"Wciąż nie wiedzieli, co się dzieje". Dramatyczna relacja

1 godzina temu
Robert i jego żona przyjechali na weekend do Krakowa. Ktoś polecił im restaurację na Rynku z dobrymi deserami. Kiedy usiedli przy stoliku, rozległy się strzały. Potem zaczął się chaos. – Mężczyzna w dorożce powiedział, iż nie ma ręki. Okazało się, iż był poważnie postrzelony. Nikt nie wiedział, co się dzieje, wydawało się, iż tych osób strzelających jest dużo. To było surrealistyczne – opowiada WP świadek zamachu.
Idź do oryginalnego materiału