W niedzielę tata. Opowiadanie. — Gdzie jest moja córka? – powtórzyła Ola, czując, jak szczękają jej…

polregion.pl 5 godzin temu

Gdzie jest moja córka? powtarzałem, czując, jak zęby dygoczą mi od strachu i zimna.

Zostawiłem Amelkę na urodzinach jej koleżanki, w sali zabaw w jednym z warszawskich centrów handlowych. Rodziców solenizantki znałem tylko z widzenia, ale nie obawiałem się o córkę nie pierwszy raz była na takim dziecięcym przyjęciu, to rzecz normalna. Tym razem jednak spóźniłem się autobus długo nie przyjeżdżał. Centrum stało na obrzeżach, wszyscy dojeżdżali samochodami, ale ja takiego nie mam. Amelkę zabrałem więc autobusem, wróciłem do domu miałem lekcje do poprowadzenia, nie mogłem odwołać, a potem znów pojechałem po nią. Spóźniłem się ledwie kwadrans biegłem przez oblodzony parking, aż zabrakło mi tchu. Teraz mama solenizantki, niska kobieta o okrągłych, niebieskich oczach, patrzyła na mnie ze zdziwieniem i mówiła:

Ależ przecież tata ją odebrał.

Tylko iż Amelka nie miała ojca. Oczywiście ma, ale choćby raz jej nie widział.

Z Darkiem poznałem się przypadkiem spacerowałem z koleżanką nad Wisłą, ona skręciła kostkę, a jacyś chłopcy podeszli pomóc. Zupełnie jak w starym filmie, skłamali, iż studiują na Uniwersytecie Warszawskim, iż jeden ma tatę generała, drugi profesora. Po co? Młodzi byliśmy, naiwni. Gdy okazało się, iż jestem w ciąży i Darek dowiedział się, iż jestem tylko uczennicą pedagogicznej szkoły i mamę mam kierowcę autobusu, wręczył pieniądze na zabieg i zniknął.

Nie zrobiłem aborcji i nigdy nie żałowałem. Amelka była moją towarzyszką, rozważną i niezawodną na swój wiek. We dwójkę zawsze było nam wesoło; kiedy prowadziłem lekcje, Amelka bawiła się cicho lalkami, potem razem szliśmy do kuchni robić zupę mleczną albo jajko w koszulce, popijając herbatę z ciasteczkami namazanymi masłem. Pieniędzy nie było wiele większość znikała na czynsz, ale nie narzekaliśmy.

Jak mogliście oddać moją córkę obcemu człowiekowi?!

Głos mi się załamywał, a łzy paliły oczy.

Jak obcemu? burknęła niebieskooka mama. Przecież to ojciec!

Mogłem jej odparować, iż żadnego ojca nie ma, ale co to da? Trzeba było biec do ochrony, domagać się nagrań z kamer

Kiedy to było?

Dziesięć minut temu

Odwróciłem się i popędziłem. Ile razy przestrzegałem Amelkę nigdy nie odchodź z obcymi! Ze strachu nogi mi się plątały, wszystko rozmazywało się przed oczami, potrąciłem parę osób nie przepraszając, pędziłem dalej. Instynktownie krzyknąłem:

Amelka! Ameeeelka!

Na ogromnym food courcie było głośno, mało kto zwracał uwagę na moje wołania, ale kilka osób obejrzało się. Łapałem powietrze, zastanawiając się, dokąd pobiec najpierw? Może ona jeszcze tu jest?

Tatusiu!

W pierwszej chwili nie uwierzyłem własnym oczom. Moja córka w otwartej kurteczce, z buzią umazaną lodami, biegła do mnie. Złapałem ją mocno, jakby miała zniknąć, a może faktycznie opadłbym na podłogę. Wbiłem wzrok w mężczyznę schludny, krótkowłosy, w śmiesznym swetrze ze śnieżynką, z lodem w ręku. Musiał zobaczyć w moich oczach, co miałem mu za chwilę powiedzieć, więc zaczął:

Przepraszam! To moja wina. Powinienem poczekać na miejscu, ale chciałem zrobić wrażenie na tych małych urwisach! Zaczepiali Amelkę, mówili, iż nie ma taty, iż nikt po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka! Więc postanowiłem dać im nauczkę podszedłem i mówię: córeczko, zanim przyjedzie mama, chodź na loda. Nie przewidziałem, iż tak cię przestraszę

Trząsłem się nie zamierzałem mu wierzyć. Ale czy naprawdę dzieci dokuczały Amelce? Spojrzałem jej w oczy, od razu zrozumiała. Pociągnęła nosem, zadarła głowę.

