Gdzie jest moja córka? powtórzyła Ola, czując, jak szczęką jej zęby czy to ze strachu, czy raczej z zimna.
Zostawiła Jagodę na urodzinach w sali zabaw w centrum handlowym. Rodziców solenizantki znała tylko z widzenia, ale nie przejmowała się nie pierwszy raz zostawiała córkę na takim dziecięcym przyjęciu, standardowa sprawa. Tylko dziś się spóźniła autobus nie przyjeżdżał z dobrych dwadzieścia minut. Centrum handlowe akurat w tym miejscu, gdzie samochodem wszyscy podjeżdżają, ale auto Ola miała tylko w marzeniach. Więc wzięła Jagodę autobusem, wróciła potem na lekcje odwołać się nie dało i z powrotem po córkę. Spóźniła się raptem kwadrans, biegła przez oblodzony parking i teraz ledwo łapała oddech. Teraz matka solenizantki niska, okrągłoooka blondynka patrzyła na Olę z dezorientacją i powtarzała:
Przecież ojciec ją zabrał.
Ale Jagoda przecież nie miała ojca. Był gdzieś tam w świecie, owszem, ale córki jeszcze na oczy nie widział.
Z Andrzejem Ola poznała się przypadkiem szły z koleżanką nad Wisłą, koleżanka skręciła kostkę, chłopaki zaoferowali pomoc. Zupełnie jak w komediach opowiadali niestworzone rzeczy, iż studiują na UW, a jeden tata generał, drugi profesor. Po co? Nikt nie wie młodość i głupota w jednym. Ale gdy Ola zaszła w ciążę, Andrzej, dowiedziawszy się, iż ona jest studentką pedagogiki, a jej ojciec prowadzi autobus MZA, rzucił jej kilkaset złotych na aborcję i zniknął szybciej niż pączki w Tłusty Czwartek.
Ola aborcji nie zrobiła, nigdy choćby nie żałowała Jagoda była jej najlepszą kompanką, rozumną i wierną ponad wiek. Razem zawsze im było wesoło: gdy Ola prowadziła korepetycje, Jagoda cicho bawiła się lalkami, potem szły razem do kuchni robić zupę mleczną albo jajka po wiedeńsku, herbatę z ciastkiem posmarowanym masłem. Z pieniędzmi krucho większość na wynajem mieszkania ale ani Ola, ani Jagoda nie narzekały.
Jak mogliście oddać moją córkę obcemu?!
Głos Oli się łamał, łzy napływały do oczu.
Ależ przecież ojciec! niecierpliwiła się niebieskooka kobieta.
Ola mogła jej wyłożyć, jak nie ma żadnego ojca, ale co to da? Trzeba pędzić do ochrony, żądać nagrań, szukać
Kiedy to było?
Dziesięć minut temu chyba
Ola zawróciła i wybiegła. Ile razy powtarzała Jagodzie nigdy nie odchodź z obcymi! Bała się, nogi plątały jej się po podłodze, wszystko rozmywało jej się przed oczami, taranowała ludzi po drodze, choćby nie przepraszając. Kierowana jakimś dzikim instynktem, krzyknęła:
Jagoda! Jaaagodaaa!
Na gwarnej galerii jej krzyki ginęły, ale kilka osób się obejrzało. Roztrzęsiona, Ola próbowała zdecydować, gdzie szukać. Może jeszcze nie zabrał jej za daleko, może
Mamoooo!
