Wszystkie chwyty dozwolone
Rodzina zebrała się w pełnym składzie. Pretekst, jak zawsze, był czysto materialny, choć schowany pod płaszczykiem rodzinnej kolacji. Lidia, córka babci Teresy i matka Julii oraz Bartka, przeglądała babcine szmatki, w które ta zawsze zawijała swoje pieniądze Babcia już nie potrafi rozporządzać własnym groszem, niczego nie pamięta, nikogo nie rozpoznaje, ale Lidia, z sentymentu, odkładała jej emeryturę do tych samych szmatek.
No i znów się zawieruszyły! lamentowała Lidia do zgromadzonej rodziny. Dziesięć tysięcy, nie mniej! Nie mogłam się pomylić, sama liczyłam… No gdzie one się podziały? Mamusiu, pamiętasz, ile tam było?
Babcia Teresa obróciła się ale nie do córki, tylko do zdjęcia świętej pamięci męża.
Ach, Piotrze… Jaka tu piękna pogoda westchnęła, wpatrując się w wnuczkę Joannę. A ty, Joasiu, nie ruszaj moich cukierków, one są dla gości A Bartek gdzie? W szkole?
Lidia zwinęła banknoty po tysiąc złotych. Oczywiście mama dawno nie pamiętała, ile tam było pieniędzy. Ale Lidia była pewna ktoś kradnie. To wydawało się szalone. W domu bywają wyłącznie swoi, ale przecież ktoś musi wynosić! I to od kogo? Od starej, bezbronnej osoby
Do domu wszedł Bartek, o którym właśnie wspominała babcia.
Co tu się dzieje, jakbyście stypy odprawiali? rzucił, chowając kluczyki od samochodu.
Jego matka łkała:
Bartku, nieszczęście! Pieniądze znowu zginęły Co miesiąc chowam emeryturę babci do tej szafki Ktoś je ukradł!
Bartek ironicznie spojrzał na wszystkich zgromadzonych. Jego mama ufała każdemu, ale on nikomu.
Pieniądze zginęły, mówisz? zmrużył oczy. Akurat wiem, gdzie się podziały!
Wyszedł do przedpokoju i przyniósł pasiastą torbę Joanny. Ledwo Joanna zdążyła się obejrzeć, Bartek rozpiął zamek, nie zważając na protesty matki, i wysypał zawartość na podstarzałą ceratę na stole.
Rozsypały się szminka, klucze, lusterko i pieniądze.
Cała masa gotówki.
Pomięte, ale bardzo rozpoznawalne banknoty. Pięć tysięcy złotych, głównie w pięćsetkach.
Proszę bardzo! triumfalnie krzyknął Bartek, trzymając w dłoni banknot. Torbę podniosłem w korytarzu, wysypało się to Pięćsetki! I jakie znajome!
Ciocia Halina, która do tej pory śledziła rozmowę, jedząc sałatkę, połknęła z wrażenia kęs i zaczęła się krztusić.
Uważnie się przyglądając, na każdym banknocie można było zauważyć delikatny ślad niebieskiego długopisu cieniutka kreska.
Pamiętacie, mówił dalej Bartek, jak miesiąc temu mama przeliczała pieniądze, a Wiktor po nich machnął długopisem? To te same pięćsetki z emerytury babci.
Wszystkie spojrzenia skierowały się na Joannę.
Joanna do tej pory siedziała jak posąg, teraz drgnęła.
Bartku, co ty wyprawiasz?
Ja? oburzył się. Nic nie zrobiłem, po prostu podniosłem torbę, a w niej były PIENIĄDZE. I to bardzo znajome!
Joanna zrozumiała, iż zamiast atakować, lepiej się natychmiast bronić.
To nie ja! wykrzyknęła, przewracając krzesło.
Nawet babcia odwróciła się w stronę zamętu.
Co za hałas? spytała babcia Teresa. Gdzie są moje kapcie?
W oczach wszystkim zrobiło się sześć na dziewięć.
Joasiu, córeczko Lidia poderwała się od stołu. Jak mogłaś? Czemu? Przecież pracujesz, pomagam ci Jak mogłaś kraść od własnej babci?
Mamo, to nie ja! Przysięgam, nic nie brałam!
To kto? przeszywającym tonem rzucił Bartek. Joanno, tylko ty tu stale bywasz, opiekujesz się babcią, przynajmniej tak mówisz. Tylko ty masz dostęp. Mama by tego nie zrobiła. Zostajesz tylko ty.
Joanna cofała się, jakby spodziewała się zaraz ciosu.
Przysięgam! Nie tknęłam niczego!
Wpatrywała się w matkę, licząc, iż przynajmniej ona jej uwierzy, ale Lidia patrzyła na córkę jak na potwora.
Kłamiesz szepnęła matka. Jak mogłaś
Kocham babcię! Joanna, urażona do łez, zaczęła płakać. Przychodziłam, by jej pomóc! Naprawdę nie brałam tych pieniędzy!
Ale fakty były przeciwko niej. Pieniądze znaleziono w jej torbie. Innych podejrzanych nie było.
Sprawa jasna podsumował Bartek. Szkoda, Joasiu. Naprawdę szkoda. Mogłaś po prostu poprosić, dalibyśmy ci. A tak? Kraść od bezbronnej babci? Nikt się po tobie tego nie spodziewał.
Tego samego wieczoru Joannę wyrzucono z domu, a jej życie odwróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Nikt się z nią nie chciał rozmawiać ani jej wysłuchać. Lidia, ochłonąwszy, prosiła krewnych o wyrozumiałość, ale…
Nie wpuszczaj jej, Lidia syczała ciotka Halina w słuchawkę, gdy Lidia próbowała rozmawiać. Wiesz, jaki to wstyd? Babcia może i nic nie pamięta, ale gdyby się dowiedziała Serce by jej pękło, kim Joanna się stała.