No i co z tego! Teraz też mam tatę!

Mężczyzna rozłożył ręce; nie mogłem wykrztusić ani słowa.

Chodźmy już wydukałem w końcu. Późno, spóźnimy się na autobus.

Poczekaj! podbiegł jeszcze ten mężczyzna, zawahał się, pomachał niepewnie. Może podwiozę was? Skoro tak wyszło Tylko nie myśl, iż jestem jakimś wariatem! Marian jestem. Naprawdę! A tam siedzi moja mama, potwierdzi.

Wskazał kobietę z fioletowymi lokami, pochłoniętą książką.

Możemy iść do niej, a ona wyda mi najlepszą opinię!

Nie wątpię odparłem przez zęby, wciąż chętny przyłożyć mu w głowę. Dziękujemy, poradzimy sobie.

Tato Amelka pociągnęła za mój rękaw. Niech zobaczą, iż tata nas odwozi!

Przed salą zabaw stały jeszcze solenizantka z mamą i inna dziewczynka, nie pamiętałem jej imienia. W oczach Amelki widziałem błaganie, a iść po lodzie w takim stanie byłoby ciężko. Zdecydowałem.

Dobrze rzuciłem.

Super! Już daję znać mamie!

Maminsynek pomyślałem złośliwie. W tym momencie kobieta pomachała mi uprzejmie, gwałtownie odwróciłem wzrok. Co za idiotyczna sytuacja!

W drodze starałem się nie patrzeć na Mariana, ale słuchałem, jak rozmawia z Amelką delikatnie, z wyczuciem. Amelka rozkwitła, śpiewała jak skowronek, wcześniej nie znałem jej tak rozgadanej. Gdy dojechaliśmy pod blok, córka spoważniała.

Już się nie spotkamy? szepnęła do Mariana, zerkając na mnie.

Złapałem jego wzrok, wydało mi się, iż pyta o pozwolenie. Chciałem odmówić, kazać Amelce pamiętać o dobrych manierach, ale patrząc na jej zasmuconą buzię, nie mogłem. Skinąłem głową.

jeżeli mama pozwoli, mogę zaprosić cię w sobotę na bajkę do kina. Byłaś kiedyś w kinie?

Naprawdę? Nigdy! Mamo, mogę iść z tatą do kina?

Zrobiło mi się niezręcznie, więc sam zacząłem mówić.

Amelko, zgodzę się, ale są dwa warunki. Po pierwsze nie nazywaj obcego mężczyzny tatą, tylko pan Marian, zrozumiano? Po drugie ja pójdę z wami, bo co mówiłem? Nie można chodzić z obcymi, choćby jeżeli wydają się mili!

Ja jej też tak mówiłem wtrącił Marian. Że nie wolno dodał.

To jak, mogę iść?

Powiedziałem przecież, iż tak.

Hurra!!!

Rozumiałem, iż powinienem odciąć się od tego szaleństwa, ale nie potrafiłem. Nie miałem nikogo, oprócz Amelki. Ach, gdyby można było się poradzić Na przykład mamy. Pamiętałem ją ledwo zginęła, gdy miałem pięć lat, tyle co Amelka. Wtedy chłopak wpadł do przerębla, nikt nie ruszył mu pomóc, a ona ruszyła. Uratowała go, ale sama Sama nabawiła się zapalenia i w tydzień zmarła miała cukrzycę, i moje geny odziedziczyła Amelka, przez co bardzo się martwiłem.

Przed kolejnym weekendem rozważałem wszystko po sto razy, ale sprawy potoczyły się inaczej niż przypuszczałem Marian w kinie przyprowadził swoją mamę.

Żebyś nie myślał, iż jestem nienormalny uśmiechał się.

A właśnie, iż jesteś zażartowała pani Teresa tak ciepło, iż widać było, jak kocha syna.

Oczywiście, gdy Marian poszedł po popcorn, Teresa zaczęła swoje rekomendacje.