Na chwilę Ola nie mogła uwierzyć własnym oczom. Jagoda, rozpięta kurtka, buzia cała w lodach, biegła do niej w podskokach. Ola złapała ją mocno, jakby miała się rozpłynąć, jeżeli puści. Spojrzała badawczo na stojącego obok mężczyznę. Facet z krótką fryzurą, w paskudnym swetrze ze śnieżynką, lód w ręku. Najwyraźniej wyczytał z jej oczu wszystkie pretensje, bo wyjąkał:
Przepraszam! To moja wina! Powinienem czekać z nią, ale chciałem pokonać te dzieciaki-potwory! Rozumie pani, one ją dokuczały Mówiły, iż nie ma ojca, iż nikt po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka! Więc podszedłem: córciu, zanim mama wróci, kupimy sobie lody. Przepraszam, nie pomyślałem, iż tak się pani wystraszy
Ola była roztrzęsiona. Nie zamierzała ufać obcemu. Ale czy naprawdę dokuczali Jagodzie? Spojrzała w jej oczy mała już wiedziała, o co pyta. Pociągnęła nosem, zadzierała brodę.
No i co z tego? Teraz też mam tatę!
Facet rozłożył nieporadnie ręce, Ola wciąż nie mogła wydusić słowa.
Chodź, wydusiła wreszcie. Już późno, nie zdążymy na autobus.
Ale, ale! facet zrobił krok, nieśmiało pomachał ręką. Może państwa podrzucę? Tak mi głupio Ale spokojnie, nie jestem żadnym złolem! Mam na imię Tomek. Naprawdę, nic mi nie brakuje! O tam, moja mama siedzi, może pani poświadczyć!
Wskazał na panią z fiołkowym lokiem przy stoliku, pochłoniętą książką.
jeżeli chce pani, podejdźmy, poleci mnie jak najlepszego syna!
Nie wątpię, syknęła Ola, wciąż marząc, żeby dać mu w łeb. Dzięki, poradzimy sobie!
Mamo Jagoda szarpnęła rękaw jej kurtki. Niech zobaczą, iż tata nas podwozi!
Przy sali zabaw przez cały czas stała solenizantka z mamą i druga dziewczynka imienia Ola już nie pamiętała. W oczach Jagody tyle prośby, a po śliskim chodniku raczej ciężko się szło. Ola zdecydowała:
No dobrze, rzuciła.
Super! Daj mi sekundę, tylko powiem mamie!
Maminsynek skrzywiła się z przekąsem Ola. Kobieta pomachała jej przyjaźnie, a Ola odwróciła wzrok. Ale głupi dzień!
W aucie Ola starała się unikać spojrzeń Tomka, ale nie mogła nie zauważyć, jak delikatny był w rozmowie z Jagodą. Dziewczynka świergotała, jakby złapała wiatr w skrzydła nigdy nie była taka rozgadana. Ale pod klatką zapadła cisza.
Już się nie zobaczymy? spytała cicho Jagoda, patrząc spod rzęs to na Tomka, to na matkę.
Ola czuła na sobie jego pytające spojrzenie czy pozwoli? Miała już powiedzieć nie, Jagoda, to niegrzeczne, ale widząc jej minę, nie mogła. Spojrzała na Tomka, kiwnęła głową.
No, jeżeli mama pozwoli, możemy pójść do kina na bajkę. Byłaś kiedyś w kinie?
Serio? Nie, nigdy! Mamo, pójdę z tatą do kina?
Ola zrobiła się czerwona, więc teraz ona paplała jak nakręcona.
Dobrze, Jagoda, ale są dwie zasady. Po pierwsze nie mów nikomu tato, mów mu wujek Tomek, zrozumiano? Po drugie idę z wami, bo jak już powiedziałam: nie chodzimy z obcymi, choćby jeżeli wydają się mili!
Ja też jej tak mówiłem, wtrącił Tomek o niechodzeniu.
Więc mogę?
Powiedziałam tak.
Hurra!!!
Ola rozumowała, iż powinna te głupoty ukrócić, ale nie potrafiła. Kogo miała, jeżeli nie Jagodę? Czasem chciała zapytać mamę, ale pamiętała ją tylko mgliście mama zginęła, gdy Ola miała pięć lat, tyle, co teraz Jagoda. Chłopiec wpadł do przerębla, nikt nie miał odwagi, ona poszła. Chłopca uratowała, ale sama zapadła miała cukrzycę, słabe zdrowie, zabrakło jej. Jagodzie też przekazała cukrzycę, przez co Ola zamartwiała się na okrągło przecież to wszystko przez nią.
