Wynoś się z mojego mieszkania! powiedziała matka
Wynoś się powiedziała całkiem spokojnie Zofia, matka.
Weronika tylko się uśmiechnęła i rozparła wygodnie na krześle była przekonana, iż matka kieruje te słowa do jej przyjaciółki.
Wynoś się z mojego mieszkania! Zofia odwróciła się do córki.
Ela, widziałaś zdjęcie? przyjaciółka wpadła do kuchni jak burza, nie zdejmując jeszcze płaszcza. Wera urodziła! Trzy czterysta wagi, pięćdziesiąt dwa centymetry.
Cała jak ojciec ten sam pyzaty nos. Już obleciałam wszystkie sklepy, nakupiłam ubranek. Dlaczego jesteś taka przygnębiona?
Gratuluję, Zosiu. Cieszę się waszym szczęściem Ela wstała, żeby nalać przyjaciółce herbaty. Siadaj, płaszcz zdejmij, odpocznij chwilę.
Oj, nie mam czasu w siedzenie Zofia przysiadła tylko na krawędzi krzesła. Tyle roboty, tyle spraw. Werka taka dzielna, wszystko sama, na własnych plecach.
Mąż to złoty człowiek, ich mieszkanie teraz na kredyt kupili, remont kończą. Dumna jestem z mojej dziewczyny. Dobrze ją wychowałam!
Ela postawiła przed nią filiżankę. No tak, świetnie wychowana Gdyby tylko Zosia wiedziała…
***
Dokładnie dwa lata temu Weronika, córka Zofii, przyszła do Eli bez wcześniejszego uprzedzenia, z opuchniętymi od płaczu oczami i rękami, które widocznie się trzęsły.
Ciociu Elu, tylko błagam, nie mów mojej mamie. Proszę! Jej serce by tego nie wytrzymało, jeżeli się dowie łkała Weronika, miotając w dłoniach zmięty, mokry chusteczkę.
Werka, uspokój się, powiedz mi dokładnie co się stało Ela naprawdę się wtedy wystraszyła.
Ja… w pracy… Weronika szlochała. Zniknęły pieniądze z torebki koleżanki. Pięćdziesiąt tysięcy złotych.
A kamery zarejestrowały, iż weszłam do pokoju, jak nikogo tam nie było. Przysięgam ciociu, iż niczego nie wzięłam!
Ale mówią, iż muszę oddać pięćdziesiąt tysięcy do południa, albo zgłaszają sprawę na policję.
Mają „świadka”, co rzekomo widział, jak chowam portfel.
To cała podpucha, ciociu Elm! Ale kto mi uwierzy?
Pięćdziesiąt tysięcy? Ela zmarszczyła brwi. A czemu do ojca nie poszłaś?
Byłam! Weronika znowu zaczęła szlochać. Powiedział, iż sama sobie winna, nie da mi ani grosza, skoro jestem taka nieudolna.
Powiedział: „Idź na policję, niech nauczą cię życia”.
Nawet mnie do mieszkania nie wpuścił, krzyczał przez drzwi.
Ciociu Elu, nie mam już do kogo pójść. Mam dwadzieścia tysięcy, które uzbierałam. Brakuje mi trzydziestu.
A Zofia? Dlaczego jej nie powiesz? To przecież twoja matka.
Nie! Mama mnie zje żywcem. Zawsze mi mówi, iż się jej wstydzi, a teraz jeszcze… kradzież
Pracuje w szkole, wszyscy ją znają.
Proszę, pożycz mi te trzydzieści tysięcy, dobrze? Obiecuję oddawać po dwa, trzy tysiące tygodniowo, już mam inną pracę!
Proszę, ciociu Elu!
Ela zrobiła się miękka z żalu nad tą młodą dziewczyną. Dwudziestoletnia, życie przed nią, a tu taki wstyd.
Ojciec odmówił, matka by naprawdę głowę jej ukręciła
Kto w życiu nie popełnia błędów? pomyślała Ela.
Weronika płakała nieprzerwanie.
No dobrze powiedziała. Mam te pieniądze. Odkładałam na leczenie zębów, ale zęby mogą zaczekać.
Tylko obiecaj, iż to pierwszy i ostatni raz. I matce twojej ani słowa. Skoro tak się boisz.
Dziękuję! Dziękuję, ciociu Elu! Uratowała mi pani życie! Weronika rzuciła się jej na szyję.
W pierwszym tygodniu Weronika naprawdę przyniosła dwa tysiące. Przyszła uśmiechnięta, wszystko załatwione, sprawy z policją nie było, na nowej pracy wszystko dobrze.