Wiesz Można po imieniu? On też rósł bez ojca. Ja byłam cztery razy mężatką, a ostatni był ideałem! Marian cały w niego. Ale los tak chciał, iż nie zdążył przytulić syna. Zawał. Gdy Marian się urodził, nie wiem jak przeżyłam. Poprzedni mężowie pomagali Patrzysz jakby dziwnie? Z pierwszym mam świetne relacje, drugi woli panów, a trzeci zbyt kocha kobiety, mi nie wystarczało. Starali się być ojcami dla Mariana, ale ojciec to ojciec. Dlatego Marian tak przejął się Amelką pamięta, jak go dokuczano w szkole. Ileż ja chodziłam do nauczycieli! Nic nie pomagało! Robił głupoty, by coś udowodnić, raz prawie zginął

Kobieta była niesamowita szczupła, drobna, z fioletowymi włosami, w garsonce od polskiego projektanta i z tomikiem Żulczyka w dłoni. Bardzo ją polubiłem.

Nic złego Marian nie planuje, po prostu ma dobre serce puściła oko. A i ty mu się podobałeś.

Czerwieniłem się tego mi brakowało! Odczuwałem, iż nie powinienem zaczynać czegoś nowego, ale szkoda mi było Amelki

Po seansie chciałem oddać pieniądze za bilety, ale Marian odmówił.

jeżeli zapraszam kobietę do kina, płacę!

Nie podobało mi się to nauczyłem się płacić sam za siebie, nie zależeć od nikogo. A to, iż mu się spodobałem głupota, tak przecież nie bywa.

Gdy Marian odwiózł nas pod dom, Amelka spytała:

Tato, gdzie pójdziemy następnym razem?

Amelka! upomniałem ją.

Przysłoniła zabawnie usta.

Może do Muzeum Zoologicznego zaproponował Marian, udając, iż nie zauważa pomyłki. Co sądzisz?

Extra! Mamo, idziemy?

Idźcie sami odpaliłem oschle. Teresę weźcie, ona uwielbia motyle.

Wysiadłem pierwszy, by skończyć tę farsę. Na odchodnym usłyszałem, jak Marian szepcze Amelce:

Gdy mama nie słyszy, możesz nazywać mnie tatą.

I tak Amelka zyskała niedzielnego tatę. Czasem chodziłem z nimi, czasem puszczałem Amelkę z Teresą Mariana uważałem za obcego i podejrzanego, chociaż Amelka co spotkanie wracała uradowana, mówiąc, jak wesoło i ciekawie z nim jest. Mimo woli udzielała mi się jej radość, ale nie chciałem dopuszczać jej do głosu bo przecież w życiu nie zdarza się, żeby ot tak zjawił się książę na białym koniu. Jego mamę lubiłem coraz bardziej, rozmawiało się z nią niezwykle miło. Gdyby Marian nie był jej synem, z nią bym się radził.

Pewnego dnia zadzwonił Marian, coś mówił o kinie. Amelka natychmiast stanęła obok, szepcząc:

To Marian?

I usiadła, szczęśliwa.

Tak, Amelka będzie zadowolona odpowiedziałem z rutyny.

Ale ja zapraszam Amelkę i ciebie. Chciałbym, żebyśmy poszli razem. Tylko my dwaj znaczy dwoje.

W tle głos Teresy.

Wreszcie!

Mamo, przestań podsłuchiwać! Przepraszam, Michał Zawsze podsłuchuje.

W tej chwili Amelka szepcze:

On zaprosił cię do kina?

Roześmiałem się.

Ja mam uszy także. Posłuchaj, Marian Ja

Tylko nie odmawiaj! Jedna szansa, będę dżentelmenem!

Powiedz o oczach, Marian podpowiada Teresa. Te oczy jak u jej matki

Zamroczyło mnie. O co chodzi z moją mamą?

Marian coś krzyknął do matki i powiedział:

Michał, zaraz przyjadę wyjaśnić. Mogę?

Wyjaśnienia bardzo się przydały Dreptałem z kąta w kąt, aż Marian zapukał. Amelka, wyczuwając powagę chwili, zaczęła rysować.

