W starym i zaniedbanym kamienicy, pulchna kobieta trzepała dywan przez okno, nie zauważając, iż kurz spada na szczupłą kobietę z mieszkania poniżej.

9 godzin temu

W starym, zaniedbanym budynku w Warszawie, pulchna kobieta o imieniu Zosia wytrzepywała dywan przez okno, nieświadoma, iż kurz spada na chudą sąsiadkę z piętra poniżej.

—Hej, gruba, uważaj z tym dywanem! Kurz leci mi na włosy! —wrzasnęła chuda Krysia, zirytowana.

Zosia odpowiedziała sarkastycznie:
—Ach, kochanie, twoje włosy i tak wyglądają jak ptasie gniazdo. Z kurzem czy bez, to bez różnicy.

Kłótnia zaczęła się zaogniać, gdy nagle pojawiła się matka Krysi, trzymając w ręce miotłę i uderzając w okno Zosi.

—Rozbijesz mi szybę, ty żyrafo! —krzyknęła Zosia.

Matka odparła stanowczo:
—Zawsze szukasz problemów, co nie? Słoniu!

Gdy trzy kobiety wymieniały obelgi, podsłuchiwał je złodziej, który przemierzał ulicę. Uśmiechnął się podstępnie i pomyślał:

“Kobiety… wiecznie się kłócą. Można to wykorzystać.”

Tej samej nocy, gdy Krysia wracała do domu, złodziej zagrodził jej drogę.

—Nie krzycz. Po prostu chodź ze mną —warknął, pokazując żółte zęby.

—Gdzie mnie prowadzisz? —zapytała drżącym głosem.

—W tę ciemną uliczkę. Będzie zabawa.

Jego oczy błyszczały jak u wygłodniałego lisa. Krysia próbowała krzyczeć:

—Pomocy!

Natychmiast chwycił ją za włosy i zatkał usta.

—Jeszcze raz zawyjesz, a pożałujesz —warknął.

W oknach budynku zapalały się światła, ale sąsiedzi, zobaczywszy zagrożenie, gwałtownie zasuwali zasłony.

—Widzisz? —zaśmiał się złodziej. — Wszystkie się mnie boją. Śmieszne!

Powietrze stało się ciężkie, jakby coś złego miało się wydarzyć. Ale wtedy…

Złodziej poczuł silne uderzenie w głowę. Odwrócił się i zobaczył Zosię, dzierżącą miotłę jak broń.

—Puść ją, łotrze, albo pożałujesz! —wrzasnęła.

Złodziej wybuchnął śmiechem.

—Ty? Sama? Słuchaj, hipopotamie, przed chwilą się z nią kłóciłaś, a teraz chcesz grać bohaterkę?

Zosia spojrzała na niego z zimną furią.

—Może mamy różnice, ale nigdy bym nie pozwoliła, żebyś skrzywdził kobietę. Jestem sama… ale nas jest więcej. Zawsze sobie pomagamy!

Złodziej znów się roześmiał.

—Jesteście słabe, wszystkie!

Wtedy za Zosią pojawiły się inne kobiety z kamienicy: matka Krysi, sąsiadki, wszystkie uzbrojone w patelnie, noże, widelce i miotły. Ich oczy płonęły determinacją.

Złodziej poczuł, jak strach ściska mu gardło.

“Dlaczego się boję? To tylko kobiety! Walczyłem z silnymi mężczyznami, choćby z uzbrojonymi policjantami… A teraz drżę przed gromadą gospodyń? Coś tu jest nie tak… jeżeli nie ucieknę, zabiją mnie.”

Powietrze stało się gęste, niebezpieczne. Jakby w każdej chwili te kobiety mogły rzucić się na niego jak wilczyce na bezbronną ofiarę.

—Naprzód, dziewczyny! —krzyknęła Zosia.

Ruszyły jak burza, a złodziej, ogarnięty paniką, zaczął uciekać, wrzeszcząc:

—Pomocy!

Przewrócił się w kałuży, podniósł, potknął o śmietnik i ledwo uniknął upadku, pędąc jak szalony.

Kobiety zatrzymały się, dysząc. Potem, jak rozwścieczona armia, zaczęły wrzeszczeć, wymachując swoją improwizowaną bronią. Wyglądały, jakby gotowe były go rozszarpać!

Gdy emocje opadły, Zosia podeszła do Krysi.

—Wszystko w porządku?

—Tak… Dziękuję. Myślałam, iż nikt mi nie pomoże —odpowiedziała Krysia, ze łzami w oczach.

Zosia uśmiechnęła się.

—Gdybyśmy trzymały się razem, świat byłby lepszy. Wspólnie jesteśmy silniejsze.

Tego dnia jedność kobiet pokonała tchórzostwo jednego mężczyzny. I pokazała, iż razem mogą stawić czoła wszystkiemu.

Idź do oryginalnego materiału