A potem po prostu przestała się odzywać. Miesiąc, dwa, trzy. Ela widywała ją na urodzinach u Zofii, ale Werka zachowywała się jak obca zimne „dzień dobry” i nic więcej.
Ela nie nalegała. Myślała sobie:
Młoda jest, pewnie jej wstyd, dlatego ucieka.
Uznała, iż trzydzieści tysięcy złotych to nie jest cena, by niszczyć długoletnią przyjaźń z Zofią. Spisała dług na straty, zapomniała.
***
W ogóle mnie słyszysz? Zofia pomachała Elinie ręką przed oczami. O czym tak myślisz?
Tak tylko… Ela potrząsnęła głową. O swoich sprawach.
Słuchaj Zofia ściszyła głos. Spotkałam ostatnio Kasię, pamiętasz, naszą byłą sąsiadkę? Podeszła wczoraj do mnie w sklepie. Dziwnie się zachowywała.
Zaczęła mnie wypytywać o Werkę, czy jej oddała pożyczkę. Nie wiedziałam, o co chodzi.
Powiedziałam jej, iż Weronika radzi sobie sama, zarabia, jest samodzielna. A Kasia tylko zrobiła dziwną minę i odeszła.
Nie wiesz może, czy Werka kiedyś coś od niej pożyczała?
Ela poczuła, jak ściska się jej żołądek.
Nie wiem, Zosiu. Może grosze jakieś.
Dobra, lecę już. Muszę jeszcze zajrzeć do apteki Zofia wstała, ucałowała Elę w policzek i zniknęła.
Wieczorem Ela nie wytrzymała. Odszukała numer Kasi i zadzwoniła.
Kasia, cześć! Tu Ela. Słuchaj, widziałaś się dziś z Zofią? O co pytałaś z tym długiem?
W słuchawce zaległa ciężka cisza.
O Boże, Ela Myślałam, iż wiesz. Przecież wy jesteście z nimi najbliżej.
Dwa lata temu Weronika przyszła do mnie z płaczem, cała roztrzęsiona. Mówiła, iż ją w pracy o kradzież posądzili.
Powiedziała, iż musi oddać trzydzieści tysięcy, inaczej pójdzie do więzienia. Błagała, żeby nie mówić matce. Dałam jej kasę, obiecała oddać za miesiąc. I zniknęła.
Ela ścisnęła telefon.
Trzydzieści tysięcy? powtórzyła. Równo tyle?
Tak. Mówiła, iż dokładnie takiej sumy brakuje. Po pół roku przyniosła pięćset złotych i ślad po niej zaginął.
A potem dowiedziałam się od Maryli z drugiej klatki, iż do niej też Werka przyszła z tą samą historią.
Maryla pożyczyła jej czterdzieści tysięcy.
I jeszcze pani Teresa, ich była wychowawczyni, „ratowała” ją przed więzieniem. Ta wręcz dała pięćdziesiąt tysięcy.
Poczekaj Ela usiadła ciężko na kanapie. To co? Ona do wszystkich chodziła z tą samą bajką?
Niestety, tak Kasia mówiła twardo. Dziewczyna po prostu zebrała „daninę” od wszystkich przyjaciółek Zofii. Od każdej po trzydzieści, czterdzieści tysięcy.
Wymyśliła historię o kradzieży, grała na litość. Kochamy Zosię, więc milczałyśmy, żeby ją nie zamartwiać.
A Weronika po miesiącu wrzucała zdjęcia z Turcji na Facebooka.
Ja jej też dałam trzydzieści wyszeptała Ela.
No i masz westchnęła Kasia. W sumie zebrało się nas pięć, sześć. To już nie „błąd młodości”, Ela, tylko zwykłe oszustwo. A Zofia nic nie wie, dumna z córki, a jej córka… złodziejka.
Ela rozłączyła się. W głowie szumiało jej od gniewu i żalu. Pieniędzy jej nie szkoda pożegnała się z nimi dawno temu.
Ale nie mogła znieść tej wyrachowanej podłości, z jaką dwudziestoletnia dziewczyna szarpała matczyne przyjaciółki na litość i kasę.
***
Następnego dnia Ela poszła do Zofii. Nie planowała robić scen, chciała tylko spojrzeć Weronice w oczy.
Werka właśnie wróciła ze szpitala, a dopóki trwał remont ich mieszkania z kredytu, przebywała u matki.
O, ciocia Ela! Weronika przywitała się wymuszonym uśmiechem, widząc przy progu starą przyjaciółkę mamy. Zapraszam na herbatę?
Zofia krzątała się przy kuchni.
Siadaj, Eluś, nie mogłaś zadzwonić?
Ela usiadła naprzeciw Weroniki.