Do kolejnych weekendów Ola przemyślała milion rzeczy, ale martwiła się na zapas bo Tomek w kinie przyprowadził swoją mamę.
Niech wie pani, iż nie jestem psycholem, mama mnie zareklamuje, śmiał się.
Ty to właśnie trochę psychol, rzuciła jego matka z uśmiechem jak z reklamy jogurtu. Od razu było czuć: syn to jej oczko w głowie.
A gdy Tomek, prowadząc Jagodę po popcorn, rzeczywiście reklamował go kobiecie.
Proszę można na ty? Tomek też wychowywał się bez ojca. Byłam cztery razy zamężna ostatni mąż idealny! Tomek całą euforia po nim, ale los chciał inaczej nie zdążył choćby syna przytulić, zmarł na zawał Rodziłam przed terminem, do dziś nie wiem jak przeżyłam. Pierwsi mężowie pomagali Co tak patrzysz? Ze wszystkimi mam świetne kontakty pierwszy mnie kocha, drugi no, tak kolorytowo, orientacja nie nasza, a trzeci kocha kobiety tak bardzo, iż jedna mu się znudziła. Próbowali Tomkowi zastąpić ojca, ale ojciec to ojciec. Dlatego Tomek tak się wzruszył Jagodą też był dręczony w szkole. Ile ja się nagłowiłam u nauczycieli! Nic nie dawało! Głupoty wyczyniał na zakład raz prawie się zabił
Kobietka była niesamowita. Chudziutka, drobna, fiołkowe włosy, marynarka Chanel i tomik Grocholi pod pachą. Ola ją polubiła od pierwszej minuty.
Nic złego nie knuje, po prostu dobry chłopak, mrugnęła kobieta. Choć i ty mu się chyba podobasz
Ola spłonęła rumieńcem. Tego brakowało! Czuła pod skórą, iż lepiej nie zaczynać, ale jakoś żal jej Jagody
Po seansie Lena wyciągnęła 60 zł za bilety, ale Tomek odmówił.
Gdy zapraszam kogoś do kina, płacę za siebie!
To też jej nie pasowało wolała płacić sama, być niezależną. A te jego podobasz mi się głupoty, przecież tak się nie zdarza.
Gdy Tomek podwoził je pod dom, Jagoda spytała:
Tato, a gdzie pójdziemy następnym razem?
Jagoda! zganiła ją Ola.
Dziewczynka śmiesznie zakryła usta dłońmi.
Myślę, iż możemy pójść do Muzeum Zoologicznego, Tomek puścił jej lapsus. Jak ci się pomysł podoba?
Super! Mamo, idziemy?
Idźcie sami, rzuciła chłodno Ola. Weźcie panią Stefanię, ponoć kocha oglądać motyle!
Pierwsza wysiadła marzyła tylko, żeby to wszystko się skończyło. I kątem ucha, słyszała, jak Tomek mówi Jagodzie:
Jak mama nie słyszy, możesz mówić na mnie tato.
I tak Jagoda zyskała niedzielnego tatę. Czasem Ola chodziła z nimi, czasem puszczała Jagodę samą, jeżeli była Stefania Olka wciąż podejrzliwa wobec Tomka, choć córka po każdym spotkaniu promieniała. Ulegała temu entuzjazmowi, ale nie chciała, żeby to rosło: przecież w życiu nie ma takich historii, gdzie pojawia się rycerz na białym koniu. Mama zawsze wychwalała syna pod niebiosa, Ola nieraz się zastanawiała: co z nim jest nie tak, iż go tak reklamuje cudzej dziewczynie?
