięte oczy od płaczu i drżące dłonie.

Ciociu Lidko, błagam, tylko nie mów mamie. Proszę! Jak się dowie, to jej serce nie wytrzyma, szlochała Jagoda, miętosiła mokrą chusteczkę.

Spokojnie, Jagódko. Mów od początku. Co się stało? wtedy Lidka wystraszyła się nie na żarty.

Ja… ja w pracy… wymamrotała Jagoda. Z torebki koleżanki zginęły pieniądze. Pięćdziesiąt tysięcy złotych.

A kamera pokazała, iż wchodziłam do biura, gdy nikogo nie było. Nie zabrałam, ciociu Lidko! Naprawdę!

Ale powiedzieli: albo oddam te pięćdziesiąt tysięcy do południa jutro, albo idą na policję.

Mają świadka, który niby widział, jak chowam portfel.

To pułapka, ciociu Lidko! Ale kto mi uwierzy?

Pięćdziesiąt tysięcy? Lidka zmarszczyła brwi. A dlaczego nie poszłaś do ojca?

Byłam! wybuchła nowym napadem szlochu Jagoda. Powiedział, iż sama jestem sobie winna, nie dostanę od niego ani grosza i nie wpuścił mnie choćby do mieszkania, tylko przez drzwi na mnie nakrzyczał.

Mówi: „Idź na policję, niech cię nauczą życia”.

Ciociu Lidko, nie mam do kogo pójść. Mam dwadzieścia tysięcy, uzbierałam. Brakuje mi trzydziestu.

A Basia? Dlaczego jej nie powiesz? W końcu to twoja matka.

Nie! Mama mnie zje. Zawsze mówiła, iż ją tylko kompromituję, a teraz… kradzież…

Ona przecież pracuje w szkole, wszyscy ją znają.

Błagam, pożycz mi tę trzydziestkę, mam już inną pracę, przysięgam, będę ci oddawać po dwa-trzy tysiące tygodniowo! Błagam, ciociu Lidko!

Lidka aż zabolało. Dwadzieścia lat, całe życie przed nią, a tu taka plama.

Ojciec odwrócił się plecami, matka gotowa urwać głowę…

Kto nie popełnia błędów? pomyślała wtedy Lidka.

Jagoda nie przestawała płakać.

No dobrze, powiedziała w końcu. Mam te pieniądze, odkładałam na zęby. Ale zęby poczekają.

Tylko obiecaj, iż to ostatni raz. I naprawdę twojej mamie nie powiem, skoro tak bardzo się boisz.

Dziękuję! Dziękuję ciociu Lidko! Ratujesz mi życie! Jagoda rzuciła jej się na szyję.

W pierwszym tygodniu przyszła faktycznie z dwoma tysiącami. Przyszła radosna, powiedziała, iż wszystko załatwione, sprawy u policji nie ma, a w nowej pracy rewelacja.

A potem potem przestała odpowiadać na wiadomości. Miesiąc, dwa, trzy. Lidka widziała ją u Barbary na imieninach, ale Jagoda zachowywała się, jakby były zupełnie obce suche dzień dobry i nic więcej.

Lidka nie naciskała. Myślała:

Młoda, pewnie się wstydzi.

Stwierdziła, iż trzydzieści tysięcy to nie jest cena za wieloletnią przyjaźń z Basią. Spisała dług na straty i zapomniała.

***

Słuchasz mnie w ogóle? Barbara pomachała jej ręką przed nosem. O czym tak myślisz?

E tam, otrząsnęła się Lidka. Sprawy swoje rozważam.

Słuchaj, Basia ściszyła głos ostatnio spotkałam Krysię, no pamiętasz, naszą byłą sąsiadkę? Wczoraj podeszła do mnie w sklepie. Jakaś taka dziwna.

Zaczęła wypytywać o Jagodę, jak jej się układa, czy oddała długi. Nie zrozumiałam, o co jej chodzi.

Powiedziałam, iż Jagódka samodzielna, sama zarabia. A Krysia się krzywo uśmiechnęła i odeszła.