Werka zaczęła spokojnie. Wczoraj spotkałam Kasię, Marylę i panią Teresę. Rozmawiałyśmy długo. Założyłyśmy „klub pomocy pokrzywdzonym”.
Weronika zamarła, pobladła, rzuciła szybkie spojrzenie na matkę, która stała tyłem.
O czym ty mówisz, Ela? Zofia odwróciła się.
Werka wie, o czym Ela patrzyła na dziewczynę uparcie. Pamiętasz tę „nieprzyjemną sprawę” sprzed dwóch lat? Gdy prosiłaś mnie o trzydzieści tysięcy? I Kasię o trzydzieści. Maryla czterdzieści, pani Teresa pięćdziesiąt.
Wszystkie cię „ratowałyśmy” przed więzieniem, każda myślała, iż jest tą jedyną, która zna twój sekret.
Ręka Zofii z czajnikiem zadrżała, wrzątek syknął na kuchence.
Jakie pięćdziesiąt tysięcy? Zofia odłożyła czajnik. Weronika? O co chodzi? Pożyczałaś pieniądze od moich przyjaciółek? choćby od pani Teresy?
Mamo to nie tak ja ja prawie wszystko oddałam
Niczego nie oddałaś Ela przerwała jej ostro. Przyniosłaś dwa tysiące na początek, potem przepadłaś.
Po prostu zebrałaś od nas razem prawie dwieście tysięcy na zmyśloną bajkę. Milczałyśmy, bo było nam szkoda twojej matki.
Wczoraj zrozumiałam, iż żałować powinnam nie ją, ale nas.
Weronika, spójrz na mnie. Wyłudziłaś pieniądze od moich przyjaciółek?! Zmyśliłaś bajkę o kradzieży, żeby ograbić wszystkie odwiedzające mnie kobiety?
Mamo, ja naprawdę potrzebowałam pieniędzy na przeprowadzkę! wrzasnęła Weronika. Przecież niczego od was nie dostałam!
Ojciec nie dał mi choćby złotówki, musiałam zacząć życie sama!
Co z tego? Przecież ich na to stać, nie zabrałam im ostatniego grosza!
Ela poczuła obrzydzenie. Tak to wygląda…
Wszystko jasne. Zosiu, przepraszam, iż powiedziałam ci to teraz. Dłużej jednak nie mogłam udawać, iż nic się nie stało.
Nie chcę, żeby ona traktowała nas jak idiotki!
Zofia oparła się obiema rękami o stół. Jej ramiona dygotały.
Wynoś się powiedziała zupełnie spokojnie.
Weronika tylko się uśmiechnęła, odsunęła od stołu była pewna, iż matka mówi do Eli.
Wynoś się z mojego mieszkania! Zofia spojrzała prosto na córkę. Pakuj rzeczy, wracaj do męża. I żebyś się tu więcej nie pokazywała!
Weronika zbladła.
Mamo, mam dziecko! Nie mogę się denerwować!
Nie masz matki, Weronika. Matka była wtedy, gdy uważałam cię za uczciwą. Teraz jesteś tylko złodziejką.
Pani Teresa Boże, ona tyle razy dzwoniła, pytała o ciebie, nigdy się nie przyznała… Jak mam jej teraz spojrzeć w oczy? Jak?!
Weronika złapała za torbę, upuściła ścierkę na podłogę.
To się udławcie tymi swoimi pieniędzmi! wydarła się. Stare plotkary! Obie won!
Wpadła do pokoju, chwyciła dziecko z kołyski i wybiegła z mieszkania.
Zofia opadła na krzesło i zasłoniła twarz dłońmi. Ela poczuła się winna.
Przepraszam, Zosiu
Nie, Elka… To ja przepraszam. Za to, iż wychowałam… taką kłamczuchę. Naprawdę myślałam, iż sama zapracowała, a ona Boże, co za wstyd
Ela pogłaskała przyjaciółkę po ramieniu, a Zofia rozpłakała się żałośnie.
***
Po tygodniu mąż Weroniki, wychudzony i poszarzały, objechał wszystkie „wierzycielki”, przepraszając, nie patrząc im w oczy. Obiecał, iż odda wszystkim pieniądze.
I rzeczywiście zaczęły przychodzić przelewy. Pięćdziesiąt tysięcy dla pani Teresy spłaciła Zofia.
Ela nie czuje się winna. Przecież oszustka musi zostać ukarana. Prawda?

18 godzin temu









![Jechała po chodniku z pieszym na masce. Policja zmienia zdanie: zamiast pouczenia wniosek do sądu [VIDEO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/01/page-10.jpg)



English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·