Lidia posłuchała. Prawie przestała odzywać się do córki. Gdy Joanna dzwoniła, matka odpowiadała monosylabami: zajęta, potem, nie teraz.
Joanna próbowała walczyć. Obdzwaniała rodzinę z różnych numerów, ale gdy rozpoznawali jej głos, natychmiast odkładali słuchawkę. Podjęła własne dochodzenie, które zakończyło się gwałtownie nie chcieli jej słuchać ani wpuszczać do mieszkania babci.
Udało się spotkać tylko matkę.
Mamusiu, błagam prawie szeptała Joanna. Wiem, iż brzmi to jak wymówka, ale przysięgam ci! To nie ja! Czemu mi nie wierzysz?
Matce było najciężej. To jednak córka.
Joasiu… Sama cierpię. Ale pieniądze były u ciebie. I nie chcę do tego wracać. Gdyby tylko ja widziała, może byśmy zapomnieli. Ale rodzina ci nie wybaczy. Mnie też ciężko. Babcia tyle ci dała
Ale to nie moja wina! Może one wypadły wcześniej? Może z innej torby? Może ktoś podłożył
Przestań! urwała matka. Jesteś moją córką, chcę ci wierzyć, ale fakty! Fakty mówią, iż ukradłaś!
Na tym Lidia uciekła, zostawiając Joannę na chłodzie.
Nie pozwolono jej choćby pożegnać się z babcią
Czekała, aż dom opustoszeje, aż ludzie się rozjadą, i pojechała do mieszkania babci mając nadzieję, iż matka tam właśnie będzie. Matka, choć oschle, czasem z nią rozmawiała. Może teraz się uda obudzić sumienie?
Otwarł jednak Bartek.
Był wysoki, musiała zadrzeć głowę, by spojrzeć mu w oczy. Może dobrze, iż spotyka właśnie jego.
Bartku, proszę Joanna spróbowała ostatni raz. Porozmawiajmy. Ostatni raz.
Och Joasiu Wciąż masz nadzieję oczyścić swoje imię? Już nie masz czego ratować odparł brat. Lepiej się przyznaj. Może wybaczymy.
Ale Joanna nie miała zamiaru przepraszać za coś, czego nie zrobiła.
Nie. Chcę znać prawdę. Może się wtedy pomyliłeś? Może pieniądze wyleciały z innej torby lub kieszeni? Przypomnij sobie
Nagle Bartek spoważniał, a jego wzrok zrobił się lodowaty.
Pomyliłem się, mówisz? Joanna, naprawdę jesteś taka naiwna? pochylił się do niej. Doskonale wiem, iż ich nie ukradłaś. To ja podłożyłem je do twojej torby.
Zrobiło jej się ciemno przed oczami.
Co?
Ot, tak.
Po co? Joanna aż nie wierzyła. Dlaczego to zrobiłeś?
Pozbyłem się konkurencji.
W walce o spadek, siostrzyczko, wszystkie chwyty dozwolone powiedział oschle. Babci zostało może pół roku życia, sama widziałaś. Mieszkanie już przekazane na mamę, żeby potem nie było problemów z notariuszem. I tu zaczynał się kłopot. Mama, jak wiesz, sentymentalna. Chciała oddać mieszkanie tobie.
Joanna nic nie rozumiała.
Ale dlaczego?
Bo, kochana Asiu, zadrwił, codziennie przyjeżdżałaś do babci. Karmiłaś ją, sprzątałaś, czytałaś jej książki, których i tak nie rozumiała Wnuczka idealna. Mama widziała to i topniała. Stwierdziła, iż zasłużyłaś A ja nie? Też jestem wnukiem! Też mi się należy! Musiałem więc wyeliminować konkurencję.
Ale ja to wszystko robiłam nie dla mieszkania! zawołała Joanna, ale jego wyznanie tylko ją zraniło. Ja chciałam pomóc babci! Kochałam ją!
Parsknął pogardliwie.
Nie opowiadaj bajek, Joasiu. Wszyscy jesteśmy tacy sami. Udawałaś pokrzywdzoną, troskliwą wnuczkę, żeby wszystko ci przypadło. A ja cię przechytrzyłem. Jeden do zera.
Joanna nie odpowiedziała, więc sam zakończył:
Teraz jesteś złodziejką. Mama się ode mnie nie odwróci, bo jestem taki dobry syn. Ty stracona córka. Mieszkanie oczywiście moje, bo nie możesz choćby przejść przez próg bez awantury.
Ty jesteś rzuciła Joanna.
Jaki jestem, taki jestem. Cześć, siostrzyczko. Spadek przejęty.
Otworzył drzwi.
Joanna się nie ruszała. Przydałoby jej się to mieszkanie, wynajem był drogi, a na własne nie miała szans. ale ona naprawdę kochała babcię. Pamiętała, jak choćby w otępieniu babcia Teresa gładziła ją po policzku: Dziękuję, iż przyszłaś, moja dobra. Jesteś zupełnie jak mój Piotruś.
I teraz, by odzyskać dobre imię, musiałaby udowodnić, iż Bartek kłamie. Jak?
Nie było jak.
Wyszła i zamknęła drzwi. Za rok nikt już nie będzie pamiętał, iż nie była złym człowiekiem. Będą pamiętać jedno: Joanna okradła umierającą babcię.
Bartek już wygrał. I właśnie to świętował.















English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·