Ty nie wiesz, czy Jagoda coś od niej kiedyś pożyczała?

Lidka poczuła jak cała się spina.

Nie wiem, Basiu. Może parę groszy.

Dobra, lecę już. Muszę jeszcze do apteki. Basia ucałowała Lidkę w policzek i wybiegła.

Wieczorem Lidka nie wytrzymała. Znalazła numer Krysi i zadzwoniła.

Krysia, cześć, tu Lidka. Słuchaj, dziś spotkałaś Basię. O jakie długi jej pytałaś?

W słuchawce ciężkie westchnienie.

Eh, Lidka… Myślałam, iż ty już wiesz. Przecież jesteś najbliżej z nimi.

Dwa lata temu Jagoda do mnie przyszła. Cała we łzach, oczy czerwone. Powiedziała, iż ją w pracy o kradzież oskarżają.

Że albo odda trzydzieści tysięcy, albo więzienie. Błagała, żebym nic nie mówiła matce, płakała.

Ja, głupia, dałam jej te pieniądze. Miała oddać za miesiąc. Zniknęła…

Lidka ścisnęła słuchawkę.

Trzydzieści tysięcy? powtórzyła. Dokładnie tyle?

No, tak. Mówiła, iż dokładnie tyle jej brakuje. Oddała pięćset złotych po pół roku i koniec.

Później się dowiedziałam od Mirki z drugiej klatki, iż Jagoda do niej też przyszła z tą samą historią.

Mirka jej pożyczyła czterdzieści tysięcy.

I jeszcze pani Janina, ich dawna nauczycielka, też ratowała Jagódkę przed więzieniem. Tamta w ogóle dała pięćdziesiąt tysięcy.

Zaczekaj… Lidka opadła na kanapę. To co, wszystkim po tej samej kwocie mówiła? Z tą samą opowieścią?

Wygląda na to, głos Krysi stwardniał. Dziewucha wyciągnęła myto z każdej przyjaciółki matki. Po trzydzieści-czterdzieści tysięcy.

Zmyśliła historię o kradzieży, grała na współczuciu. Wszystkie Basię lubimy, więc siedziałyśmy cicho.

A Jagoda potem z tych pieniędzy, jak się okazało, wrzucała fotki z Chorwacji miesiąc po tym na Facebooka.

Ja też dałam jej trzydzieści tysięcy, powiedziała cicho Lidka.

No i masz prychnęła Krysia. Jest nas pewnie pięć-sześć takich. To już normalny biznes, Lidka.

To nie jest błąd młodości, tylko ordynarne oszustwo. A Basia nic nie wie. Chodzi dumna ze swojej córuni. A córka kradnie!

Lidka odłożyła telefon. Szum w uszach. Nie żałowała pieniędzy dawno uznała je za stracone.

Bolało ją, jak przemyślnie i cynicznie dwudziestoletnia dziewczyna rozgryzła dorosłe kobiety dzięki ich zaufaniu.

***

Następnego dnia Lidka poszła do Barbary. Nie chciała robić awantury, chciała tylko spojrzeć Jagodzie w oczy.

Akurat wróciła ze szpitala po porodzie, a póki w ich mieszkaniu na kredyt trwał remont, pomieszkiwała u matki.

O, ciocia Lidka! Jagoda z wymuszonym uśmiechem wpuściła ją do środka. Herbaty?

Basia krzątała się przy kuchni.

Siadaj, Lidka. Czego nie zadzwoniłaś?

Lidka usiadła naprzeciwko Jagody.

Jagoda, zaczęła spokojnie. Wczoraj spotkałam Krysię. I Mirkę. I panią Janinę. Rozmawiałyśmy bardzo długo. Zrobił się z nas taki klub pomocy pokrzywdzonym.

Jagoda zastygła, pobladła i rzuciła szybkie spojrzenie na matkę stojącą tyłem.

O czym ona mówi, Lidka? Basia się odwróciła.

Jagoda wie, o czym, Lidka patrzyła prosto w dziewczynę. Pamiętasz, Jagódko, tę nieprzyjemną sytuację sprzed dwóch lat?