Ale powoli serducho Oli miękło. Tomek wszystko robił delikatnie zostawiał jej czekolady na półce, zawsze pytał o zdanie przed kolejnymi wycieczkami, próbował złapać jej spojrzenie w aucie. Ale najbardziej polubiła Stefanię świetna rozmówczyni! Gdyby nie była matką Tomka, to właśnie jej by się zwierzała.
Pewnego dnia zadzwonił, mówił coś o kinie. Jagoda natychmiast przyleciała szeptem pytała:
To Tomek?
I zaraz siadła pod bokiem.
Tak, Jagoda wpadnie się cieszyć, wymknęło się Oli.
Zaraz Zapraszam i ją, i panią. My, razem. We dwoje.
W tle trochę zbyt entuzjastyczny głos Stefani:
No, nareszcie!
Mamo, nie podsłuchuj! Ojej, przepraszam Przepraszam, Ola Mama, jak zawsze podsłuchuje.
Jagoda szepcze:
On zaprasza cię do kina?
Ola roześmiała się.
Ja też tu mam uszy. Słuchaj Tomek Ja
Tylko nie odmawiaj! Jeden szans na prawdziwego rycerza!
Powiedz o oczach, Tomek, przerywa Stefania. Powiedz jej to, co mówiłeś iż ma oczy swojej mamy
Lodowata woda w twarz. Ola była oszołomiona co do tego ma jej mama?
Tomek coś wykrzyknął do matki, po chwili powiedział:
Ola, zaraz przyjadę i wszystko ci wyjaśnię, możemy porozmawiać?
Wyjaśnienia by jej nie zaszkodziły Dreptała po domu, aż Tomek w końcu przyszedł, a Jagoda, wyraźnie wyczuwając atmosferę, siadła przy stoliku, rysując coś.
Powinienem był od razu ci wyznać zaczął Tomek. Chciałem, ale tak mi się spodobałaś Nie chciałem, żebyś myślała, iż to przez mamę. Twoją mamę. Bałem się, iż mnie znienawidzisz. Przecież to przeze mnie ona zginęła
Mówił chaotycznie, zagubiony. Ola była roztrzęsiona tak jak wtedy, gdy myślała, iż Jagoda przepadła.
Wybaczysz mi?
W całym monologu Ola nie wydusiła słowa, w końcu powiedziała:
Muszę przemyśleć.
Mamuś, no bądź miła
Tomek spojrzał wielkimi oczami na Jagodę, przypominając o umowie. Jeszcze raz popatrzył na Olę, która tylko powtórzyła:
Potrzebuję czasu. Muszę pomyśleć.
Miała milion pytań do niego, ale nie umiała wykrztusić żadnego. Gdy zadzwoniła Stefania, wszystko potoczyło się inaczej to od niej Ola dowiedziała się o wszystkim.
On nie wiedział, iż ona zginęła chroniłam go. Potem się wygadałam, i Tomek postanowił was odnaleźć. Chciał pomóc, myślał, iż w ten wieczór się przyjacielsko przedstawi. Ale wyszło jak wyszło On zakochał się od pierwszego wejrzenia! Bali się, iż zrozumiesz opacznie. Nie osądzaj go Tomek był uparty, chciał wszystkim udowodnić, iż jest mężczyzną, choćby bez ojca. Wszyscy bali się iść po lodzie, on poszedł i
Stefania broniła Tomka na każdym kroku. Ale presja Jagody była największa!
Mamo, ale on jest fajny! I kocha cię! Ja będę miała prawdziwego tatę!
Ola rozumiała ale to wszystko było jakieś nie w porządku?
Minął niemal miesiąc, Ola nie mogła zebrać się na rozmowę z Tomkiem. Ignorowała telefony, nie czytała wiadomości. Im dłużej to trwało, tym bardziej chciała z nim porozmawiać. Ale z każdym dniem trudniej.
Jagoda obudziła ją w nocy płakała, bolał ją brzuszek. Już poprzedniego dnia narzekała, Ola zwaliła to na drugi sort kefiru. Teraz Jagoda gorączkowała; nie trzeba było termometru.
