Wielki Brat z trzeciego piętra. Gdzie kończy się dbanie o auto, a zaczyna nielegalna inwigilacja sąsiadów?

14 godzin temu
Wracasz z zakupami, rozmawiasz przez telefon, albo po prostu idziesz z psem na spacer po osiedlowym podwórku. I nagle czujesz na sobie ten zimny, szklany wzrok. Z wnęki okiennej na drugim piętrze wystaje nowoczesna kamera. Patrzy prosto na plac zabaw i gminny parking. Ktoś powie: "Super, jest bezpieczniej". Większość mieszkańców czuje jednak narastającą wściekłość. Czy w polskich miastach legalne stało się tworzenie prywatnych, miniaturowych placówek policyjnych w oknach bloków? Sprawdziliśmy, co na ten temat mówi prawo. No i co? "Wielki Brat" z sąsiedztwa najczęściej działa całkowicie nielegalnie! "Ja tylko pilnuję swojego passata!"

Gdy na klatce schodowej wybucha awantura o nową kamerę w oknie, argument właściciela sprzętu jest niemal zawsze taki sam: "Panie! Mi tu dwa lata temu lusterko urwali! Ja nie podglądam ludzi, ja tylko pilnuję swojego prywatnego samochodu na parkingu!"

Z punktu widzenia kogoś, kto wydał kilkadziesiąt tysięcy złotych na auto, intencja wydaje się uczciwa. Kamera ma być cyfrowym stróżem. Co więcej, właściciele takich urządzeń często uważają, iż robią sąsiadom przysługę – w końcu jak ktoś zarysuje inny samochód, to "będzie nagranie".

Problem pojawia się wtedy, gdy obiektyw, aby uchwycić wspomniane auto, musi przy okazji rejestrować całe gminne podwórko. Chodnik, po którym biegają dzieci, ławkę, na której rozmawiają seniorzy, oraz wejście do klatki schodowej. Dla mieszkańców to jawny zamach na ich prywatność. Kto ma dostęp do tych nagrań? Gdzie one trafiają? Czy sąsiad nie ogląda ich w
Idź do oryginalnego materiału