Kiedy przyszłaś po trzydzieści tysięcy do mnie? I do Krysi? I czterdzieści do Mirki, i pięćdziesiąt do pani Janiny.

Wszystkie cię ratowałyśmy przed więzieniem. Każda myślała, iż jest jedyną powierniczką twojego sekretu.

Ręka Barbary z czajnikiem zadrżała, wrzątek prychnął na kuchenkę, syknął.

Jakie pięćdziesiąt tysięcy? Basia powoli odstawiła czajnik. Jagoda? O co chodzi? Pożyczałaś ode mnie przyjaciółek? choćby od pani Janiny?!

Mamo… to nie tak… Jagoda zaczęła się jąkać. Ja… prawie wszystko zwróciłam…

Nic nie zwróciłaś, Jagoda, ucięła Lidka. Przyniosłaś mi dwa tysiące na odczepnego i zniknęłaś.

Wyłudziłaś od nas prawie dwieście tysięcy pod bajkę o kradzieży. Milczałyśmy tylko dlatego, iż żal nam było twojej matki.

Ale wczoraj zrozumiałam, iż żal powinnyśmy mieć dla siebie.

Jagoda, spójrz na mnie. Wyciągnęłaś pieniądze od moich przyjaciółek?! Zmyśliłaś o kradzieży, żeby wyczyścić tych, co do mamy przychodzą w gości?!

Mamo, bardzo potrzebowałam na wynajem! krzyknęła Jagoda. Nic ode mnie nie dostałam!

Ojciec nie dał mi choćby złotówki, a musiałam zacząć nowe życie!

Co w tym takiego? I tak miały mnóstwo pieniędzy, nie zabrałam im ostatniego grosza!

Lidka poczuła obrzydzenie. O to chodziło…

Wszystko jasne. Basia, przepraszam, iż tak to wyciągnęłam, ale nie mogę dalej tego przemilczać.

Nie chcę akceptować takiego jej zachowania. Traktuje nas jak idiotki!

Basia stanęła z rękami na blacie. Drżały jej ramiona.

Wynoś się, powiedziała bardzo spokojnie.

Jagoda uśmiechnęła się z przekąsem i opadła na krzesło była pewna, iż to do ciotki.

Wynoś się z mojego mieszkania! Barbara odwróciła się do córki. Spakuj swoje rzeczy i idź do męża. Żeby cię tu więcej nie było!

Jagoda zbladła:

Mamo, mam dziecko! Nie mogę się denerwować!

Nie masz już matki, Jagodo. Matka była kiedyś, dla dziewczyny, którą sądziłam iż jesteś uczciwa. Ty jesteś oszustką.

Pani Janina… Boże, przecież ona dzwoniła codziennie, pytała co słychać i ani słówka nie pisnęła… Jak ja teraz jej w oczy spojrzę? Jak?!

Jagoda chwyciła torebkę, rzuciła ścierką o ziemię.

Udławcie się swoimi pieniędzmi! wrzasnęła. Głupie stare wieszaki! Idźcie sobie do czorta!

Jagoda wybiegła do pokoju, porwała kołyskę z dzieckiem i wypadła z mieszkania.

Basia opadła na krzesło i zakryła twarz dłońmi. Lidce zrobiło się ciężko.

Przepraszam, Basiu

Nie, Lidka… to ja ciebie przepraszam. Że taką… wyhodowałam. Naprawdę wierzyłam, iż sama dała radę w życiu, a ona Boże, wstyd

Lidka pogłaskała przyjaciółkę po ramieniu, a Barbara rozpłakała się na głos.

***

Tydzień później mąż Jagody, blady i podkrążony, objechał wszystkich wierzycieli, przepraszał, spuszczał wzrok. Obiecał, iż wszystkim odda pieniądze.

I faktycznie, zaczęły się przelewy pięćdziesiąt tysięcy Pani Janinie za córkę oddała Barbara.

Lidka nie czuje się winna temu, co się stało. Oszustka zasługuje na nauczkę. Prawda?

Idź do oryginalnego materiału