Powinienem był od razu powiedzieć zaczął Marian. Chciałem, ale mi się spodobałeś Nie chciałem, żebyś myślał, iż to przez twoją mamę. I bałem się, iż mnie znienawidzisz. Przez mnie zginęła

Plątał się, przeskakiwał z tematu na temat, patrzył błagalnie. Trząsłem się, jak wtedy, gdy myślałem, iż straciłem Amelkę.

Wybaczysz mi?

Nie odpowiedziałem nic, tylko z trudem powiedziałem:

Potrzebuję czasu.

Mamo, no, wybacz tacie

Marian zrobił wielkie oczy Amelce, przypominał jej nasz układ, znów spojrzał na mnie. Powtórzyłem:

Potrzebuję czasu. Muszę się zastanowić, rozumiesz?

Chciałem zadać mu milion pytań, ale nie umiałem się odezwać. Gdy zadzwoniła Teresa, wszystko opowiedziała.

Nie wiedział, iż ona zginęła chroniłam go przed tą traumą. Potem się wygadałam, i Marian postanowił was znaleźć. Chciał pomóc najpierw wyszło z Amelką, potem się zakochał. Bał się, iż źle zrozumiesz. Nie oceniaj go Marian chciał udowodnić chłopakom, iż jest mężczyzną, mimo braku ojca. Wszyscy bali się wchodzić na lód, on spróbował

Teresa nie naciskała, ale wyjaśniała syna. Amelka za to naciskała!

Mamo, przecież on dobry! I mówi, iż cię kocha! Może będzie moim prawdziwym tatą?

Rozumiałem. Ale to wydawało się nie w porządku?

Minął prawie miesiąc, nie potrafiłem z nim porozmawiać. Nie odbierałem telefonu, nie czytałem SMS-ów. Im dłużej zwlekałem, tym bardziej chciałem zadzwonić, ale nie miałem odwagi.

Amelka obudziła mnie w nocy płakała, mówiła, iż boli ją brzuszek. Narzekała już wieczorem, zrzuciłem to na zły kefir. Teraz miała gorączkę termometru nie trzeba było.

Drżącymi rękami zadzwoniłem po pogotowie, a potem nie wiem czemu do Mariana.

Przyjechał z karetką. W domowych spodniach, rozczochrany, zaspany. Pojechał z nami do szpitala, uspokajał i obiecywał, iż będzie dobrze, choć sam pękał ze strachu.

Zapalenie otrzewnej to nie takie straszne, prawda? Będzie dobrze!

Sam chwyciłem go za rękę nie wiem, czy by go uspokoić, czy siebie. W poczekalni było chłodno, siedzieliśmy obok siebie, ogrzewając się nawzajem.

Do lekarza Marian rzucił się pierwszy, dopytywał o przebieg operacji. Ja siedziałem i bałem się poruszyć gdyby coś się Amelce stało, nie przetrwałbym tego.

Ale Amelka była silna. Szpital zrobił swoje, córka walczyła, choć według lekarza groziło jej najgorsze.

Jakby jej dobry anioł czuwał powiedział lekarz. Dziękuję ci, mamo! wyszeptałem.

Marian długo dziękował lekarzowi, a ten odesłał nas do domu, bo do Amelki jeszcze nie wpuszczano, a rodzicom przydałby się odpoczynek.

Odwiózł mnie pod blok, spodziewałem się, iż poprosi, by wejść, ale milczał. Wtedy powiedziałem:

Świta już. Może wpadniesz na kawę?

I zrozumiałem, iż naprawdę chcę, by został. Na zawsze.

Amelka wracała do zdrowia zaskakująco gwałtownie wszyscy lekarze się temu dziwili.

Bo mam mamę i tatę mówiła.

Nikt poza mną i Marianem nie wiedział, dlaczego to takie dla niej ważne.

Dziś, pisząc te słowa, czuję w sercu wdzięczność. Życie nie zawsze wygląda tak, jak w bajce. Ale czasem warto odważyć się na coś, w co nie wierzyło się wcześniej. Najważniejsze: nigdy nie odpychaj ludzi, którzy starają się być blisko, zwłaszcza jeżeli ich czułość może pomóc nie tylko nam, ale przede wszystkim naszym dzieciom. Dla mnie dla Amelki to był największy dar.

Idź do oryginalnego materiału