Z trzęsącymi rękoma Ola wykręciła numer pogotowia, a potem nie wiedzieć czemu Tomka.
Przyjechał razem z karetką. W dresie, rozczochrany. Pojechał z nimi do szpitala, pocieszał, obiecywał, iż będzie dobrze. Ale jemu głos się trząsł.
To tylko zapalenie otrzewnej, nie ma się co bać. Wszystko będzie dobrze
Ola złapała go za rękę czy to uspokajając siebie, czy jego. Na izbie przyjęć było chłodno, nie wzięli nic ciepłego siedzieli tak blisko, jak się dało, ogrzewając się wzajemnie.
Pierwszy dobiegł do lekarza, dopytywał o operację. Ola siedziała nieruchomo. Gdyby coś się stało Jagodzie, ona by tego nie przeżyła
Ale wszystko skończyło się dobrze. Lekarze się spisali, Jagoda dzielnie walczyła w najgorszym momencie przyznał lekarz sytuacja była krytyczna.
Jakby dobry anioł ją chronił, powiedział lekarz, a Ola szepnęła: dzięki, mamo!
Tomek długo dziękował medykom; ci kazali wracać do domu Jagody na razie nie wpuszczą, rodzice muszą odpocząć.
Pod domem Ola spodziewała się, iż Tomek poprosi, żeby pójść na kawę, ale ten milczał. Wtedy powiedziała:
Już świta. Chcesz, zrobimy kawę?
I złapała się, iż naprawdę tego chce żeby wszedł. Żeby został. Na zawsze.
Jagoda wracała do zdrowia w tempie, które zdziwiło choćby pielęgniarki.
Bo mamę i tatę mam! świergotała.
Nikt oprócz Oli i Tomka nie rozumiał, dlaczego tak bardzo jej to cieszyłoNa wiosnę, gdy Jagoda wreszcie znów wspinała się na trzepak, Ola patrzyła na nią przez kuchenne okno ze środka pachniał świeży makowiec, kawa parowała w dwóch kubkach. Tomek poprawiał kołnierz, rozglądał się z nadzieją, a przez otwarte drzwi doleciał śmiech córki.
Ola przez moment zawahała się. Nie wiedziała, czy życie może być naprawdę tak proste czy można po prostu przyjąć pomoc, wybaczyć dawny ból, pozwolić sobie na szczęście. W głowie miała wciąż brzmienie słów matki Stefani, iż nie warto trzymać się urazy, jeżeli pod ręką jest ktoś, kto na ciebie czeka.
Tomek podszedł do niej cicho, dotknął jej dłoni.
Dziękuję, iż mnie nie odtrąciłaś szepnął.
Ola spojrzała mu w oczy, tym razem bez rezerwy. Kiedy Jagoda wbiegła do kuchni, prosto w ramiona taty, Ola wiedziała, iż już nie musi się bać.
Na ścianie wisiał zdjęcie jej mamy, w ramce ze szkła. Ola podniosła kubek z kawą, zwróciła się cicho do fotografii, jakby mówiła do ducha:
Mamo udało się. Dałaś mi siłę, a teraz wierzę, iż w końcu możemy być szczęśliwi.
Jagoda wtuliła się w Tomka, a potem doskoczyła do Oli. Chwycili się wszyscy za ręce, śmiejąc się i żartując, jakby nigdy nie było strachu i samotności. Przez moment Ola poczuła się lekka, wolna od dawnych zmartwień. To był pierwszy dzień nowego życia tego, w którym już nigdy nie będzie ich brakowało.
A za oknem świat zdawał się uśmiechać choćby autobus zajechał na czas.

7 godzin temu




![[FOTO] Pożar w Starym Bielsku. Ogniem objęty był opuszczony młyn](https://img.bielsko.info/2026/02/interwencja_strazy_pozarnej_przy_ul_sobieskiego_w_bielsku_bialej_13_02_2026_25b5.jpeg)





English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·