Wszyscy krewni zasiedli przy stole niczym marionetki z porcelany, które ktoś poukładał w salonie starych snów. Powodem zjazdu jak zawsze był temat materialny, podszyty jednak pod urojone rodzinne spotkanie przy kluskach śląskich. Luba, córka babci Tosi, a matka Klementyny i Bartka, przerzucała w palcach babcine, już postrzępione chusteczki, do których seniorka rodu zwykła była zwijać emeryturę w złotówkach. Babcia zarządzać pieniędzmi nie umiała od dawna pamięć dawno płynęła jej gdzieś po Wiśle ale Luba, z przyzwyczajenia, wciskała jej comiesięczne świadczenie właśnie w te różowe kawałki materiału.
No i znów zniknęły! lamentowała Luba, zwracając się do rodziny o głosach rozmytych jak mgła Minęło dziesięć tysięcy złotych, a może choćby więcej. Przecież wiem, sama liczyłam. Gdzie to wszystko się podziewa? Mamo, pamiętasz ile tam było?
Babcia Tosia odwróciła się nie do córki, ale w stronę portretu zmarłego męża.
Ach, Piotruś… Jak tu ładnie zamruczała i zerknęła na wnuczkę Żanetę. Żaneczko, nie podbieraj moich landrynek, to dla gości A Bartek? W szkole?
Luba zwinęła tysiączki. Oczywiście, mama nic nie pamięta. Ale Luba była przekonana ktoś kradnie. Ta nierealna myśl gryzła rzeczywistość, bo przecież w domu bywają tylko swoi. Ktoś zdejmował pieniądze starej kobiecie…
Wtem przyjechał Bartek, ten, o którym babcia już śniła półszeptem.
Co wy tu, jak na stypie? rzucił, odkładając kluczyki.
Bartku, synku załkała matka katastrofa! Znów zginęły babcine pieniądze! Odkładam je do tej szafy, w te chusteczki, już od miesięcy Ktoś kradnie!
Bartek omiótł wszystkich lekceważącym spojrzeniem. Jego matka ufała każdemu, jemu żadnemu.
Kasa znika? zmrużył oczy Ja wiem, gdzie się podziewa!
Przeskoczył do korytarza i przyciągnął pasiastą torbę Klementyny. Nim ta zdążyła mrugnąć, brat rozsunął zamek i wysypał zawartość na foliowany, wiekowy obrus.
Popłynęły szminki, kluczyki, lusterko… i pieniądze.
Dużo pieniędzy.
Splątane, poznaczone tysiączki, których suma sięgała pięciu tysięcy złotych w pięćsetkach.
No patrzcie! zawołał Bartek, podnosząc jedną Kiedy wchodziłem, torba upadła, a stamtąd wypadły te! Rozpoznajecie? Pięćsetki…
Ciocia Halina, która do tej pory przestawiała sałatkę z kąta w kąt, aż zakrztusiła się na dźwięk pieniędzy.
Na każdej z nich widniał chytry ślad niebieskiego długopisu ledwo widoczna kreska.
A pamiętacie, jak miesiąc temu, kiedy mama liczyła kasę, Janek machnął po banknotach długopisem? wciągnął Bartek. To te! Babcine pięćsetki!
Wszystkie spojrzenia zwróciły się na Klementynę.
Wcześniej siedziała jak posąg. Teraz zadrżała.
Co ty wyprawiasz, Bartku?
Ja? obruszył się Przecież nic nie robiłem! Mówię tylko, iż torba upadła, podniosłem, a tam znajome banknoty!
Klementyna poczuła, iż nie ma czasu atakować. Musiała się tłumaczyć.
To nie ja! wyrzuciła i szturchnęła stół.
Nawet babcia Tosia poruszyła się na dźwięk awantury.
Kto tak hałasuje? zapytała Gdzie są moje kapcie?
Wszyscy przenieśli wzrok na Klementynę, jakby już miała odlecieć pod sufit.
Klementynko, córeczko Luba wstała Jak mogłaś? Po co? Przecież pracujesz, zawsze ci pomagam Jak można kraść babci?
Mamo, przysięgam, nic nie brałam!
To kto? przeszył ją ton Bartka Przecież tylko ty tu ciągle jesteś, opiekę niby roztaczasz. Inni nie mają dostępu do babcinej szafy. Mama nigdy by cię nie oskarżyła, a jednak zostajesz tylko ty.
Klementyna cofała się, jakby lada moment miała dostać po twarzy.
Przysięgam, choćby nie dotykałam tych pieniędzy!
Spojrzała na matkę, szukając ratunku ale i Luba patrzyła, jakby widziała zjawę.
Kłamiesz szept Luby był jak chłodny powiew świtu Jak mogłaś
Ja kocham babcię! rzuciła ze łzami Jeździłam tu, by jej pomóc! Przecież nie dla tych pieniędzy!
Logika była brutalna. Pieniądze wypadły z jej torby. Nie było innych podejrzanych.
Sprawa zamknięta podsumował Bartek, zaskakująco spokojnie Szkoda, Klementynko. Smutne to. Mogłaś poprosić, dalibyśmy. Ale okraść babcię? Tego nikt się nie spodziewał.
Tego wieczoru Klementynę wyrzucono jak złe wspomnienie, a jej życie zmieniło się o 180 stopni. Nikt nie chciał słuchać, ani choćby patrzeć. Jej własna matka, ochłonąwszy, prosiła rodzinę o wyrozumiałość, lecz…
Nie puszczaj jej więcej, Lubo syczała ciotka Halina przez telefon, gdy Luba próbowała rozmawiać Możesz sobie wyobrazić, jaki to wstyd? Gdyby mama wiedziała, kim stała się Klementyna
Luba była posłuszna. Ograniczyła się do zdawkowych odpowiedzi przez telefon zajęta, później, nie teraz.
Klementyna walczyła z izolacją. Dzwoniła z różnych numerów, ale gdy tylko rozpoznawano jej głos, od razu rozłączano się. Próbowała prowadzić własne śledztwo, bezskutecznie nikt jej nie wpuszczał ani do babcinego mieszkania, ani do rodzinnych serc.
Udało się jedynie spotkać z matką.
Mamo, błagam prawie łkała Wiem, jak to brzmi, ale to nie ja! Czemu mi nie wierzysz?
Matka przegryzała słowa, najcięższa była dla niej rola sędziego.
Klementyno choćby mnie boli. Ale pieniądze były u ciebie. Fakty jeżeli widziałabym to tylko ja, może byśmy zapomniały, ale rodzina nie wybaczy Dla mnie to też trudne. Babcia tyle dla ciebie zrobiła.
Ale ja nie ukradłam! Może gdzieś wcześniej wypadły, może z innej torby? Może ktoś inny
Przestań! przerwała stanowczo Luba Jesteś moją córką i chcę ci wierzyć, ale fakty są bezlitosne Fakty mówią: jesteś złodziejką!
To oskarżenie zamknęło spotkanie. Luba zostawiła córkę wśród zimnej, śliskiej wilgoci.
Nawet nie pozwolili jej pożegnać się z babcią
Lecz poczekała aż wszyscy wyjadą. Czekała, aż cichy oddech miasta wpadnie w rytm nocy i ruszyła do mieszkania babci, licząc, iż zastanie matkę. Luba czasem zgadzała się rozmawiać. Może tym razem?
Drzwi otworzył jednak Bartek.
Był wysoki, prawie musiała wspiąć się na palce, by spojrzeć mu w oczy. Może to i lepiej, iż stał tam właśnie on.
Bartku zaczęła cicho Proszę, porozmawiajmy. Ostatni raz.
Klęczysz, żeby ratować swoje dobre imię? sapnął Za późno. Lepiej się przyznaj, może ci wybaczymy.
Ale Klementyna nie zamierzała przepraszać za nieswoje grzechy.
Ja po prostu chcę znać prawdę! Może coś ci się pomyliło? Może pieniądze wypadły z innej torby? Z kieszeni? Przypomnij sobie…
Nagle jego spojrzenie stężało.
Pomyliło? Serio jesteś taka naiwna? nachylił się. Przecież wiem, iż nie ukradłaś. Sam ci je podłożyłem.
Zatkało ją. Wszystko pociemniało.
Co? wydała z siebie tylko szept.
Tak właśnie.
Po co?
Żeby pozbyć się rywalki. W walce o spadek wszystkie chwyty są dozwolone, siostrzyczko. Babcia była już blisko końca, sama widziałaś. Mieszkanie dawno przepisane na mamę, żeby nie zahaczyć się później z notariuszem. Problem był taki, iż mama czysta romantyczka chciała oddać klucze właśnie tobie.
Ale dlaczego?
Bo każdego wieczoru przyjeżdżałaś do babci wycedził z kpiną karmiłaś ją, sprzątałaś, czytałaś choćby książeczki, których nie rozumiała. Wnuczka marzenie. Mama to widziała i topniała. Uważała, iż zasłużyłaś. A ja? To co? Ja nie wnuk? Ja nie zasługuję? Więc musiałem wejść z tobą w konkurencję.
Przecież nie robiłam tego dla mieszkania! wybuchła Klementyna Kochałam babcię!
Parsknął z ironicznym rozbawieniem.
Nie gadaj głupstw. Każdy czegoś chce. Udawałaś owieczkę, żeby coś wyszarpać z tego spadku. A ja cię przebiłem. 1:0 dla mnie.
Zamilkła, więc sam wyciągnął wnioski:
Teraz jesteś złodziejką. Mama mnie nie potępi jestem dobrym synem. Ty upadła córka. I mieszkanie jest moje. choćby nie wejdziesz już w te drzwi bez awantury.
Ty jesteś podły… wymamrotała Klementyna.
Każdy gra jak umie. Cześć, siostrzyczko. Spadek jest mój.
Otworzył drzwi na klatkę.
Klementyna nie poruszyła się. Może i przydałoby jej się mieszkanie wynajęcie to koszt ponad miarę, o kupnie marzyć nie może. Ale ona naprawdę kochała babcię. Pamiętała, jak babcia Tosia, choćby pogrążona w mgle niepamięci, kiedyś przygładziła jej policzek i rzekła: Dziękuję, iż przyszłaś, moja dobra. Jesteś zupełnie jak mój Piotruś.
A teraz, by odzyskać swoje nazwisko, musiałaby udowodnić kłamstwo Bartka. A jak?
W żaden sposób.
Gdy wyszła z kamienicy, zamknęła za sobą całe poprzednie życie. Wiedziała, iż już za rok nikt nie przypomni sobie, iż była dobrym człowiekiem. Zostanie tylko jedno: Klementyna ukradła pieniądze umierającej babci.
Bartek już wygrał. I świętował to w swoim własnym, sennym świecie pełnym mgły i zwycięskiego milczenia.

1 tydzień temu









English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·